Kontrola kontroli nierówna
NFZ nie ma spójnej polityki kontroli i kar. Niektóre oddziały przeprowadzają dużo inspekcji i nakładają surowe kary, inne są pod tym względem łagodniejsze. W komfortowej sytuacji są np. pomorskie podmioty medyczne, które w porównaniu ze śląskimi prawie nie są kontrolowane.
Od Sasa do Lasa — tak w skrócie można podsumować analizę przeprowadzanych kontroli i nakładanych kar przez Narodowy Fundusz Zdrowia. Poprosiliśmy poszczególne oddziały płatnika o takie dane, jak liczba kontroli, liczba nałożonych kar oraz ich wysokość — łącznie i średnio dla poszczególnych rodzajów podmiotów. Przysłano nam informacje (nie zawsze pełne) z jedenastu oddziałów. Dane dotyczące trzech kategorii: świadczeniodawców, aptek oraz ordynacji lekarskiej przedstawiamy w tabelkach obok.Ostrzejszy klimat na Śląsku?Wnioskiem, jaki się narzuca z analizy nadesłanych danych, jest brak spójnej polityki poszczególnych oddziałów dotyczącej kontroli i kar. Są oddziały, które mimo że nie są największe, to w porównaniu do innych podmiotów kontrolują dużo i nakładają bardzo wysokie kary. Taki jest oddział lubelski, który tylko w zakresie ordynacji lekarskiej skontrolował w zeszłym roku 48 podmiotów, nałożył 8 kar o średniej wysokości 3 tys. zł. Co do wysokości grzywien, to rekordzistą jest jednak oddział śląski, w którym średnia kara po kontroli ordynacji lekarskiej wynosiła, bagatela, 22,4 tys. zł. Dla porównania, kontrolerzy z pozostałych oddziałów żądają o wiele mniej, np. 100-500 zł. Nie mogą narzekać również podmioty medyczne z pomorskiego, gdzie nie ma dużo kontroli, a kary są zwykle łagodne.Jeśli chodzi o rodzaj kontrolowanych podmiotów, to dużo częściej sprawdzane są apteki oraz świadczeniodawcy. Ci ostatni po wizytacji kontrolerów z NFZ muszą znacznie głębiej sięgać do kieszeni. Apteki po inspekcji wpłacają do kasy NFZ 270-1200 zł, świadczeniodawcy średnio kilkanaście tysięcy, choć są też tacy, który dostają kary na poziomie kilkuset tysięcy złotych. W tych skrajnych przypadkach sprawa często znajduje finał w sądzie.Podobne przewinienia lekarskieMimo że wysokość kar się różni, ich powody są raczej takie same we wszystkich regionach. Na Śląsku, gdzie lekarze są najsurowiej karani, według Małgorzaty Doros, rzeczniczki tamtejszego oddziału NFZ, w ciągu ostatniego półtora roku najczęstsze przewinienia to nieprawidłowo wystawione recepty (w tym także na drukach posiadających numery przypisane innym lekarzom) oraz przepisywanie leków refundowanych bez wskazań refundacyjnych. Wykazywano ponadto braki, błędy i nieczytelność w dokumentacji medycznej.W całym 2013 roku śląski oddział nałożył łącznie 386 kar o wartości 1,76 mln zł. Pierwsze półrocze bieżącego roku było jeszcze bogatsze. „Oddział nałożył 109 kar o łącznej wartości 2,89 mln zł” — podaje Małgorzata Doros. Świadczeniodawcy, apteki i lekarze (ordynacja lekarska) otrzymali odpowiednio 82, 16 i 8 kar o łącznej wartości 2,8 mln zł, 41 tys. zł i 13 tys. zł.Kontrolerzy z pozostałych oddziałów wskazują na te same niedociągnięcia w ramach ordynacji lekarskiej.„Brak dokumentacji medycznej pacjenta, brakujące wpisy dotyczące wystawionych recept, wystawienie recept na leki refundowane w ilościach przekraczających 3-miesięczne stosowanie” — wymienia Barbara Nawrocka, p.o. rzecznika kujawsko-pomorskiego oddziału NFZ.„Brak adnotacji o przepisanym leku w dniu porady, brak informacji o liczbie opakowań i dawkowaniu, niespełnienie wskazań refundacyjnych, brak uzasadnienia do wystawienia recepty na lek refundowany, brak wpisu porady w dniu wystawienia recepty w historii pacjenta, brak wywiadu i badania przedmiotowego w dokumentacji medycznej, niezgodność danych osobowych, umieszczenie na recepcie adnotacji „do decyzji NFZ” — dodaje Piotr Kalinowski z biura prasowego mazowieckiego oddziału NFZ.Piotr Kalinowski informuje, że w jednym przypadku stwierdzono brak wpisów w dokumentacji medycznej dotyczących udzielonych porad i zaordynowanych leków na łączną kwotę 99,5 tys. zł. „Informacja na ten temat została przekazana organom ścigania” — informuje Beata Szczepanek, rzecznik prasowy świętokrzyskiego oddziału NFZ .Winna ustawa refundacyjnaJacek Krajewski, prezes Federacji Porozumienie Zielonogórskie, przypomina, że największe problemy lekarzy z prawidłowym wystawianiem recept (co NFZ kontroluje najczęściej) zaczęły się po wejściu w życie ustawy refundacyjnej.„Płatnik zaczął monitorować kwestie związane z wypisywaniem recept — czy jest wpis w dokumentacji medycznej, czy były przesłanki wypisania recepty etc. Z naszych obserwacji wynika, że nakładane kary są często zbyt surowe. Wielu kontrolerów wychodzi z założenia, że jak jest kontrola, to musi być kara. Traktuje się je jako narzędzie opresji, a nie monitorujące i poprawiające. Z tego powodu wielu lekarzy i świadczeniodawców tak się ich obawia” — tłumaczy Jacek Krajewski.Prezes FPZ zastrzega, że sytuacja różni się w zależności od osobistych cech kontrolera NFZ. Są tacy, którzy starają się zrozumieć drugą stronę, zwracają uwagę na ewentualne niedociągnięcia i zalecają poprawki, bez nakładania od razu drakońskich kar. Takie „ludzkie” podejście jest, zdaniem Jacka Krajewskiego, bardzo istotne, szczególnie ze względu na niejasne zapisy umów podpisywanych z płatnikiem.„Wiele zapisów jest niejasnych i podlega interpretacji. Zdarza się, że lekarz/świadczeniodawca i kontroler zupełnie inaczej je rozumieją. W takim wypadku dochodzi do sporów, ale nie wynikają one ze złych intencji świadczeniodawców” — tłumaczy Jacek Krajewski.Sytuacje niejednoznaczneZdaniem Jacka Krajewskiego, kwestie wypisywania recept również nie są jednoznaczne. Przykład: kontrola wykazała, że lekarz podczas wizyty wypisał lek X, mimo że informacje wpisane w tym czasie do dokumentacji medycznej nie wskazywały na taką jednostkę chorobową. „Wskazywać za to mogły poprzednie wizyty. Takich niejasnych sytuacji wcale nie jest mało, o czym wiemy, ponieważ mamy swojego członka w tzw. zespołach arbitrażowych” — mówi Jacek Krajewski.Płatnik odpiera zarzuty i tłumaczy, że surowość kontrolerów jest w interesie społeczeństwa. Beata Szczepanek, rzecznik prasowy świętokrzyskiego oddziału NFZ uważa, że kary przynoszą wymierne korzyści budżetowi płatnika i pacjentom.„Na przykład ukaranie przychodni i lekarza za nieprzyjmowanie chorych (mowa o nieuzasadnionej nieobecności w przychodni) w godzinach pracy spowoduje, że w większości przypadków ta sytuacja nie powtórzy się w przyszłości. Pozwala też na likwidację takich patologii, jak np. zmuszanie rodziny chorego przebywającego w szpitalu do zapewnienia mu wyrobów medycznych” — informuje Beata Szczepanek.