Kolejny ośrodek terapii fotodynamicznej

Marcin Murmyło, Wrocław
opublikowano: 07-07-2003, 00:00

Terapia fotodynamiczna nie jest nowością na świecie, jednak w Polsce jest mało popularna i wzbudzająca kontrowersje. Przypomnijmy, że na łamach Pulsu Medycyny toczyła się polemika profesorów Aleksandra Sieronia, zwolennika tej metody, z Bogusławem Maciejewskim, który sceptycznie podchodzi do możliwości jej szerszego wykorzystania.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna
"Szkoda, że metoda fotodynamiczna jest rzadko u nas stosowana, gdyż jest bezpieczna dla chorego i skuteczna. Na świecie, a zwłaszcza w Austrii i Niemczech, funkcjonują całe kliniki, które zajmują się jej wykorzystaniem. W Polsce ośrodki terapii fotodynamicznej można policzyć na palcach jednej ręki. We Wrocławiu stosowanie tej terapii rozpoczęliśmy mniej więcej dwa lata temu. Wszystko odbywało się jednak na zasadzie eksperymentu i badania naukowego. Teraz ruszamy z prawdziwym ośrodkiem terapii fotodynamicznej. Niestety, na razie lekarze nie zdają sobie sprawy z możliwości tej metody, bo po prostu dobrze jej nie znają" - mówi prof. Piotr Ziółkowski, kierownik Pracowni Diagnostyki i Terapii Fotodynamicznej Akademii Medycznej we Wrocławiu.
Terapia fotodynamiczna polega na podawaniu specyficznych związków chemicznych, które wykazują szczególnie duże powinowactwa do tkanek o wysokiej aktywności proliferacyjnej i dużej komponencie retikulo-endotelialnej. Takie właściwości mają tkanki zmienione chorobowo. Następnie związki te, po dostarczeniu do nich energii w postaci światła o odpowiedniej długości fali, wywołują szereg reakcji fizykochemicznych, prowadzących do niszczenia tkanek, które je wchłonęły.
"Takie związki nazywamy fotouczulaczami. Można je stosować zarówno ogólnie, jak i miejscowo. My, z powodu ograniczeń sprzętowych, na razie używamy ich tylko zewnętrznie. Związkiem, który stosujemy jest kwas 5-aminolewulinowy - naturalny prekursor porfiryn będących właściwym związkiem fotouczulającym. Stosujemy światło laserowe lub z lamp halogenowych o długości fali 630-660 nm. Możemy również użyć światła ultrafioletowego o długości 350-400 nm, bo wówczas tkanki, które zaabsorbowały związki po prostu świecą, co bardzo przydaje się w diagnostyce. Do tej pory terapię fotodynamiczną stosowaliśmy w schorzeniach ginekologicznych, laryngologicznych i dermatologicznych. Efekty były znakomite" - mówi profesor.
Przykładowo terapię fotodynamiczną zastosowano u 19 pacjentek Kliniki Ginekologii i Położnictwa we Wrocławiu z dysplazją nabłonka szyjki macicy. Gdy po miesiącu do ponownej kontroli histologiczno-cytologicznej zgłosiło się 12 z nich okazało się, że u wszystkich obserwowane wcześniej zmiany nabłonkowe całkowicie ustąpiły.
"Oczywiście metoda ma swoje ograniczenia, zmienione chorobowo komórki muszą być dostępne dla światła, czyli nie mogą być ukryte zbyt głęboko. Po drugie, musimy wziąć po uwagę bezpieczeństwo onkologiczne, więc w przypadku zmian podejrzanych o nowotwory złośliwe terapia fotodynamiczna musi ustąpić pola innym metodom. Obecnie nastawiamy się głównie na leczenie schorzeń dermatologicznych" - dodaje P. Ziółkowski.




Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Marcin Murmyło, Wrocław

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.