Jeden podmiot, jedna apteka
Niedopuszczalne są działania marketingowe i promocyjne wzbudzające w pacjencie chęć zakupu większej ilości leków niż potrzeba na kurację, w zamian za nagrody typu odtwarzacze MP3 czy nawet fiat Panda - mówi Andrzej Wróbel, prezes Naczelnej Rady Aptekarskiej. - To musi być traktowane jak niewłaściwa konkurencja podmiotow gospodarczych, granicząca z niepożądaną reklamą leków.
- Powodów jest kilka, ale najważniejszy to obecne przepisy, nie respektujące praw nabytych przez aptekarzy na początku lat 90. Jeśli przepisy te się nie zmienią, to z powodu narzuconego obowiązku dostosowania się tych placówek do warunków lokalowych określonych w ustawie ok. 25 proc. obecnych na rynku aptek będzie musiało zakończyć swoje funkcjonowanie. Najpoważniejszym problemem nie jest jednak sama inwestycja, bo ją zawsze można rozłożyć na lata, ale bardzo często te lokale są tak małe, że w żaden sposób nie da się ich powiększyć do 100 metrów kwadratowych. Zresztą nie chodzi tylko o powierzchnię, ale również o wyróżnianie w niej korytarzy, pomieszczenia na część recepturową czy osobnych magazynów, co nie przystaje do dzisiejszych realiów. Obecnie każda masa towarowa jest maksymalnie szybko rotowana, a szafy i meble apteczne stanowią swego rodzaju magazyny, umożliwiające właściwą segregację asortymentową.
Na to nakłada się jeszcze problem efektywności pracy aptek, która niestety jest na coraz niższym poziomie i często uniemożliwia duże inwestycje.
Naszym zdaniem, przepisy, szczególnie wykonawcze, do ustawy Prawo farmaceutyczne są zbyt restrykcyjne w porównaniu z tym, co można by rzeczywiście wprowadzać w życie.
- Termin dostosowania lokali aptecznych mija dopiero w październiku 2007 roku. To prawie 2 lata...
- ...albo tylko 2 lata. W Polsce cykl legislacyjny bardzo często się ślimaczy. Obawiamy się, że jeśli tak samo stałoby się i tym razem, dojdzie do problemów na skalę, o jakiej wcześniej wspomniałem.
- Izby aptekarskie głośno domagają się także innych zmian zarówno w prawie farmaceutycznym, jak i w izbach aptekarskich. Dlaczego?
- Uważamy, że rynek dystrybucji aptecznej leków wymaga pilnego uregulowania, ponieważ obecna pełna wolnorynkowość nie sprzyja, niestety, właściwej opiece sprawowanej przez aptekarzy nad pacjentem. Nie może być tak, że pacjent wychodzi z gabinetu lekarskiego i robi ranking aptek, w których może dostać tańsze leki refundowane. Za niedopuszczalne uważamy działania marketingowe i promocyjne, wzbudzające w pacjencie chęć zakupu większej ilości leków niż potrzeba na kurację - w zamian za nagrody typu odtwarzacze MP3 czy nawet fiat Panda. W naszej ocenie, to jest niewłaściwe i wręcz musi być traktowane jako niewłaściwa konkurencja podmiotów gospodarczych, granicząca z niepożądaną reklamą leków.
Dla przykładu - przecież w ciągu ostatniego roku nie przybyło w Polsce dwa razy więcej chorych na cukrzycę. Tylko skutecznymi programami promocyjnymi, stosowanymi czy to przez producenta, czy przez pośredników dystrybucyjnych w hurcie, można wytłumaczyć fakt, że w ciągu ostatniego roku NFZ wydał dwukrotnie więcej środków na refundację insulin.
Doszło do niebezpiecznej sytuacji w naszym kraju, gdzie nie minister zdrowia, ale aptekarz ustanawia i odpowiada za wysokość cen leków refundowanych w aptece. Poprzez programy lojalnościowe pośrednicy, którzy są między aptekarzem a producentem, oraz sami producenci mają ostateczny głos w tej kwestii.
- Jakie zmiany proponujecie?
- Nasze propozycje zmierzają do tego, aby unormować funkcjonowanie aptek w warunkach polskich, respektując wszelkie dyrektywy Unii Europejskiej i przyjmując rozwiązania, które w wielu krajach Unii obowiązują, a u nas w pędzie do wolnorynkowej gospodarki zostały zatracone. Uważamy, że przede wszystkim należy odciąć aptekarstwo od walki cenowej na rynku dystrybucji leków. Można to zrobić przez zastosowanie stałych cen urzędowych na leki refundowane dla pacjenta. Wtedy ruchy marżowe, np. udzielanie upustów, mogłyby umożliwić wzajemne pozyskiwanie się podmiotów w łańcuchu dystrybucyjnym. Drugą możliwością, którą lansuje się poza samorządem, jest zastosowanie stałej opłaty administracyjnej, płaconej aptekom przez NFZ za wydany lek z listy leków refundowanych. Opłata ta zastąpiłaby obecne marże apteczne, a pacjent płaciłby za lek na poziomie np. ceny hurtowej.
Jest też pomysł, żeby zlikwidować opłatę ryczałtową i wprowadzić odpłatność 10-procentową dla pacjenta, co też mogłoby uregulować rynek. Wykluczyłoby to obecnie stosowane praktyki niepobierania opłaty ryczałtowej od pacjenta, gdzie de facto podmiot gospodarczy, pozornie rezygnujący z tej opłaty ryczałtowej, zarabia na zwielokrotnionej refundacji z NFZ.
- Jednym z waszych postulatów jest doprecyzowanie zapisów o reklamie w prawie farmaceutycznym.
- Naszym zdaniem, konieczne jest właściwe ustawowo zdefiniowanie reklamy, co pozwoli wyeliminować nieuczciwą konkurencję. Żadne działanie uczestników rynku nie może bowiem zmierzać do tego, by zachęcać do zwiększonego zakupu leków. Trzeba wyeliminować praktyki zachęcające do zakupu danego preparatu i, co gorsza, dyskredytujące rzetelność pracy innych aptekarzy. Mam na myśli propagowanie informacji typu: "u nas niektóre leki są tańsze niż w innych aptekach", "tylko u nas najlepszy personel, asortyment" itp. Powyższa dezaprobata środowiska dla tego typu zachowań jest określona w Kodeksie etyki aptekarza RP. Często sugeruje się pacjentowi, że apteka, która pobiera opłatę ryczałtową za lek, postępuje wobec niego nieuczciwie, skoro są apteki, które takiej opłaty nie pobierają. Takie praktyki to nic innego, jak nieuczciwa konkurencja, sprzeczna z etyką aptekarską.
- Żądacie nowych regulacji uniemożliwiających tworzenie dużych sieci aptek.
- Tak, ważnym punktem naszych działań jest doprowadzenie do uszczegółowienia zapisu dotyczącego koncentracji na rynku detalicznym aptek. W mojej ocenie, trzeba zabiegać o to, żeby jeden podmiot miał jedną aptekę. To jest rozwiązanie najbardziej czytelne, klarowne, które zapobiegłoby monopolizacji rynku.
- Czy chcecie też wrócić do pomysłu: apteka tylko dla farmaceuty?
- Oczywiście, byłoby to najlepsze, ale zdajemy sobie sprawę, że w tej chwili nie da się już tego zrealizować. Choć o dziwo, niektórzy politycy dopiero teraz dojrzeli do akceptowania tego rozwiązania. Szkoda tylko, że o cztery lata za późno.
Realny jest natomiast powrót do założenia, że jeden podmiot będzie prowadził tylko jedną aptekę. Jedynie rozdrobniony rynek detaliczny może skutecznie bronić się przed stosowaniem działań monopolistycznych, z jakimi mamy obecnie do czynienia. Mam nadzieję, że w sprawie regulacji rynku aptecznego znajdziemy zrozumienie wśród polityków.
Źródło: Puls Medycyny
Podpis: Ewa Szarkowska