Jak leczyć pedofili
Resorty zdrowia i sprawiedliwości pracują nad projektem zmiany w prawie, umożliwiającej kierowanie pedofilów na przymusowe leczenie, po odbyciu przez nich kary więzienia, do zamkniętych ośrodków terapeutycznych. "Lekarzy interesują dwie rzeczy: kontakt z ośrodkami, które zajmują się problemem pedofilii na świecie i finansowe możliwości leczenia tego typu chorych. Są lekarze, którym ten typ pracy odpowiada, ale znam seksuologów, którzy powiedzieli, że absolutnie nie chcieliby pracować z tego typu osobami" - mówi prof. Zbigniew Lew-Starowicz, konsultant ds. seksuologii, którego zapytaliśmy, co sądzi o rządowym pomyśle. ;
- Niezupełnie... Do tej pory działała komisja powołana przez ministra zdrowia, której zadaniem było opracowanie standardów postępowania z pedofilami, którzy opuszczają zakłady karne. Chodziło o to, by ujednolicić postępowanie i wyraźnie wskazać: co dalej z nimi robić, gdzie mają się leczyć i na czym to leczenie ma polegać. Taka koncepcja już powstała - jeszcze w styczniu br. byłem ponaglany, by przyspieszyć prace. Żeby zdążyć, pracowaliśmy nocami.
Teraz dowiaduję się, że z inicjatywy ministra Ziobro opracowywana jest zupełnie inna koncepcja. Sąd będzie mógł - poza karą pozbawienia wolności - wydać wyrok o przymusowym pobycie w terapeutycznym zakładzie zamkniętym po opuszczeniu zakładu karnego. To przewraca wszystko do góry nogami. Nie jesteśmy przygotowani na realizowanie takiego programu. Trzeba stworzyć stosowne oddziały, bo obecnie nie ma żadnego, który byłby do tego przystosowany. A na to nie ma pieniędzy. Taki zakład trzeba wyposażyć w odpowiedni sprzęt. Co tam miałoby się znajdować, zależy od tego, jak długo ci ludzie mieliby tam być, czy zakład ten ma służyć do leczenia, czy do izolacji. Bo proszę wyobrazić sobie taką sytuację: ktoś będzie poddany leczeniu dwa lata i po upływie tego czasu zespół ekspertów ma podjąć decyzję o wypuszczeniu go. By to stwierdzić, trzeba dysponować odpowiednim, wysokospecjalistycznym sprzętem diagnostycznym. To ogromna odpowiedzialność.
A jak miało wyglądać leczenie pedofilów zgodnie z wcześniejszą koncepcją?
- Po opuszczeniu zakładu karnego każdy pedofil miał się leczyć w ośrodku usytuowanym w pobliżu jego zamieszkania. Spośród już działających ośrodków terapeutycznych mieliśmy (my, czyli grupa specjalistów) wyznaczyć te, które mogłyby realizować ambulatoryjne leczenie pedofilów. Taka osoba jeździłaby tam regularnie, brała leki, odbywała terapię i w ten sposób sprawowany byłby nad nią nadzór. Pedofilowi zostałaby udzielona pomoc, a nie jak obecnie - po wyjściu z zakładu karnego jest pozostawiony sam sobie, nic mu się nie proponuje.
Ale pomysł ministra sprawiedliwości też jest ofertą wobec tych ludzi...
- Jest zaostrzeniem poprzedniego projektu. Tyle że, moim zdaniem, nie jesteśmy w stanie wprowadzić go w życie, bo nie jesteśmy na to przygotowani. Jest idea, ale nie będzie wykonawstwa.
Czy polscy lekarze są zainteresowani leczeniem pedofilów?
- Lekarzy interesują dwie rzeczy: po pierwsze - możliwość kontaktu z ośrodkami, które zajmują się problemem pedofilii na świecie, bo to specyficzna dziedzina i dobrze jest korzystać z doświadczenia innych. Musi być więc możliwość odbywania staży, żeby zdobyć doświadczenie. A druga rzecz to finansowe możliwości leczenia tego typu chorych. Są lekarze, którym ten typ pracy odpowiada, bo do tego trzeba mieć predyspozycje, nie każdy się nadaje. Znam seksuologów, którzy powiedzieli, że absolutnie nie chcieliby pracować z tego typu osobami.
Ilu jest takich pacjentów w Polsce?
- Obecnie za seks z dziećmi jest w Polsce skazanych ok. 1 tys. osób, z tego ok. 100 skazanych to pedofile.
Źródło: Puls Medycyny
Podpis: Monika Wysocka