Instytut Kardiologii w Aninie ma bezpośrednią konkurencję
Zespół prywatnej kliniki, która 18 stycznia 2006 r. została wpisana do rejestru zakładów opieki zdrowotnej pod nazwą Centrum Kardiologii Anin, ma liczyć 20-30 lekarzy. Pomysłodawcy centrum nie chcą mówić o szczegółach kadrowych. Pulsowi Medycyny powiedzieli tylko tyle, że część lekarzy ma być zatrudniona na stałe, część będzie prowadzić tutaj konsultacje lub będzie zapraszana do wykonywania poszczególnych zabiegów. Grzegorz Goryszewski i Marek Szufladowicz są na urlopach bezpłatnych udzielonych przez dyrekcję Instytutu Kardiologii.
Instytut Kardiologii już od dawna huczy od plotek, kto będzie dorabiał w nowej klinice, bo o rezygnacji z pracy w tym renomowanym ośrodku nikt nie myśli. Podobno nad przejściem do prywatnego centrum zastanawia się za to część pielęgniarek. "Ja sam przepracowałem 25 lat w Instytucie Kardiologii. Jestem kardiochirurgiem i chcę nadal pracować w tym zawodzie, ale swoją wiedzę chciałbym wykorzystać również w modelowej prywatnej klinice, aby zwiększyć dostęp do nowoczesnej kardiologii - dla dobra pacjentów" - mówi M. Szufladowicz.
Jak się dowiedzieliśmy, dyrekcja Instytutu Kardiologii nie postrzega wyrastającej obok prywatnej kliniki jako konkurencji. Nie będzie więc żadną sensacją, jeżeli nawet kilkunastu profesorów nawiąże współpracę z Centrum Anin, bo i tak konsultują w innych miejscach w Warszawie. Zdaniem naszych rozmówców, w Instytucie Kardiologii przyjęto zasadę, że dopóki jego pracownicy konsultują czy operują poza godzinami pracy, nie można im tego zabronić, zwłaszcza że publiczny szpital, choć renomowany, nie może płacić im tyle, ile powinien.
To nie znaczy, że dyrekcja instytutu śpi spokojnie. Poruszenie wywołał artykuł na temat kliniki, który 7 lutego ukazał się w Gazecie Stołecznej. Po tej publikacji G. Goryszewski i M. Szufladowicz zostali poproszeni o złożenie wyjaśnień na piśmie. Obecny szef Instytutu Kardiologii, prof. Jerzy Korewicki, w rozmowie z dziennikarzem Pulsu Medycyny powiedział tylko, że sytuacja jest "na wskroś nieelegancka". Nie chciał się jednak wypowiedzieć oficjalnie w tej sprawie, dopóki nie otrzyma od centrum pisemnej odpowiedzi na pismo.
"Anin" niezgody
Ze źródeł zbliżonych do instytutu dowiedzieliśmy się, że głównym zarzutem, który pada w tym piśmie jest użycie słowa "Anin" w nazwie kliniki. Zwłaszcza że centrum jest zlokalizowane na obszarze sąsiedniej gminy Wawer. Zdaniem dyrekcji Instytutu Kardiologii, użycie słowa "Anin", nazwy, pod którą potocznie funkcjonuje placówka z 25-letnią tradycją, do wypromowania prywatnego ZOZ-u jest nadużyciem.
"Wszyscy nasi lekarze mają doświadczenie 15, 20, 25 lat pracy w Instytucie Kardiologii. Każdy z nas ma bardzo duży szacunek dla tej instytucji. W powszechnym rozumieniu Anin kojarzy się z kardiologią na wysokim poziomie. My chcemy taką kardiologię uprawiać" - tłumaczy użycie słowa "Anin" w nazwie centrum dr M. Szufladowicz.
Pinkas: Życzę kolegom powodzenia
Chociaż Ministerstwo Zdrowia oficjalnie się na temat centrum nie wypowiada, o sprawie zostało poinformowane, bo - jak się dowiedzieliśmy - pismo do Centrum Anin dyrekcja Instytutu Kardiologii przesłała też do wiadomości byłego szefa placówki, ministra zdrowia Zbigniewa Religi. Poprosiliśmy o komentarz wiceministra Jarosława Pinkasa, obecnie na urlopie bezpłatnym w Instytucie.
"Myślę, że Instytut Kardiologii nie musi bać się konkurencji. Jeżeli koledzy znaleźli jakąś niszę na rynku usług medycznych i będzie to dobrze służyło pacjentom, to mogę im tylko życzyć sukcesów - mówi Jarosław Pinkas. - To prawda, na markę Anina pracowało wielu ludzi. Słowo "Anin" oznacza jakość, wiarygodność, osiągnięcia. Niewątpliwie wielu ludzi w Instytucie Kardiologii ma prawo sądzić, że używanie tej nazwy to pewnego rodzaju niezręczność".
Oni stoją za Centrum Kardiologii Anin
Głównym udziałowcem i prezesem zarządu Allenort Kardiologia Sp. z o.o., właściciela Centrum Kardiologii Anin, jest Grzegorz Goryszewski (ma 520 udziałów). Wiceprezesem ds. administracyjnych spółki jest Marek Marchliński (200 udziałów), a Marek Szufladowicz wiceprezesem ds. medycznych (nie ma udziałów w spółce). Kolejnymi wspólnikami są: Małgorzata Jarzębska i Marek Głowacki (mają po 60 udziałów) oraz Franciszek Walczak, Adam Witkowski, Łukasz Szumowski, David Bouton Kaiser (po 30 udziałów) i Liliana Wrzesińska-Wejchert (40 udziałów). Prokurentem spółki jest Tomasz Gawałkiewicz.
Spółka została zarejestrowana 17.02.2005 r. z kapitałem 100 tys. zł, który zgodnie z zapisami umowy może zostać do końca 2020 r. podwyższony do 10 mln zł.
Źródło: Puls Medycyny
Podpis: Beata Lisowska