Hiszpański szpital kusi Polaków

Beata Lisowska
opublikowano: 08-02-2006, 00:00

Atrakcyjna turystyczna miejscowość nad Morzem Śródziemnym, nowoczesny, budowany od zera szpital oraz tworzony od podstaw międzynarodowy zespół - tak przedstawia się Torrevieja w Hiszpanii. I już kusi polskich specjalistów. 60 lekarzy przyszło 30 stycznia br. na prezentację tego szpitala do hotelu Hyatt w Warszawie.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna
Szpital w Torrevieja będzie drugim w hiszpańskiej prowincji Walencja przykładem partnerstwa publiczno-prywatnego. Kilka lat temu departament zdrowia prowincji oddał szpital w Alzira w zarządzanie prywatnej spółce, która zobowiązała się zadbać o zdrowie mieszkańców regionu za 60 proc. tej kwoty, którą statystycznie wydawano wcześniej na leczenie pacjenta. Prywatny zarządca zdecydował, że taniej będzie wybudować szpital od zera niż adaptować stare budynki. W pełni skomputeryzowanej, bardzo nowocześnie wyposażonej placówce w Alzira chętnie zaczęli się leczyć liczni w tym regionie cudzoziemcy. Placówka regularnie wygrywa w hiszpańskich rankingach. Sukces tego szpitala postanowiono powtórzyć. Na mocy umowy z władzami Walencji ten sam prywatny zarządca buduje teraz szpital w Torrevieja. Ma zainaugurować działalność w drugiej połowie 2006 roku.

Sukces to kadra i organizacja

Placówka w Torrevieja działa również w systemie kapitacyjnym. "Lokalne władze dają nam 500 euro na głowę mieszkańca rocznie. Populacja regionu to 200 tys. stałych mieszkańców, a zatem mamy około 100 mln euro stałego przychodu rocznie. Za te pieniądze mamy wybudować szpital i zorganizować całość opieki medycznej w tym regionie oraz świadczyć usługi - zgodnie z umową przez co najmniej 15 lat, z możliwością jej przedłużenia. Dodatkowe przychody szpital będzie miał z leczenia turystów według odrębnego cennika. Planujemy, że 60 proc. naszych pacjentów będą stanowili cudzoziemcy: zimą renciści i emeryci, którzy mieszkają tu okresowo ze względu na klimat, latem turyści" - tłumaczy Pulsowi Medycyny Luis Barcia Albacar, dyrektor firmy Torrevieja Salud, zarządzającej szpitalem.

Poszukiwania międzynarodowego zespołu

Tajemnica sukcesu takiego szpitala tkwi w odpowiednim doborze kadry i znakomitej organizacji pracy. Dobry wynik finansowy można osiągnąć tylko dzięki najwyższej jakości usług. "W naszym interesie jest zapewnienie usług na możliwie najwyższym poziomie, tak by pacjenci chcieli się leczyć właśnie u nas" - zapewnia Luis B. Albacar.
Szpital przeprowadza bardzo przemyślaną rekrutację personelu medycznego. Wśród 215 specjalistów, którzy znajdą zatrudnienie w Torrevieja, oprócz Hiszpanów, mają być lekarze z Polski, Czech i Niemiec.
"W Hiszpanii nie brakuje specjalistów, naszym problemem jest słaba znajomość języków. Potrzebujemy lekarzy, którzy posługują się tymi samymi językami, co nasi pacjenci: niemieckim, rosyjskim, norweskim czy szwedzkim. Jeżeli lekarz mówi tylko po angielsku, to za mało, by dostarczyć pacjentowi jak najlepszą usługę" - uważa L. B. Albacar.
Polscy specjaliści, którzy przyjechali do Warszawy na prezentację hiszpańskiego szpitala, w większości spełniali podstawowy warunek rekrutacji: znajomość dwóch języków obcych. Na sali było sporo osób, które całkiem swobodnie posługiwały się nie tylko angielskim, ale także szwedzkim czy hiszpańskim. Hiszpański pracodawca chce zatrudnić 15-16 lekarzy różnych specjalności z Polski, którzy zostaną wyselekcjonowani podczas wideokonferencji w Warszawie i Krakowie.
Hiszpanie zaoferują im 36 tys. euro rocznie podstawowej pensji oraz dodatkowe wynagrodzenie za dyżury, w sumie co najmniej 54 tys. euro rocznie. Lekarze sami muszą ponieść koszty wynajęcia mieszkania. Szpital zainwestuje natomiast w ich zawodowy rozwój. Będą musieli m.in. nauczyć się hiszpańskiego.

Zdecydowani na próbę

"Podoba mi się zaproponowany przez nich system motywacyjny, wynagrodzenie podstawowe, a ponadto możliwość premii za pracę w nadgodzinach, dodatkowo opłaty za dyżury. I taka uczciwa możliwość rozwijania się. A nie tak, jak u nas, gdzie udział w zjeździe kosztuje chirurga 900 zł, a on sam zarabia 1100 zł. Szkoda, że jest to oferta pracy tylko dla specjalistów. Ja jestem dopiero w trakcie robienia specjalizacji. Chętnie pojechałbym tam na krótkoterminowy kontrakt" - komentował na gorąco lek. Marek Tazbir z Oddziału Chirurgii Onkologicznej Szpitala im. M. Kopernika w Łodzi.
"Mam dwie specjalizacje z otolaryngologii i radiologii, marne zarobki i żadnych szans na poprawienie warunków bytowych. Mam ochotę się zdecydować, ponieważ znam opinię kolegów, którzy pracują w Hiszpanii od lipca ubiegłego roku i są bardzo zadowoleni z zarobków oraz z dużego szacunku dla pracy lekarza w tym kraju" - mówi lek. Anna Adamczyk, która pełni funkcję zastępcy ordynatora oddziału laryngologii szpitala w Kozienicach. "Po 12 latach bardzo ciężkiej pracy w Niemczech, gdzie byłem wykorzystywany przez każdą chwilę pobytu w szpitalu, chętnie pojadę do Hiszpanii" - powiedział Pulsowi Medycyny lek. Stanisław Wąsala, anestezjolog ze Szczecina, który dojeżdża do pracy w Niemczech. Jak twierdzi, w Niemczech pogarszają się warunki pracy. Do tej pory lekarze dostawali pieniądze za dyżury, a w tej chwili jest wprowadzana nowa organizacja czasu pracy i istnieje groźba, że będą zarabiali tylko podstawową pensję. "Hiszpanię traktuję jako przystanek na kilka lat. Chcę się nauczyć hiszpańskiego jako jeszcze jednego języka obcego i trochę odpocząć, bo znam tutejsze realia i wiem, że jest to możliwe"- mówi S. Wąsala.

Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Beata Lisowska

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.