Osoby chorujące na cukrzycę, zwłaszcza typu 2, to bardzo szczególna grupa chorych. W przebiegu choroby przez lata rozwija się u nich wiele powikłań, dlatego wymagają opieki lekarzy różnych specjalności, w tym kardiologa. Cukrzyca to schorzenie, które predysponuje do rozwoju innych chorób, a w szczególności sercowo-naczyniowych. Wynika to m.in. z szybkiej progresji miażdżycy, częstego współistnienia innych czynników ryzyka, a także ze zmian, jakie zachodzą w strukturze (i funkcji) mięśnia sercowego, które właśnie są następstwem cukrzycy. Wśród naszych chorych ponad 40 proc. ma cukrzycę. Niestety, pacjenci ci rokują gorzej i dlatego ich leczenie jest dla kardiologów dużym wyzwaniem.
Częstym problemem u chorych na cukrzycę typu 2 jest makroangiopatia, czyli zmiany w dużych i średnich naczyniach krwionośnych, których następstwem jest szybko postępująca miażdżyca z jej najgroźniejszym powikłaniem — ostrym zespołem wieńcowym.
Powikłaniem cukrzycy jest też niewydolność serca. Czy można przed nią ustrzec chorego?
Niewydolność serca to zespół chorobowy, który obecnie dotyczy prawie miliona Polaków, nie tylko cierpiących na cukrzycę. Wzrost liczby zachorowań tłumaczy, dlaczego w ostatnich latach mówimy o epidemii niewydolności serca, także w Polsce. Dzięki kompleksowemu leczeniu jesteśmy w stanie opóźnić i znacznie spowolnić rozwój choroby oraz zmniejszyć ryzyko jej powikłań. Choć kliniczny przebieg niewydolności serca u chorego na cukrzycę jest podobny jak u tego bez cukrzycy, to odległe rokowanie jest gorsze, a ponadto cukrzyca predysponuje do zachorowania na niewydolność serca.
Warto przypomnieć, że stosowane od kilkudziesięciu lat leki doustne oraz insulina nie redukują ryzyka wystąpienia powikłań sercowo-naczyniowych (w tym zgonu) u chorych z cukrzycą (bez względu na współwystępowanie niewydolności serca).
Ostatnio jednak pojawiły się leki, które nie tylko normalizują glikemię, ale także zmniejszają ryzyko sercowo-naczyniowe.
Przeprowadzone w ostatnich latach badania kliniczne przyniosły przełom — pojawiły się bowiem nowe leki, które nie tylko normalizują glikemię, ale przede wszystkim poprawiają rokowanie sercowo-naczyniowe. Te leki po raz pierwszy zostały uwzględnione w zaleceniach europejskich i amerykańskich towarzystw kardiologicznych dotyczących leczenia cukrzycy. Myślę tutaj o grupie inhibitorów SGLT-2 (flozyny) oraz o agonistach GLP-1 (inkretyny).
Inhibitory SGLT-2 zmniejszają ryzyko hospitalizacji z powodu niewydolności serca (i jak sądzimy progresji choroby). Podczas tegorocznego kongresu Europejskiego Towarzystwa Kardiologicznego w Paryżu przedstawiono szczegółowo przełomowe wyniki badania (DAPA-HF) nad zastosowaniem inhibitora SGLT-2 w niewydolności serca u pacjentów zarówno z cukrzycą, jak i bez niej. Do badania zakwalifikowano ponad 4 tysiące pacjentów ze stwierdzoną niewydolnością serca oraz obniżoną frakcją wyrzutową. Mniej więcej połowa z nich nie chorowała na cukrzycę. Pacjentom podczas badania podawano dapagliflozynę lub placebo oraz u wszystkich stosowano standardową terapię niewydolności serca.
W badaniu dowiedziono, że przyjmowanie dapagliflozyny zmniejszało ryzyko hospitalizacji z powodu niewydolności serca i zgonu sercowo-naczyniowego o ponad 20 proc. a zgonu z dowolnej przyczyny o 17 proc. Najistotniejsze i przełomowe jest jednak to, że dapagliflozyna okazała się skuteczna zarówno u chorych na cukrzycę, jak i bez cukrzycy. Wszyscy pacjenci stosujący terapię odnieśli korzyści na trzech płaszczyznach: poprawa jakości życia, zmniejszenie liczby hospitalizacji, a także wydłużenie życia.