Dzierżawa szpitala w Puszczykowie ponownie znalazła się pod lupą powiatu
Największy niepubliczny szpital w Polsce, prowadzony przez Zespół Klinik Specjalistycznych ,Szpital w Puszczykowie" sp. z o. o., który dzierżawi majątek postawionego w stan likwidacji publicznego wielospecjalistycznego szpitala w tym mieście, znowu trafił na czołówki gazet. Firma konsultingowa sprawdza prawidłowość umowy dzierżawy, bo jej zapisy zakwestionowały nowe władze powiatu poznańskiego. Sytuację komplikuje fakt aresztowania jednego ze współudziałowców spółki.
,Sprawa Tomasza W. była dla mnie szokiem - mówi jego wspólnik, dr Jacek Olszewski, właściciel pozostałych 49 proc. udziałów w spółce Szpital Gdański. - Jest prowadzone postępowanie wyjaśniające i uważam, że Tomasz W. oczyści się ze wszystkich stawianych mu zarzutów. Jeśli tak się nie stanie, wykupię jego udziały. Statut spółki daje mi prawo pierwokupu".
Umowa do przeglądu
To nie jedyny problem szpitala w Puszczykowie. Nowe władze samorządowe w ogóle kwestionują zasadność umowy dzierżawy zawartej przez swych poprzedników. Jedną z pierwszych decyzji władz powiatu poznańskiego było bowiem zlecenie niezależnego audytu prawno-finansowego. Firma konsultingowa ma zbadać, czy umowa dzierżawy szpitala w Puszczykowie dostatecznie zabezpiecza interes organu założycielskiego i wierzycieli. Wiele wskazuje na to, że nie.
Umowa, na mocy której poprzedni zarząd powiatu wydzierżawił szpital w Puszczykowie przewidywała, że dzierżawca przejmie zadłużenie placówki (obecnie prawie 30 mln zł) w zamian za zwolnienie go na 10 lat z opłaty dzierżawy w wysokości 300 tys. zł miesięcznie.
,Umowa nie precyzowała jednak sposobu spłaty tych zobowiązań. Nie daje nam też jako organowi założycielskiemu możliwości ich egzekwowania. Spółka miała dostarczyć harmonogram spłaty zadłużenia, ale do tej pory nie udało się go nam wyegzekwować od zarządu. W tej sytuacji wstrzymaliśmy się z podjęciem jakichkolwiek dalszych decyzji w sprawie szpitala w Puszczykowie, dopóki nie poznamy wyników audytu" - mówi Ewa Dalc, członek zarządu powiatu.
Problem długu szpitala w Puszczykowie rzeczywiście może spędzać sen z oczu nowym władzom. Stanowi on prawie połowę całego rocznego budżetu starosty (64 mln zł). I trzeba go spłacić.
Różnice w interpretacji
,Umowa, która została spisana ze starostwem była bardzo niekorzystna dla Szpitala Gdańskiego - mówi Marek Nowakowski, prezes zarządu spółki Zespół Klinik Specjalistycznych ,Szpital w Puszczykowie", która prowadzi dzierżawioną placówkę. - Pewne rzeczy nie do końca zostały dopowiedziane. Potem interpretacje tych zapisów przez jedną i drugą stronę były różne. To trzeba doprecyzować, żeby nie było dowolności interpretacji. Myślę, że starostwo to rozumie i że dojdziemy do porozumienia".
A różnice w interpretacji są ogromne. Starostwo mówi: dzierżawca przejął dług byłego szpitala. Przedstawiciel drugiej strony twierdzi co innego. ,Myśmy do tego długu przystąpili, ale nie możemy go przejąć, bo na to nie wyrazili zgody wierzyciele - mówi Jacek Olszewski. - Podczas negocjacji ze starostwem była mowa o 14 mln zł zadłużenia. Gdy przyjrzeliśmy się dokładniej pasywom szpitala, okazało się, że całkowity dług sięga 30 mln zł! Do 1 października dług rósł o 1 mln zł miesięcznie. Odkąd szpitalem zarządza spółka, bilansuje się on na zero. A więc starostwo już zaoszczędziło 3 mln zł, bo taką stratę przyniósłby zapewne szpital, gdyby nadal funkcjonował jako placówka publiczna".
Szpital Gdański nie odżegnuje się od udziału w spłacie zadłużenia, ale chce, by starostwo dało mu czas na jego zrestrukturyzowanie. ,Mamy pomysł, jak to zrobić. Wielu wierzycieli szpitala w Puszczykowie nie dostaje pieniędzy od lat. Chcemy siąść z nimi do rozmów i zaproponować: zwrócimy wam połowę długu, pod warunkiem, że zrzekniecie się reszty. Innych zachęci może to, że w zamian za zwrot tylko części wierzytelności dostaną gwarancję wieloletniej współpracy. W ten sposób wartość długu możemy zredukować. Starostwo musi jednak zacząć z nami rozmawiać. W przeciwnym wypadku szpital wróci do starostwa pod zarządzanie" - zapowiada J. Olszewski.
Źródło: Puls Medycyny
Podpis: Beata Lisowska