Delegatom zabroniono kontaktu z mediami

  • Ekspert dla "Pulsu Medycyny"
opublikowano: 30-01-2012, 00:00

Zamknięte drzwi sali obrad, podejrzliwe spojrzenia, szepty w korytarzu, ukradkowo wysyłane sms-y — atmosferę panującą podczas VI Krajowego Zjazdu Aptekarzy w Szczyrku trudno nazwać przyjemną. Nawet ktoś nieznający tego środowiska mógł dostrzec, iż jest ono skonfliktowane.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna
Nieco przychylniej niż na samych siebie
farmaceuci patrzą — na razie — na ministra Arłukowicza, który swą wizytą i obietnicami złożonymi w pierwszym dniu obrad zyskał sporo sympatii, oraz na szefa lekarskiego samorządu Macieja Hamankiewicza, który także osobiście zapewnił aptekarzy o poparciu i woli współpracy.

Największe napięcie towarzyszyło
wyborom prezesa Naczelnej Rady Aptekarskiej. Emocji nie kryli ani sami kandydaci, ani ich zwolennicy. Co jakiś czas komuś puszczały nerwy, ktoś trzaskał drzwiami, ktoś krzyczał: „Skandal!”. Już w pierwszym dniu obrad delegaci stracili spokój i kilka godzin z powodu awarii systemu do elektronicznego głosowania. W drugim — w nieskończoność przedłużały się wybory. Trzeciego dnia większość uczestników zjazdu była tak zmęczona, że marzyła jedynie o powrocie do domu.

Kiedy jednak wyborcza burza ucichła, nowy-stary prezes zadeklarował chęć współpracy ze wszystkimi, a jego oponenci obiecali krytykować go tylko konstruktywnie i tylko z troski o dobro całego środowiska.

Czas spełnić te obietnice i zakopać wojenny topór, bo obserwując reprezentację środowiska można było odnieść wrażenie, że dla władz aptekarskiego samorządu czasem najważniejsza jest sama władza. Niestety, taki przekaz mógł też dotrzeć w tzw. teren, bo plotki rozchodzą się szybciej niż rzetelne informacje. Pięć dni od zakończenia zjazdu na stronie www Naczelnej Izby Aptekarskiej nie było oficjalnych informacji o przebiegu obrad i przyjętych tam uchwałach. Poza jedną — dotyczącą protestu, o czym akurat można było się dowiedzieć, i to szybciej, choćby z telewizji. Nie było też komunikatu o rozpoczęciu obiecanych przez ministra rozmów.
Przy takiej polityce informacyjnej trudno o poparcie dla podejmowanych działań. Trudno też o szeroką współpracę. Tymczasem w walce o własne prawa wygrywają tylko ci, którzy potrafią zjednoczyć szeregi wokół jasno określonych celów. Nawet jeśli są to cele wyłącznie doraźne.


Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Jolanta Grzelak-Hodor

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.