Delegatom zabroniono kontaktu z mediami
Zamknięte drzwi sali obrad, podejrzliwe spojrzenia, szepty w korytarzu, ukradkowo wysyłane sms-y — atmosferę panującą podczas VI Krajowego Zjazdu Aptekarzy w Szczyrku trudno nazwać przyjemną. Nawet ktoś nieznający tego środowiska mógł dostrzec, iż jest ono skonfliktowane.
Największe napięcie towarzyszyło wyborom prezesa Naczelnej Rady Aptekarskiej. Emocji nie kryli ani sami kandydaci, ani ich zwolennicy. Co jakiś czas komuś puszczały nerwy, ktoś trzaskał drzwiami, ktoś krzyczał: „Skandal!”. Już w pierwszym dniu obrad delegaci stracili spokój i kilka godzin z powodu awarii systemu do elektronicznego głosowania. W drugim — w nieskończoność przedłużały się wybory. Trzeciego dnia większość uczestników zjazdu była tak zmęczona, że marzyła jedynie o powrocie do domu.
Kiedy jednak wyborcza burza ucichła, nowy-stary prezes zadeklarował chęć współpracy ze wszystkimi, a jego oponenci obiecali krytykować go tylko konstruktywnie i tylko z troski o dobro całego środowiska.
Czas spełnić te obietnice i zakopać wojenny topór, bo obserwując reprezentację środowiska można było odnieść wrażenie, że dla władz aptekarskiego samorządu czasem najważniejsza jest sama władza. Niestety, taki przekaz mógł też dotrzeć w tzw. teren, bo plotki rozchodzą się szybciej niż rzetelne informacje. Pięć dni od zakończenia zjazdu na stronie www Naczelnej Izby Aptekarskiej nie było oficjalnych informacji o przebiegu obrad i przyjętych tam uchwałach. Poza jedną — dotyczącą protestu, o czym akurat można było się dowiedzieć, i to szybciej, choćby z telewizji. Nie było też komunikatu o rozpoczęciu obiecanych przez ministra rozmów.
Przy takiej polityce informacyjnej trudno o poparcie dla podejmowanych działań. Trudno też o szeroką współpracę. Tymczasem w walce o własne prawa wygrywają tylko ci, którzy potrafią zjednoczyć szeregi wokół jasno określonych celów. Nawet jeśli są to cele wyłącznie doraźne.
Źródło: Puls Medycyny
Podpis: Jolanta Grzelak-Hodor