Stanowczo zabrania się zabraniać
Jakie wrażenie zostawił po sobie protest pieczątkowy? „Wyszliśmy na ludzi, którzy nie wiedzą, co to komputer, a o Internecie w ogóle nie słyszeli. Jak teraz pacjenci mają zaufać tak zacofanemu lekarzowi?” — zastanawia się Bożena Janicka, prezes Porozumienia Pracodawców Ochrony Zdrowia.
Pikanterii dodaje fakt, że pomysłodawcami i głównymi motorami protestu byli m.in. OZZL — organizacja mająca jedną z najczęściej aktualizowanych stron www oraz… lekarze zrzeszeni wokół portalu Konsylium24. Naczelna Izba Lekarska podpisy pod protestem zbierała (a właściwie zbiera do dziś, bo aplikacja jest ciągle czynna) na swojej stronie internetowej.
To właśnie Internet był głównym forum wymiany myśli, poglądów oraz skrzykiwania się do protestu. Na Facebooku powstał nawet profil pod nazwą „Chcemy leczyć, a nie refundować”. Trudno nie dostrzec tu paradoksu.
Rodzi się więc pytanie — jaka tak naprawdę była przyczyna tego protestu? Zgadzam się z Jerzym Gryglewiczem, który mówi wprost, że „przyczyną protestów był wzrost kontroli ordynacji lekarskiej przez NFZ”. W zeszłym roku tych kontroli było siedmiokrotnie więcej. A niektóre oddziały funduszu, jak np. śląski czy łódzki, nie zawahały się publikować listy lekarzy, którzy wypisują najwięcej recept na refundowane leki. Rekordzista w ciągu kwartału wystawił recepty, których refundacja wyniosła ponad 1 milion złotych. To wynik m.in. tego, że lekarze wypisując recepty, nie zastanawiają się nad tym, ile pieniędzy budżet państwa będzie musiał wydać na przepisane leki. Są też przepracowani i dlatego niezbyt dokładnie prowadzą dokumentację medyczną. A to właśnie brak odpowiednich wpisów w dokumentacji jest najczęstszym powodem kwestionowania przez kontrolerów NFZ zapisanej ordynacji.
Na marginesie warto dodać, że aż połowę kar nałożonych na lekarzy cofnęła komisja odwoławcza, która działa przy prezesie NFZ. Ale ta informacja w medialnym zgiełku do świadomości się nie przebiła. Jak i to, że kontrole są nieuniknione, bo publicznych pieniędzy trzeba pilnować.
Źródło: Puls Medycyny
Podpis: Agnieszka Katrynicz