Czynniki krzepnięcia krwi trudniej dostępne

Beata Lisowska
opublikowano: 13-07-2005, 00:00

Polska może mieć kłopoty z przerobem osocza, a tym samym z dostępem do produktów osoczopochodnych. Dotychczasowa umowa na jego frakcjonowanie wygasła, a resort zdrowia dopiero ustala warunki międzynarodowego przetargu w tej sprawie. Eksperci ostrzegają, że ze względu na złożoność procedury, trudno będzie rozstrzygnąć przetarg jeszcze w tym roku, a w kraju może zabraknąć czynników krzepnięcia krwi.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna
Jak dowiedział się Puls Medycyny, w maju br. wygasła umowa ze szwajcarską firmą na frakcjonowanie polskiego osocza. Nieoficjalnie powodem nieprzedłużania kontraktu była za wysoka cena usługi.
"Przetarg na frakcjonowanie osocza będzie ogłoszony wkrótce. Zakład Zamówień Publicznych już kończy ustalać istotne warunki zamówienia i lada dzień ukaże się ogłoszenie o przetargu" - poinformował 4 lipca Puls Medycyny Dariusz Adamczewski, dyrektor Departamentu Polityki Zdrowotnej Ministerstwa Zdrowia.

Wyschnięte źródło

Preparaty osoczopochodne Polska otrzymywała dotychczas z dwóch źródeł. Zgodnie z programem samowystarczalności kraju w zakresie zaopatrzenia w krew i produkty krwiopochodne, polskie osocze było wysyłane do przetwórni w Szwajcarii i tam frakcjonowane. Z tego źródła Polska uzyska w tym roku 3/4 ilości preparatów zaplanowanych na cały rok. "Ze stu tysięcy litrów osocza przeznaczonych rocznie do frakcjonowania zostało wysłane do Szwajcarii przed wygaśnięciem umowy aż 70 tys. litrów. Pierwsza partia produktów otrzymanych z tego osocza już dotarła do kraju, a kolejne będą przysyłane w miarę procesu produkcyjnego jeszcze w tym roku" - zapewnia Dariusz Adamczewski.
Wyłoniony w nowym przetargu kontrahent pierwsze preparaty krwiopochodne ma szanse dostarczyć dopiero w roku przyszłym.

Niespodziewanie wysokie ceny

Drugim źródłem produktów osoczopochodnych są zakupy centralne. W tym roku resort zdrowia miał z tym kłopoty. Wiele przetargów musiało być powtarzanych.
Na początku trzeciego kwartału wciąż nie rozstrzygnięta jest np. sprawa zaopatrzenia w czynnik krzepnięcia VIII niezbędny do leczenia chorych na hemofilię A, których jest zarejestrowanych w Polsce ok. 2 tysięcy. 8 czerwca postępowanie o udzielenie zamówienia publicznego, przeprowadzonego w trybie przetargu ograniczonego, na dostawę tego czynnika w ilości 23 milionów j.m. zostało unieważnione, ponieważ "wystąpiła istotna zmiana okoliczności, powodująca, że prowadzenie postępowania lub wykonanie zamówienia nie leży w interesie publicznym, czego nie można było wcześniej przewidzieć".
Nieoficjalnie wiadomo, że resort był zaskoczony bardzo wysokimi cenami podyktowanymi przez oferentów.
Ministerstwo zdecydowało się więc dokonać zakupu jedynie 25 proc. całej rocznej puli czynnika w trybie awaryjnym. 15 czerwca na stronie internetowej resortu ukazało się "ogłoszenie o wyniku postępowania prowadzonego w trybie negocjacji bez ogłoszenia". Za dwa rodzaje czynnika krzepnięcia VIII ministerstwo zdecydowało się zapłacić dostawcom: firmom Service Pharma i Unimax odpowiednio 1,15 zł i 0,75 zł za jednostkę. W zeszłym roku kupiono je w cenie poniżej 50 groszy za jednostkę.
Jak się dowiedzieliśmy, procedura awaryjnego zakupu została oprotestowana. "Jest początek lipca, a my tego czynnika z zakupów centralnych nie widzieliśmy na oczy. Nawet nie zostały podpisane umowy, bo nie jest rozstrzygnięta kwestia protestu. A od podpisania umów do realizacji może upłynąć nawet 30 dni" - zauważa dr n. med. Jerzy Windyga, kierownik Zakładu Hemostazy i Zakrzepic w Instytucie Hematologii i Transfuzjologii w Warszawie.

Za mały budżet na krew

Jak szacują eksperci, w związku z komercjalizacją rynku produktów krwiopochodnych, resort kupuje czynniki krzepnięcia po cenach rynkowych i najprawdopodobniej zakupi ich w tym roku mniej niż w latach ubiegłych.
Budżetowe kłopoty ministra zdrowia z centralnymi zakupami czynników krzepnięcia przekładają się na sytuację chorych na ciężką hemofilię. Brakuje koncentratów do leczenia domowego. "Tacy pacjenci powinni otrzymywać czynnik krzepnięcia do domu i sami go sobie wstrzykiwać w sytuacji, gdy dochodzi do samoistnego krwawienia dostawowego. Chory, który nie będzie sobie wstrzykiwał czynnika, szybciej stanie się inwalidą, ponieważ ciągle powtarzające się wylewy prowadzą do zniszczenia stawów - mówi Jerzy Windyga. - Czynnika jest w ogóle za mało. Jeżeli będziemy wydawali go chorym na hemofilię do domu, to za dwa, trzy miesiące zabraknie go dla ratowania życia pacjentów z wypadków czy np. chorych z zapaleniem wyrostka robaczkowego, wymagających pilnej operacji. Na tym polega dramat, że oszczędzamy czynnik krzepnięcia krwi kosztem zdrowia i jakości życia pacjentów chorych na ciężką hemofilię".
Wskaźnik zaopatrzenia kraju w koncentraty czynników krzepnięcia (w przeliczeniu na głowę jednego mieszkańca) wynosił dotychczas w Polsce około 1,5. Hematolodzy obawiają się, że w tym roku spadnie poniżej 1.
"Wiadomo, że aby zapewnić pacjentom leczenie na przyzwoitym poziomie, ten wskaźnik powinien wynosić przynajmniej 2 jednostki na głowę mieszkańca. W Szwecji wynosi on 6, na Słowacji ponad 3, a na Węgrzech 5,9. Obawiam się, że przy tegorocznym dwu-, trzykrotnym wzroście cen czynników krzepnięcia i takim budżecie, jakim dysponuje na ten cel Ministerstwo Zdrowia, sytuacja staje się groźna dla życia pacjentów" - uważa dr Jerzy Windyga.

Z ostatniej chwili
Jak poinformował Puls Medycyny Dariusz Adamczewski, kierownictwo Ministerstwa Zdrowia podjęło 7 lipca wstępną decyzję o zwiększeniu (w wyniku przesunięcia kwot pomiędzy programami polityki zdrowotnej) budżetu programu leczenia hemofilii o ponad 16 mln zł na ten rok i zakupie większej ilości czynników krzepnięcia.



Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Beata Lisowska

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.