Cudzoziemcy są dobrze przyjmowani w Szwecji
Rada województwa Örebro w Szwecji, tak jak większość władz lokalnych w tym kraju, ma kłopot: skąd wziąć lekarzy rodzinnych. Jak twierdzi Tommy Forsberg, odpowiedzialny w radzie za podstawową opiekę zdrowotną, w jego regionie średnia wieku lekarzy wynosi 48 lat. A to oznacza, że za kilka lat ok. 40 proc. lekarzy pójdzie na emeryturę. Ratunkiem jest zatrudnienie cudzoziemców.
?Trzy lata temu rozpoczął się narodowy program zmian i władze lokalne przejęły odpowiedzialność za poz - mówi T. Forsberg. - Ale system edukacyjny nie nadąża jeszcze za planem. Jest luka ok. 8 lat. Zwiększono co prawda nabór lekarzy już 4 lata temu, ale potrzeba 11 lat, aby mieć dobrze wykształconego lekarza domowego. Na to nałożyła się niekorzystna struktura wieku pracujących lekarzy".
Co czwarty cudzoziemiec
Polska nie jest jedynym krajem, którym zainteresował się Tommy Forsberg. Równie dobre z jego punktu widzenia są Estonia, Węgry, Hiszpania i Niemcy. ?Na każdych 10 lekarzy 4 musimy zwerbować za granicą. To duży problem" - podkreśla T. Forsberg.
Program naboru lekarzy jest dość kosztowny: województwo Örebro opłaca działalność lokalnej firmy rekrutacyjnej, płaci za kurs językowy, wypłaca lekarzowi pensję w czasie nauki języka i pokrywa koszty jego utrzymania, płaci za przejazd do Szwecji na pierwsze spotkanie w celu obejrzenia przychodni, proponowanych mieszkań, omówienia warunków pracy itd. Po pomyślnym przejściu kolejnych szczebli rekrutacji, cudzoziemiec może liczyć na trzyletni kontrakt. ?Alternatywą jest brak lekarzy - mówi T. Forsberg. - Ale trzeba pamiętać, że zatrudniając cudzoziemca nie płacimy za samo kształcenie lekarza. Można więc powiedzieć, że dla całego społeczeństwa szwedzkiego to nie jest wielki koszt. Koszt jest dla regionu, bo program jest opłacany z wpływów z podatków lokalnych".
Program na dziesięć lat
W Szwecji od dawna pracuje wielu lekarzy cudzoziemców, nie ma więc problemów z akceptacją nowo przybyłych pracowników. Są za to inne. Lekarze cudzoziemcy szybko uczą się podstaw języka szwedzkiego, mogą komunikować się w relacjach lekarz-pacjent. Ale kilka lat zajmie im, zanim uzyskają swobodę w porozumiewaniu się na co dzień i wrośnięciu w środowisko. Ich rodziny będą potrzebowały na to jeszcze więcej czasu.
?Program jest ciągle doskonalony. Błąd na początku polegał na tym, że nie doceniliśmy wagi małych problemów, tych z życia codziennego. Oni mówili tak dobrze po szwedzku, że uważaliśmy, iż samo poinformowanie, co i jak załatwić wystarczy. Nie wystarczyło - mówi T. Forsberg. - Okazało się także, że trzeba zatrudnić dodatkowego nauczyciela języka dla rodzin lekarzy".
W Szwecji jeden lekarz poz powinien przypadać na 1500 mieszkańców. ?W Örebro mamy wskaźnik 1: 2200. Wygląda więc na to, że przez następne 10 lat będziemy potrzebowali kadr z innych krajów - podkreśla T. Forsberg. - Szkolimy obecnie kolejnych 20 lekarzy z Polski. Zastanawiam się, czy mamy szczęście, czy po prostu wszyscy polscy lekarze są tacy mili. W pracy sprawdzają się doskonale. Są młodzi, silnie zmotywowani, po prostu chcą być dobrymi lekarzami".
Z Ełku do Örebro
Na ogłoszenia firmy Medena Rek Polska poszukującej lekarzy chętnych do pracy w Szwecji odpowiada za każdym razem kilkuset medyków. Lekarskie małżeństwo Izabela i Leszek Kubalscy zdecydowali się wysłać swoje zgłoszenie w marcu 2000 roku. Odpowiedź przyszła szybko. Przeszli pierwszy etap. ?To były małe kroki, kolejne decyzje. Pomyśleliśmy, że skoro tak, to spróbujemy nauczyć się języka szwedzkiego. Rozpoczęliśmy intensywny, siedmiomiesięczny kurs, nie bardzo wierząc, że to się uda. Okazało się, że idzie nam dobrze. Zdaliśmy egzamin językowy" - opowiada Izabela Kubalska.
Zrobili więc kolejny krok: wyjechali do Szwecji. ?Mieliśmy bardzo korzystną umowę: jeśli w ciągu pierwszych kilku miesięcy coś nie będzie nam odpowiadało, to możemy zrezygnować. Wzięliśmy roczny urlop bezpłatny, zostawiliśmy mieszkanie w Ełku - mówi I. Kubalska. - To bardzo ważne, żeby mieć poczucie bezpieczeństwa, że zawsze można wrócić".
Izabela Kubalska nie ukrywa, że na początku było bardzo ciężko. ?To jest ogromny wysiłek. Czuję, że dopiero teraz, po 2,5 roku, zaczęłam naprawdę pracować. Moja trudność polegała na tym, że w Polsce pracowałam w szpitalu, a nie w przychodni. Wielu rzeczy musiałam się nauczyć, jednocześnie cały czas trzeba było szlifować język" - podkreśla I. Kubalska. Pracuje w przychodni w małej miejscowości Nora koło Örebro, gdzie oprócz niej zatrudnionych jest 7 lekarzy i 18 pielęgniarek. Jej mąż Leszek Kubalski też miał pracować jako lekarz rodzinny, ale w Polsce był chirurgiem. Po okresie próbnym okazało się, że może podjąć pracę jako chirurg w szpitalu w Lindesbergu. Dwuletni staż odbywa teraz w Szpitalu Uniwersyteckim w Örebro.
Po sześciu miesiącach od przyjazdu Kubalscy uzyskali prawa wykonywania zawodu lekarza w Szwecji. To był kolejny etap. Pomyśleli, że skoro już pracują, warto zacząć specjalizacje: ona lekarza rodzinnego, on - chirurga. Powoli budują swą pozycję zawodową w nowym środowisku.
Mają samochód, dom pod Örebro. ?Jeśli jest się tutaj lekarzem ze stałym dochodem, to nie ma problemu z żadnymi kredytami. Wszystkie formalności są załatwiane przez telefon. Prosto się żyje, bezstresowo" - mówi Leszek Kubalski. Dużo jeżdżą, poznają Szwecję. Utrzymują kontakty z innymi lekarzami z Polski, którzy pracują w regionie Örebro, ale coraz rzadziej się z nimi spotykają. Więcej czasu spędzają ze szwedzkimi młodymi lekarzami, z sąsiadami. Zaczęli grać w tenisa, golfa. ?Jest wiele więcej możliwości, aby zagospodarować czas wolny. Ludzie są trochę nudni. Spokojni, wyważeni. To trzeba zaakceptować" - mówią zgodnie Kubalscy.
O warunkach pracy w Szwecji
Ona: Tu jest bardzo spokojnie, każdy ma swoje obowiązki, ja wiem co do mnie należy, pielęgniarka też, nie ma zgrzytów, nieporozumień, bo każdy dobrze wykonuje swoją pracę. Tego brakowało w Polsce. Szwedzi są uczciwsi, poważnie traktują pracę. Jeśli coś do kogoś należy, to na pewno to zrobi, nie próbuje na kogoś zepchnąć. To mi bardzo odpowiada. Takie podejście ułatwia życie, praca jest może cięższa niż w Polsce, ale bardziej wyregulowana, sensowna.
Na początku bardzo mi brakowało rozeznania ?ten mnie lubi, ten mnie nie lubi". Tutaj wszyscy są mili i nadal nie wiem, czy mnie lubią. Wszyscy mnie chwalili, mówili, że jestem dzielna, że dobrze sobie radzę, ja w to nie wierzyłam, a teraz już się tym nie przejmuję. Doceniam to, że w przychodni wszyscy są mili i uprzejmi dla siebie, bo to sprzyja dobrej pracy. Na początku czułam się bardzo niepewnie. Ale miałam wsparcie od lekarzy, czułam, że zostałam przyjęta i zaakceptowana. Chcę w tej przychodni zostać trochę dłużej.
On: Pierwszy okres to nauka wszystkiego, przede wszystkim żargonu lekarskiego. Zupełnie innym językiem posługują się z kolei pacjenci. Nie spotkałem się z niechęcią. Tu panują zupełnie inne zasady, szwedzcy koledzy pomagają mi na każdym kroku. Może i są niezadowoleni, że zatrudniony został cudzoziemiec, ale nigdy nie dali tego odczuć.
Mentalność Szwedów jest zupełnie inna, z nimi nie można pogadać o wszystkim. W pracy rozmawia się tylko o sprawach zawodowych. Są zamknięci, jeśli praca to praca, robią to dokładnie i solidnie.
Plany z Polską w tle
Ona: Kupiliśmy dom, mamy plany na 3-4 lata. Za rok będę miała specjalizację, Leszek za półtora roku. Może się przeniesiemy w inne miejsce w Szwecji, może wrócimy do Polski. Ja mam cały czas nadzieję, że sytuacja w polskiej ochronie zdrowia się poprawi. To smutna sprawa, że pracujemy tutaj. Ja chciałabym pracować w Polsce, chciałabym, żeby był większy porządek i żeby doceniono moją pracę. Tutaj jestem bardzo doceniania, i nie mówię o sprawie finansowej, bo dla mnie nie było to najważniejsze.
On: Na pewno jest lepiej niż w Polsce, nie trzeba się zastanawiać, czy będzie wypłata czy nie, możliwości dorobienia są większe, można wziąć np. więcej dyżurów. Nie ma żadnych ograniczeń w dokształcaniu.
Na pewno zostaniemy dłużej niż te trzy lata, ale jak długo? Decyzji, aby zostać na stałe nie podjęliśmy, pewnie kiedyś wrócimy do Polski. Mamy gdzie wracać. Zobaczymy, co Polska zaproponuje.
Źródło: Puls Medycyny
Podpis: Magda Sowińska, Sztokholm