Co zrobić z porzucanymi noworodkami

Monika Wysocka; Urszula Ludwiczak, Białystok
opublikowano: 01-10-2003, 00:00

Jak wynika ze statystyk Centrum Systemów Informacyjnych Ochrony Zdrowia, które opublikowała Rzeczpospolita, na 10 tys. nowo narodzonych w 2002 roku dzieci aż 29 pozostawiono w szpitalu. W ciągu zaledwie 4 lat, przy spadku liczby urodzeń, liczba porzuceń prawie się podwoiła. W ubiegłym roku matki zostawiły w szpitalach 1018 noworodków.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna
W ubiegłym roku z Kliniki Neonatologii Akademii Medycznej w Białymstoku do domu dziecka trafiło 13 noworodków, których matki się zrzekły po porodzie, w tym roku było 6 takich przypadków. Z oddziału noworodkowego w białostockim szpitalu wojewódzkim do domu dziecka tylko w tym roku oddano już 11 dzieci. ?Wśród tegorocznych zostawionych przez matki dzieci mieliśmy m.in. bliźnięta - mówi dr Danuta Cynkier, ordynator oddziału noworodków w Wojewódzkim Szpitalu Zespolonym. - Powody oddania dzieci do domu dziecka są różne, matki tłumaczą się np. złym stanem zdrowia, trudną sytuacją rodzinną".
?Kiedyś dzieci zostawiały w szpitalu głównie nieletnie czy po prostu młode wiekowo matki. Obecnie wśród przyczyn dominuje czynnik socjalno-ekonomiczny - mówi docent Marek Szczepański, kierownik Kliniki Neonatologii Akademii Medycznej w Białymstoku. - Wiele pań mówi, że ich po prostu nie stać na kolejne dziecko". Potwierdza to prof. Ewa Helwich, konsultant krajowy ds. neonatologii. ?Problem młodocianych matek, najczęściej pochodzących ze wsi i ich niechcianych ciąż w dzisiejszych czasach zastępuje inny, kiedyś nie do pomyślenia: porzucanie dzieci przez rodziny wielodzietne - uważa prof. E. Helwich. - Dawniej kolejne dziecko, bez względu na sytuację materialną takiej rodziny, nigdy nie było zostawiane w szpitalu. Dziś to właśnie najczęściej te kobiety zostawiają dzieci, a powodem ich decyzji jest strach, że sobie dalej nie poradzą".
Jeśli nie chcesz, zostaw w szpitalu
Lekarze przyznają, że rzadko zdarza się, aby kobieta urodziła dziecko i uciekła bez niego ze szpitala. Najczęściej informują o swojej decyzji na sali porodowej lub tuż po porodzie. Matka pisze wtedy specjalne podanie, w którym prosi o umieszczenie dziecka w placówce opiekuńczej. Musi podać powód i określić czas, na jaki chce je tam umieścić. Pielęgniarka środowiskowa przeprowadza jeszcze dokładny, pisemny wywiad.
Gdy próby namówienia matki na zmianę decyzji nie skutkują, zdrowe dziecko przewożone jest do domu dziecka już w 3-4 dobie życia. Kobieta ma jednak jeszcze zgodnie z prawem 6 tygodni na zastanowienie się, czy jej decyzja jest ostateczna. Zdarza się, że matka zmienia zdanie i zabiera dziecko. Jeśli nie, dom dziecka powiadamia sąd rodzinny, który reguluje sytuację prawną malucha. Gdy wyda decyzję o pozbawieniu rodziców władzy nad dzieckiem, niemowlę ma szansę trafić do adopcji lub rodziny zastępczej.
Łóżeczko nadziei
Poza dziećmi, które są oficjalnie porzucane przez matki na oddziałach, do szpitali trafiają też noworodki podrzucone w różne miejsca. ?W ostatnich latach mieliśmy trzy takie przypadki: pierwszy dotyczył dziecka zostawionego na klatce schodowej jednego z domów, drugi noworodek znaleziony został w lesie, był zawinięty w reklamówkę, przeżył. Trzecie dziecko ktoś podrzucił do szpitala - wylicza doc. Marek Szczepański. - Na szczęście te dzieci ktoś porzucał świadomie, tak aby zdołały przeżyć. Niestety, noworodki są też tak zostawiane, aby nie miały szans na przeżycie".
W marcu br. na jednym z wysypisk śmieci pod Białymstokiem znaleziono zawiniętego w kawałki szmat i reklamówkę martwego noworodka. Po tym incydencie w położniczo-ginekologicznej izbie przyjęć Samodzielnego Publicznego Szpitala Klinicznego w Białymstoku stanęło specjalne łóżeczko, w którym każda matka może zostawić niechcianego potomka. To jedyne takie miejsce na Podlasiu.
?Osoby, które zechcą zostawić tu dziecko, nie będą o nic pytane, ścigane. Każdy może wejść, położyć maleństwo i wyjść - zapewnia Marek Szczepański. - Oczywiście, że wolelibyśmy, aby łóżeczko nie było nigdy potrzebne. Ale z drugiej strony nie chcemy też dopuścić do sytuacji, aby jeszcze ktokolwiek wyrzucił dziecko na śmietnik".
Zdaniem Hanny Soszko, kierownika Oddziału Wcześniaków i Patologii Noworodka w Szpitalu Specjalistycznym im. św. Zofii w Warszawie, dobrym pomysłem byłoby na wzór akcji ?Rodzić po ludzku" zorganizować podobną pod hasłem: ?Możesz bezpiecznie zostawić dziecko w szpitalu".
?Wierzę, że rozpowszechnienie tej informacji mogłoby zapobiec wielu tragicznym sytuacjom. Trzeba uświadomić matkom, że zostawienie dziecka do adopcji nie jest wstydem. Prawdziwym złem jest narażanie go na śmierć lub tułaczkę po domach dziecka z nieuporządkowaną sytuacją prawną" - uważa H. Soszko.
Przyspieszenie adopcji
W warszawskim szpitalu św. Zofii na 3600 urodzeń w ciągu jednego roku opuszczanych jest około 12 dzieci. W Szpitalu Miejskim w Kielcach średnio 10. Dyrektor tego szpitala podjął decyzję o stworzeniu specjalnego oddziału proadopcyjnego, w ramach oddziału noworodków. To pierwszy taki oddział w regionie, a prawdopodobnie w całym kraju.
I choć decyzję o pozostawieniu dziecka kobieta może podjąć w każdym szpitalu, jednak świadomość istnienia specjalnego miejsca ma ogromne znaczenie. ?Okazuje się, że to było niezwykle potrzebne. Kobiety przyjeżdżają do nas rodzić nawet z innych województw i jest ich coraz więcej" - mówi dr Grażyna Pazera, ordynator oddziału neonatologicznego w kieleckim szpitalu.
Matką, która jeszcze przed porodem zdecydowana jest zostawić dziecko, opiekuje się w szpitalu psycholog i pracownik socjalny. Sprawdzają, czy kobieta świadoma jest konsekwencji takiej decyzji i czy naprawdę chce to zrobić. Po porodzie dziecko pozostaje w szpitalu, gdzie poddane jest szczegółowym badaniom, o które w normalnej sytuacji dbają rodzice. Szpital współpracuje z Miejskim Ośrodkiem Pomocy Rodzinie i w ramach tej współpracy dziecko przekazywane jest do Pogotowia Rodzinnego, gdzie przebywa do czasu prawnej adopcji. Przez ten okres personel oddziału neonatologicznego służy pomocą medyczną dla dziecka i jego opiekunów.
Czasem wystarczy rozmowa
Dyrektor szpitala Jarosław Wójcicki zatrudnił do tego zespołu jeszcze prawnika, by jak najbardziej skrócić procedurę adopcyjną. Ma on bezpośredni kontakt z matką w szpitalu, pomaga załatwić jej wszystkie formalności. Ona sama także pozostaje pod specjalną opieką. ?To niezwykle ważne. Staramy się przekonać matkę, aby w czasie tego krótkiego pobytu miała kontakt z dzieckiem i dała mu tyle miłości, ile może. Być może będzie jej łatwiej żyć z myślą, że kocha je, ale nie może wychowywać. Pracujemy stopniowo i cierpliwie. Takie decyzje są najczęściej wynikiem osamotnienia, braku pomocy ze strony najbliższych, zainteresowania ze strony ojca dziecka - mówi Grażyna Pazera. - Wielokrotnie przekonaliśmy się, że w wielu przypadkach przebywanie w przyjaznej atmosferze, wskazanie sposobu na rozwiązanie jakiegoś problemu sprawia, że matki zmieniają zdanie. Oczywiście nie zawsze tak się dzieje, ale nawet jeśli podtrzymana zostaje decyzja o oddaniu dziecka, to przynajmniej rodzą je w godnych warunkach, bezpiecznych zarówno dla nich samych, jak i dla dziecka" - dodaje.
Podobnie uważa Hanna Soszko. ?Czasem wystarczy odrobina pomocy, wsparcia, rozmowa, by problem rozwiązać. Informujemy kobietę o różnych możliwościach, proponujemy umieszczenie w domu samotnej matki, by dać jej jeszcze pół roku na poukładanie swoich spraw i przemyślenie tej decyzji. I w wielu przypadkach to się sprawdza" - mówi H. Soszko.



Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Monika Wysocka; Urszula Ludwiczak, Białystok

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.