Chirurg — zawód zanikający?
Chirurg — zawód zanikający?
Już po raz szósty odbyła się Konferencja Naukowa „Chirurgia — co nowego?”(28.02-1.03. w Centrum Dydaktycznym Uniwersytetu Medycznego w Łodzi), podczas której najwięksi polscy specjaliści z tej dziedziny przedstawili aktualne trendy i przegląd piśmiennictwa naukowego w zakresie chirurgii z 2014 roku. Ważnym wydarzeniem była sesja polsko-niemiecka, w której uczestniczyli m.in. profesor Hans-Joachim Meyer, sekretarz generalny DGCh, światowy autorytet w dziedzinie chirurgii ogólnej i profesor Peter Vogt, prezes Niemieckiego Towarzystwa Chirurgów.
W ciągu dwóch dni uczestnicy konferencji mogli zapoznać się z najważniejszymi osiągnięciami chirurgii z ostatniego roku. Co istotne, dużą część widowni stanowili młodzi lekarze, których Towarzystwo Chirurgów Polskich bardzo zachęca do obecności w tego typu spotkaniach i opłaca ich udział. O sytuację młodych chirurgów w Polsce pytaliśmy profesora Adama Dzikiego, przewodniczącego Komitetu Naukowego i Organizacyjnego Konferencji, sekretarza generalnego TChP.
W trakcie sesji polsko-niemieckiej mówiono o różnicach w systemach kształcenia młodych chirurgów w Niemczech i w Polsce. Co można ulepszyć w polskim systemie kształcenia chirurgów?
Mamy wielkie tradycje w szkoleniu chirurgów. Na przestrzeni setek lat polska szkoła chirurgiczna odnosiła wielkie sukcesy, a polscy chirurdzy wpisali się na stałe w historię światowej chirurgii. Jednak nowe czasy przyniosły nam inne wyzwania i zaistniała potrzeba modyfikacji niektórych kwestii związanych z systemem kształcenia chirurgów. Uważam, że na szkolenie chirurga przeznacza się zbyt małą liczbę godzin. Dlatego w niektórych krajach rozważa się pomysł wydłużenia okresu specjalizacji. Istnieje jednak obawa, że kraje, które finansują pensje kształcących się lekarzy, nie wyrażą zgody, ponieważ zabraknie im środków finansowych.
Zatem istnieje konieczność utworzenia centrów szkoleniowych, gdzie młodzi chirurdzy mieliby możliwość odbycia treningu manualnego na symulatorach chirurgicznych, co uważam za niezbędne. Towarzystwo Chirurgów Polskich we współpracy z Akademią Aesculap w Nowym Tomyślu organizuje wzorowany na słynnym szkoleniu z Davos kurs technik klasycznych oraz laparoskopowych. Jesteśmy jednak zdziwieni małym zainteresowaniem ze strony młodych chirurgów i ich nauczycieli. Młody chirurg musi zdawać sobie sprawę, że wciąż powinien się szkolić, a jego nauczyciel powinien mieć na uwadze ciągłe doskonalenie zdolności swojego podopiecznego. Doskonałą okazją do tego są kursy w innych ośrodkach.
Czy wprowadzone obecnie zmiany do systemu specjalizacji — tzw. moduły — to krok w dobrym kierunku?
W sytuacji małej liczby chirurgów, szkolenie w podspecjalizacjach staje się koniecznością. W dyskusjach nad systemem kształcenia pojawiają się głosy, że rozwój chirurgii będzie zmierzał w kierunku chirurgii konkretnego narządu, a więc chirurgii narządowej. Na przykład jeśli ktoś będzie zajmował się zabiegami w obrębie jelita grubego, to powinien wiedzieć, jak ma prowadzić leczenie w przypadku raka jelita grubego, guza zapalnego, wrzodziejącego zapalenia jelita grubego, uchyłkowatości czy choroby Leśniowskiego-Crohna itd. Obecnie nie powinno się tworzyć ogólnych specjalizacji „od wszystkiego”. Może narażę się w tym momencie niektórym, ale czy specjalista w chirurgii onkologicznej powinien umieć zoperować nowotwory mózgu, macicy, prostaty, kości, nerek, żołądka czy płuca? To jest oczywiście niemożliwe.
Dlatego popieram obecne „moduły”, które weszły do systemu specjalizacji. Optuję też za tym, że należy stworzyć podspecjalizację zajmująca się poszczególnymi narządami. Przyszłością chirurgii jest chirurgia narządowa.
Średnia wieku polskiego chirurga znacznie przekracza 50 lat. Dlatego Towarzystwo Chirurgów Polskich stale zachęca młodych lekarzy do wyboru chirurgii...
Młodzi ludzie niechętnie wybierają tę specjalizację ze względu na ciężką fizyczną pracę, napięcie, duży stres i niskie zarobki. Do tego dochodzi duża odpowiedzialność — najwięcej spraw sądowych jest wytaczanych przeciwko chirurgom. Chorzy oczekują operacji bez powikłań, a to jest oczywiście niemożliwe. Wiadomo, że procedury chirurgiczne są bardzo nisko i źle wycenione przez Narodowy Fundusz Zdrowia, co pociąga za sobą złe wynagradzanie lekarzy. Ceny sprzętu i leków w Polsce są podobne do cen w krajach zachodnich, niestety wycena procedur jest kilkakrotnie niższa, więc jak można to „spiąć” — oczywiście na bardzo niskich pensjach chirurgów i pielęgniarek. Myślę, że dla młodych lekarzy najlepszą zachętą do podejmowania chirurgii jako specjalizacji byłyby lepsze wynagrodzenia.
Profesor Vogt wspomniał w swoim wystąpieniu, że idealny chirurg to lekarz z osobowością, który się wykształcił dzięki relacji mistrz-uczeń. Czy w pana klinice praktykuje się taki sposób kształcenia?
Relacja mistrz-uczeń to najlepszy układ, jaki może być. W klinice, którą kieruję, takie zasady są przestrzegane. Wszyscy młodzi chirurdzy wcześnie rozpoczynają samodzielne wykonywanie zabiegów pod opieką starszych chirurgów, bo to jedyna droga, aby stać się dobrym, wyszkolonym specjalistą. Zgadzam się ze wszystkimi tezami prof. Vogta, ale chciałbym jeszcze coś dodać. Według mnie, najważniejszą rzeczą u chirurga jest inteligencja i jego „mózg”. Chirurg bardzo dobry różni się od chirurga dobrego tym, że operuje „głową” — jego myśl wyprzedza ruchy ręki. Zdaje sobie sprawę z tego, jaki chce osiągnąć efekt pozytywny i przewiduje, co może się stać złego. W ten sposób będzie operował dobrze, bez powikłań. Natomiast chirurg niemyślący przecina pewne tkanki, ponieważ wcześniej to widział lub tak go nauczono.
Jakie są dalsze plany Towarzystwa Chirurgów Polskich w kwestii zachęcania młodych lekarzy do wyboru chirurgii jako specjalizacji?
Będziemy proponować młodym chirurgom nowoczesne formy kształcenia, np. sympozja (jak obecne w Łodzi), kursy, workshopy. Będziemy się starali również wpływać na płatnika, by procedury chirurgiczne były lepiej wyceniane. Zarządzający polską służbą zdrowia muszą zdawać sobie sprawę ze starzenia się polskich chirurgów. Nasz zawód traci na popularności, powiedziałbym nawet, że jest zanikający. Coraz mniej osób zdaje egzamin specjalizacyjny z chirurgii. Wkrótce to może stanowić duży problem. W wielu małych szpitalach pracuje 2-3 chirurgów. Sytuację ratują chirurdzy przyjeżdżający do tych oddziałów z innych ośrodków na dyżury, ale prawdopodobnie i to wkrótce może się skończyć. Grozi nam, że w niektórych szpitalach podstawowe usługi chirurgiczne nie będą zabezpieczone.
Czy Towarzystwo Chirurgów Polskich może mieć wpływ na system kształcenia młodych chirurgów?
Towarzystwo może wnosić pewne inicjatywy, uczulać polityków, jednak system kształcenia chirurgów w Polsce zależy przede wszystkim od Ministerstwa Zdrowia. W innych krajach jest inaczej, np. w Niemczech zależy głównie od izb lekarskich, w Wielkiej Brytanii i USA od towarzystw naukowych. Decyzje, jak ma wyglądać szkolenie i ocena, czy jest właściwie prowadzone, należą do Ministerstwa Zdrowia, a zatem to politycy biorą za to odpowiedzialność.

Źródło: Puls Medycyny
Podpis: Rozmawiała: Aleksandra Piechuta
Już po raz szósty odbyła się Konferencja Naukowa „Chirurgia — co nowego?”(28.02-1.03. w Centrum Dydaktycznym Uniwersytetu Medycznego w Łodzi), podczas której najwięksi polscy specjaliści z tej dziedziny przedstawili aktualne trendy i przegląd piśmiennictwa naukowego w zakresie chirurgii z 2014 roku. Ważnym wydarzeniem była sesja polsko-niemiecka, w której uczestniczyli m.in. profesor Hans-Joachim Meyer, sekretarz generalny DGCh, światowy autorytet w dziedzinie chirurgii ogólnej i profesor Peter Vogt, prezes Niemieckiego Towarzystwa Chirurgów.
W ciągu dwóch dni uczestnicy konferencji mogli zapoznać się z najważniejszymi osiągnięciami chirurgii z ostatniego roku. Co istotne, dużą część widowni stanowili młodzi lekarze, których Towarzystwo Chirurgów Polskich bardzo zachęca do obecności w tego typu spotkaniach i opłaca ich udział. O sytuację młodych chirurgów w Polsce pytaliśmy profesora Adama Dzikiego, przewodniczącego Komitetu Naukowego i Organizacyjnego Konferencji, sekretarza generalnego TChP. W trakcie sesji polsko-niemieckiej mówiono o różnicach w systemach kształcenia młodych chirurgów w Niemczech i w Polsce. Co można ulepszyć w polskim systemie kształcenia chirurgów?Mamy wielkie tradycje w szkoleniu chirurgów. Na przestrzeni setek lat polska szkoła chirurgiczna odnosiła wielkie sukcesy, a polscy chirurdzy wpisali się na stałe w historię światowej chirurgii. Jednak nowe czasy przyniosły nam inne wyzwania i zaistniała potrzeba modyfikacji niektórych kwestii związanych z systemem kształcenia chirurgów. Uważam, że na szkolenie chirurga przeznacza się zbyt małą liczbę godzin. Dlatego w niektórych krajach rozważa się pomysł wydłużenia okresu specjalizacji. Istnieje jednak obawa, że kraje, które finansują pensje kształcących się lekarzy, nie wyrażą zgody, ponieważ zabraknie im środków finansowych. Zatem istnieje konieczność utworzenia centrów szkoleniowych, gdzie młodzi chirurdzy mieliby możliwość odbycia treningu manualnego na symulatorach chirurgicznych, co uważam za niezbędne. Towarzystwo Chirurgów Polskich we współpracy z Akademią Aesculap w Nowym Tomyślu organizuje wzorowany na słynnym szkoleniu z Davos kurs technik klasycznych oraz laparoskopowych. Jesteśmy jednak zdziwieni małym zainteresowaniem ze strony młodych chirurgów i ich nauczycieli. Młody chirurg musi zdawać sobie sprawę, że wciąż powinien się szkolić, a jego nauczyciel powinien mieć na uwadze ciągłe doskonalenie zdolności swojego podopiecznego. Doskonałą okazją do tego są kursy w innych ośrodkach.Czy wprowadzone obecnie zmiany do systemu specjalizacji — tzw. moduły — to krok w dobrym kierunku?W sytuacji małej liczby chirurgów, szkolenie w podspecjalizacjach staje się koniecznością. W dyskusjach nad systemem kształcenia pojawiają się głosy, że rozwój chirurgii będzie zmierzał w kierunku chirurgii konkretnego narządu, a więc chirurgii narządowej. Na przykład jeśli ktoś będzie zajmował się zabiegami w obrębie jelita grubego, to powinien wiedzieć, jak ma prowadzić leczenie w przypadku raka jelita grubego, guza zapalnego, wrzodziejącego zapalenia jelita grubego, uchyłkowatości czy choroby Leśniowskiego-Crohna itd. Obecnie nie powinno się tworzyć ogólnych specjalizacji „od wszystkiego”. Może narażę się w tym momencie niektórym, ale czy specjalista w chirurgii onkologicznej powinien umieć zoperować nowotwory mózgu, macicy, prostaty, kości, nerek, żołądka czy płuca? To jest oczywiście niemożliwe.Dlatego popieram obecne „moduły”, które weszły do systemu specjalizacji. Optuję też za tym, że należy stworzyć podspecjalizację zajmująca się poszczególnymi narządami. Przyszłością chirurgii jest chirurgia narządowa.Średnia wieku polskiego chirurga znacznie przekracza 50 lat. Dlatego Towarzystwo Chirurgów Polskich stale zachęca młodych lekarzy do wyboru chirurgii... Młodzi ludzie niechętnie wybierają tę specjalizację ze względu na ciężką fizyczną pracę, napięcie, duży stres i niskie zarobki. Do tego dochodzi duża odpowiedzialność — najwięcej spraw sądowych jest wytaczanych przeciwko chirurgom. Chorzy oczekują operacji bez powikłań, a to jest oczywiście niemożliwe. Wiadomo, że procedury chirurgiczne są bardzo nisko i źle wycenione przez Narodowy Fundusz Zdrowia, co pociąga za sobą złe wynagradzanie lekarzy. Ceny sprzętu i leków w Polsce są podobne do cen w krajach zachodnich, niestety wycena procedur jest kilkakrotnie niższa, więc jak można to „spiąć” — oczywiście na bardzo niskich pensjach chirurgów i pielęgniarek. Myślę, że dla młodych lekarzy najlepszą zachętą do podejmowania chirurgii jako specjalizacji byłyby lepsze wynagrodzenia. Profesor Vogt wspomniał w swoim wystąpieniu, że idealny chirurg to lekarz z osobowością, który się wykształcił dzięki relacji mistrz-uczeń. Czy w pana klinice praktykuje się taki sposób kształcenia? Relacja mistrz-uczeń to najlepszy układ, jaki może być. W klinice, którą kieruję, takie zasady są przestrzegane. Wszyscy młodzi chirurdzy wcześnie rozpoczynają samodzielne wykonywanie zabiegów pod opieką starszych chirurgów, bo to jedyna droga, aby stać się dobrym, wyszkolonym specjalistą. Zgadzam się ze wszystkimi tezami prof. Vogta, ale chciałbym jeszcze coś dodać. Według mnie, najważniejszą rzeczą u chirurga jest inteligencja i jego „mózg”. Chirurg bardzo dobry różni się od chirurga dobrego tym, że operuje „głową” — jego myśl wyprzedza ruchy ręki. Zdaje sobie sprawę z tego, jaki chce osiągnąć efekt pozytywny i przewiduje, co może się stać złego. W ten sposób będzie operował dobrze, bez powikłań. Natomiast chirurg niemyślący przecina pewne tkanki, ponieważ wcześniej to widział lub tak go nauczono. Jakie są dalsze plany Towarzystwa Chirurgów Polskich w kwestii zachęcania młodych lekarzy do wyboru chirurgii jako specjalizacji?Będziemy proponować młodym chirurgom nowoczesne formy kształcenia, np. sympozja (jak obecne w Łodzi), kursy, workshopy. Będziemy się starali również wpływać na płatnika, by procedury chirurgiczne były lepiej wyceniane. Zarządzający polską służbą zdrowia muszą zdawać sobie sprawę ze starzenia się polskich chirurgów. Nasz zawód traci na popularności, powiedziałbym nawet, że jest zanikający. Coraz mniej osób zdaje egzamin specjalizacyjny z chirurgii. Wkrótce to może stanowić duży problem. W wielu małych szpitalach pracuje 2-3 chirurgów. Sytuację ratują chirurdzy przyjeżdżający do tych oddziałów z innych ośrodków na dyżury, ale prawdopodobnie i to wkrótce może się skończyć. Grozi nam, że w niektórych szpitalach podstawowe usługi chirurgiczne nie będą zabezpieczone.Czy Towarzystwo Chirurgów Polskich może mieć wpływ na system kształcenia młodych chirurgów?Towarzystwo może wnosić pewne inicjatywy, uczulać polityków, jednak system kształcenia chirurgów w Polsce zależy przede wszystkim od Ministerstwa Zdrowia. W innych krajach jest inaczej, np. w Niemczech zależy głównie od izb lekarskich, w Wielkiej Brytanii i USA od towarzystw naukowych. Decyzje, jak ma wyglądać szkolenie i ocena, czy jest właściwie prowadzone, należą do Ministerstwa Zdrowia, a zatem to politycy biorą za to odpowiedzialność.
Dostęp do tego i wielu innych artykułów otrzymasz posiadając subskrypcję Pulsu Medycyny
- E-wydanie „Pulsu Medycyny” i „Pulsu Farmacji”
- Nieograniczony dostęp do kilku tysięcy archiwalnych artykułów
- Powiadomienia i newslettery o najważniejszych informacjach
- Papierowe wydanie „Pulsu Medycyny” (co dwa tygodnie) i dodatku „Pulsu Farmacji” (raz w miesiącu)
- E-wydanie „Pulsu Medycyny” i „Pulsu Farmacji”
- Nieograniczony dostęp do kilku tysięcy archiwalnych artykułów
- Powiadomienia i newslettery o najważniejszych informacjach