Bolączki polskiej transplantologii
Rok 2011 był bardzo udany — przeszczepiono rekordową liczbę 1514 narządów. W tym roku powinno być równie dobrze, a może nawet lepiej. Wiele jest jednak jeszcze do zrobienia, trzeba np. zwiększyć liczbę przeszczepów rodzinnych, przekonać lekarzy do zgłaszania potencjalnych dawców narządów, lepiej wyceniać procedury transplantacyjne — mówili specjaliści podczas debaty „Transplantologia polska — fakty”, która odbyła się 29 września w Warszawie.
Jednym z istotniejszych problemów są spore różnice w liczbie narządów pozyskanych do przeszczepienia pomiędzy poszczególnymi regionami Polski. Pod względem liczby zgłaszanych dawców zdecydowanie przodują województwa zachodniopomorskie i lubuskie. W 2011 r. zgłoszono tam po 26 zmarłych dawców na 1 mln mieszkańców. Na kolejnym miejscu było woj. wielkopolskie, gdzie narządy pobrano od 20 zmarłych.

Najgorsza sytuacja dla oczekujących na przeszczep jest w województwach świętokrzyskim, podkarpackim i małopolskim — zgłaszanych jest tam tylko 5-8 zmarłych dawców na 1 mln mieszkańców. Według prof. Wojciecha Rowińskiego, konsultanta krajowego w dziedzinie transplantologii, te różnice są dobitnym dowodem na to, jak wiele w transplantologii zależy od postaw lekarzy, którzy chętniej lub mniej chętnie zgłaszają potencjalnych dawców narządów po rozpoznaniu śmierci mózgowej.
„Od lat ubolewamy, że w południowo-wschodniej Polsce odsetek pobrań jest 5-6-krotnie niższy niż w Polsce centralnej. Jednak niewiele jest w tej kwestii robione. Zorganizowaliśmy sieć koordynatorów, ale zostali oni pozostawieni sami sobie — od stycznia działają bez umowy, a więc i bez pieniędzy. A umowa to nie tylko zabezpieczenie finansowe. Działanie bez formalnej podstawy prawnej sprawia, że gdyby cokolwiek złego się stało, pozostają bez pomocy” — zauważa prof. Zbigniew Włodarczyk, prezes Polskiego Towarzystwa Transplantacyjnego.
Źródło: Puls Medycyny
Podpis: Monika Wysocka