Apteka, która żyje z żeglarzy

Marta Markiewicz
opublikowano: 11-06-2008, 00:00

Serce Krainy Wielkich Jezior, mazurskie Mikołajki, na dwa letnie miesiące zamieniają się w żeglarską stolicę Polski. Dla turystów to czas wypoczynku, a dla mgr farm. Lucyny Kaniak, prowadzącej dwie apteki w tym mieście, i jej współpracowników to okres wytężonej pracy.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna
Lucyna Kaniak, która farmację ukończyła na Akademii Medycznej w Gdańsku, przyznaje, że wybór zawodu był przypadkowy. "Początkowo starałam się o przyjęcie na wydział lekarski, skończyło się jednak na farmacji. Myślę, że decyzje podejmowane w wieku kilkunastu lat nie zawsze są w pełni świadome i przemyślane. W rodzinie nie miałam farmaceuty, więc wybór kierunku studiów był w moim przypadku trochę loterią" - opowiada mgr farm. Lucyna Kaniak. Farmaceutka podkreśla jednak, że zawód ten zawsze ją pasjonował i po latach praktyki z ręką na sercu może stwierdzić, że się w nim spełnia.

Z Konina do Mikołajek

Pierwsze doświadczenia zawodowe pani Lucyna zdobywała w aptece w Koninie. Jednak konińskie powietrze nie służyło jej synowi. Pogarszający się stan jego zdrowia skłonił panią Lucynę do poszukania pracy w innej miejscowości. Był początek lat osiemdziesiątych i państwowe Cefarmy zapewniały oprócz miejsca pracy również służbowe mieszkanie, a w regionie warmińsko-mazurskim brakowało aptekarzy. Propozycja Cefarmu Białystok okazała się dla pani Lucyny strzałem w dziesiątkę. "Wśród ofert, jakie złożył mi wówczas Cefarm, znalazły się właśnie Mikołajki. A że moim rodzinnym miastem są Bartoszyce, oddalone od Mikołajek o 100 km, decyzja była stosunkowo łatwa" - wspomina mgr Kaniak.
Nie sądziła, że wybór ten wpłynie na całe jej życie. Stało się tak, gdyż szybko została zamknięta droga powrotna do Konina. "Do Mikołajek przeniosłam się w listopadzie 1981 roku, a w grudniu wprowadzony został stan wojenny - możliwości odwrotu nie było" - wyjaśnia.

Dwie z trzech

Pani Lucyna jest właścicielką dwóch z trzech funkcjonujących w Mikołajkach aptek. Jedna z nich to bardzo dobrze znana turystom oraz mieszkańcom placówka przy ulicy 3 Maja, która mieści się pod tym adresem od końca wojny. Była też jedną z pierwszych aptek sprywatyzowanych przez białostocki Cefarm. Na własność farmaceutki przeszła pod koniec lat osiemdziesiątych. Jej atutem jest lokalizacja.
Apteka znajduje się w centrum Mikołajek, przy najczęściej odwiedzanej przez turystów ulicy. "W sezonie letnim duża część moich pacjentów to żeglarze zawijający do portu. Turyści pływający po Wielkich Jeziorach Mazurskich od lat dobrze wiedzą, że w naszej aptece zawsze mogą liczyć na pomoc i fachową poradę. Dla tych, którzy przebywają na wodzie do wieczora, drzwi naszej apteki otwarte są aż do godziny dwudziestej pierwszej" - zapewnia pani Lucyna.
Drugą placówkę mgr Kaniak przejęła w 2000 roku. Rodzinny plan zakładał, że częściej odwiedzaną przez turystów aptekę na ulicy 3 Maja obejmie studiujący wówczas farmację syn właścicielki, a nowo przejętą placówką przy ośrodku zdrowia przy ulicy Szkolnej będzie kierowała pani Lucyna. Niestety, plany te pokrzyżowała emigracja syna Wojciecha. "Syn wyjechał do Anglii i obie apteki zostały na mojej głowie. Pracy jest dużo. Syn zapewnia jednak, że za parę lat wróci do Polski i przejmie rodzinny biznes" - z nadzieją mówi farmaceutka.

Pracowity sezon

Wakacje to czas wzmożonej pracy dla pani Lucyny i jej pracowników. Latem przez aptekę przy ulicy 3 Maja przewija się kilkuset pacjentów dziennie. W sumie w sezonie apteka obsługuje kilkanaście tysięcy pacjentów. "Na Mazurach frekwencja turystów uzależniona jest od pogody. Na żeglarzy można jednak zawsze liczyć, gdyż Mikołajki leżą praktycznie pośrodku szlaku Wielkich Jezior" - wyjaśnia pani Lucyna.
Gdy aura nie dopisuje, pada deszcz, a temperatury nie rozpieszczają, lepiej sprzedają się leki przeciwprzeziębieniowe oraz wzmacniające odporność. "Natomiast gdy nadchodzą słoneczne i ciepłe dni, pacjenci przychodzący do naszej apteki kupują zazwyczaj kremy ochronne i środki łagodzące słoneczne oparzenia" - mówi pani Lucyna.
Dodatkowo w sezonie, jak większość mazurskich aptek, placówki pani Lucyny notują zwiększoną sprzedaż środków antyalergicznych oraz odstraszających komary, meszki, kleszcze. Latem w tego typu preparaty można się jednak zaopatrzyć na każdym rogu, dlatego część klientów nie dociera już do jej apteki.

Gdy odlatują kormorany

Mikołajki tętnią życiem tylko w sezonie letnim. W momencie, gdy z okolicznych jezior znikają ostatnie białe żagle, mazurska miejscowość zapada w jesienno-zimowy letarg. Pani Lucyna przyznaje, że jest to dla niej okres odpoczynku, ale z drugiej strony balansowania na granicy rentowności. Zwłaszcza że w Mikołajkach, zamieszkałych przez cztery tysiące mieszkańców, trzy działające apteki to dużo.
Farmaceutka zapewnia jednak, że mieszkańcy chętnie korzystają z oferty jej placówek. "Nasi stali pacjenci poza sezonem wykupują głównie leki na receptę, które przyjmują ciągle. Konkurencją są apteki z pobliskiego Mrągowa, bo tam pacjenci mają dostęp do lekarzy specjalistów i często od razu na miejscu realizują recepty. W tak małej miejscowości wszyscy się jednak znają i wiedzą, że moje apteki oferują rzetelną i profesjonalną pomoc" - podkreśla farmaceutka.
Zdaniem pani Lucyny, Mikołajki poza okresem wakacyjnym są dużo bardziej urokliwe niż w sezonie, dlatego - mimo mniejszego ruchu jesienią i zimą - nie zamierza rezygnować z prowadzenia żadnej z aptek.


Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Marta Markiewicz

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.