Anestezjolodzy nie mają czasu na podnoszenie kwalifikacji
Najpierw Kraków, potem Lublin, Łódź, Katowice, Wrocław, Poznań, Szczecin, Bydgoszcz, Gdańsk, Olsztyn, Białystok - tak wygląda trasa przejazdu MASC - Ruchomego Centrum Symulacji Anestezjologicznej, w którym w kwietniu podnoszą swoje kwalifikacje anestezjolodzy.
Ryzyko błędu
Co roku w polskich szpitalach przeprowadza się 1,5 miliona zabiegów chirurgicznych. W czasie operacji zawsze może dojść do rzadko spotykanych, zagrażających życiu pacjenta sytuacji, które wymagają natychmiastowego działania. Na przykład hipertermia złośliwa pojawia się średnio raz na 40 tysięcy zabiegów narkozy. W takich przypadkach anestezjolodzy muszą reagować bardzo szybko, a znacznej części z nich brakuje wcześniejszych, praktycznych doświadczeń postępowania w podobnych sytuacjach, co zwiększa ryzyko błędu.
Wypadki powstają w 80 proc. z powodu błędu człowieka, w 20 proc. w wyniku błędu sprzętu. Taka zależność utrzymuje się w lotnictwie, podobne zależności stwierdzono w anestezjologii.
"Jednak w anestezjologii nie ma możliwości uczenia się na błędach" - wyjaśnia prof. Janusz Andres, prezes Polskiej Rady Resuscytacji, kierownik Katedry Anestezjologii i Intensywnej Terapii Collegium Medicum UJ. "Jak wygląda szkolenie anestezjologów dziś? Lekarz-rezydent w czasie specjalizacji nie bierze udziału w przypadkach powikłań, nagłych wypadków. Nawet po czterech, pięciu latach specjalizacji rzadko podejmuje niezależną decyzję czy umie wykonać zabieg, który robi jego kierownik specjalizacji. Szkolenie na własnych błędach trzeba wykluczyć, bo jest ono możliwe tylko podczas symulacji. Kliniczna symulacja pozwala na naukę krytycznego myślenia, integruje teorię z praktyką, uczy też działania zespołowego. Dlatego potrzebne są symulacyjne centra szkoleniowe" - uważa prof. J. Andres.
Ciągłe szkolenie
Także zdaniem prof. Leona Drobnika, prezesa-elekta Polskiego Towarzystwa Anestezjologii, najlepsza metoda podnoszenia kwalifikacji to symulacja znieczulenia z udziałem wszechstronnie przygotowanych trenerów. Takie szkolenie lekarze powinni przechodzić co dwa lata. Zresztą szkolenie podyplomowe jest w założeniu szkoleniem ciągłym.
W Polsce są tylko dwa ośrodki symulacji anestezjologicznej, oba w Warszawie. Zdaniem ekspertów, powinno ich być przynajmniej 5, w różnych miastach. Ale nawet te dwa ośrodki nie są w pełni wykorzystane. W kursach organizowanych przez CMKP oraz szkoleniach indywidualnych bierze udział tylko kilkadziesiąt osób rocznie. Szkolenie symulacyjne przechodzi najwyżej ok. 10 proc. polskich anestezjologów.
"Trudno pojechać na szkolenie do Warszawy, choćby dlatego, że pracując nie ma się na to czasu. Takich ośrodków szkolenia przydałoby się więcej, bo symulacja faktycznie wiele daje" - powiedział nam wpatrując się w ekran komputera Paweł Moncznik, jeden z lekarzy biorących udział w szkoleniu prowadzonym przez ruchome centrum symulacji, anestezjolog z krakowskiego Szpitala im. Jana Pawła II.
Na świecie działa ponad 200 ośrodków symulacji anestezjologicznej, większość w USA, Japonii, Szwajcarii, Holandii, Anglii i Danii. Organizacyjnie ośrodki symulacji stanowią cześć zespołów anestezjologicznych lub tworzą fundacje niezależne finansowo. Certyfikaty tych ośrodków honorowane są jako dorobek szkoleniowy przez narodowe towarzystwa anestezjologii i włączone do systemu szkolenia ciągłego. ?Takie szkolenie ustawiczne powinniśmy też zorganizować w Polsce. I do tego zmierzamy. Każdy ośrodek szkolący w kraju powinien mieć dostęp do symulatora, a centrum symulacji powinno działać, moim zdaniem, w każdym ośrodku akademickim" - mówi prof. Janusz Andres.
Na razie między Krakowem i Warszawą trwają rozmowy, by symulator z Centrum Zdrowia Dziecka lepiej wykorzystywać, przewożąc go do czasu do czasu do innych ośrodków.
Mobilny symulator
Na trasie Ruchomego Centrum Symulacji Anestezjologicznej w ciągu 20 dni grupa polskich anestezjologów-instruktorów symulacji (przeszkolonych w Budapeszcie na koszt firmy Abbott) przeprowadzi w sumie 19 sześciogodzinnych sesji szkoleniowych. Opiekę merytoryczną nad projektem sprawuje konsultant krajowy oraz Polskie Towarzystwo Anestezjologii i Intensywnej Terapii.
Metoda symulacji pozwala na odtworzenie warunków identycznych do tych, jakie panują na sali operacyjnej. Podłączony do komputera manekin symuluje objawy występujące u pacjenta w stanie znieczulenia, związane z oddychaniem, ciśnieniem krwi, rozluźnieniem mięśni itp. Podczas szkolenia przebieg określonego powikłania określa scenariusz symulacji. Ten scenariusz wprowadzany jest do systemu komputerowego, a następnie odtwarzany podczas symulacji. U pacjenta-manekina dochodzi do zmian parametrów, odczytywanych z ekranu aparatury monitorującej. Na podstawie tych danych anestezjolog musi, zgodnie z posiadaną wiedzą, podjąć określone decyzje i wykonać wszystkie czynności. Sposób ich wykonania jest zapisywany. Potem następuje odtworzenie tych danych i zespołowe omówienie postępowania lekarza. Omawia się każdy szczegół - decyzję, dobór leków i ich dawek itd. Jeśli dochodzi do błędu, całą procedurę powtarza się aż do opanowania prawidłowych zachowań.
W Krakowie szkoleniowy autobus zaparkował przed Wojewódzkim Szpitalem Specjalistycznym im. L. Rydygiera. Uczyli się w nim wybrani lekarze nie tylko z Małopolski, ale też ościennych województw.
Źródło: Puls Medycyny
Podpis: Jolanta Hodor, Kraków