Otwieramy NZOZ: trudna decyzja

Monika Wysocka
opublikowano: 13-04-2005, 00:00

Był pomysł i zapał, ale zdarzały się też przypadki rzucania kłód pod nogi. Tylko determinacja sprawiła, że Przychodnia Kolejowa na warszawskiej Pradze wciąż istnieje. A nawet się rozwija.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna
Przychodnia Kolejowa przy ul. Wileńskiej 18 w Warszawie była tam "od zawsze". Kiedy na początku lat 90. zeszłego wieku. reforma wymuszała zmiany w placówkach służby zdrowia, nie oszczędziła i tej. Próby dostosowania się na starych warunkach do nowej rzeczywistości nie przyniosły nic dobrego. Wkrótce władze "kolejówki" zdecydowały o przeniesieniu wszystkich usług do Szpitala Kolejowego przy ul. Brzeskiej. Groźba likwidacji przychodni sprawiła, że pracownicy, szczególnie takich specjalności, dla których nie znalazło się miejsce w szpitalu, postanowili walczyć o utrzymanie placówki.
"I tak to się zaczęło" - wspomina dziś dr Ewa Miłaszewicz-Jarkiewicz, kierownik Specjalistycznej Przychodni Lekarskiej Vitamed. "Na początku była zwykła przepychanka. Staraliśmy się o wydzielenie placówki z kolejowej służby zdrowia, by stać się samodzielną, samofinansującą się, ale ściśle współpracującą ze szpitalem jednostką, ponieważ to miałoby największy sens. Niestety, odmówiono nam. Wtedy jeden z kolegów zaproponował, byśmy założyli spółkę i stworzyli niepubliczny ZOZ. Nie mogę powiedzieć, że dziś żałuję. Ale gdybym wtedy wiedziała, co mnie czeka, chyba bym się nie zdecydowała" - mówi Ewa Jarkiewicz.

Na przekór wszystkim

Po ujawnieniu pomysłu, z dnia na dzień dr E. Jarkiewicz została odsunięta od pełnienia funkcji kierowniczych w publicznej przychodni. Ponieważ była tuż przed emeryturą, nie przejęła się tym specjalnie i z zapałem zaczęła procedury przygotowawcze: zarejestrowała NZOZ w Wydziale Zdrowia, zebrała wszystkie konieczne zgody, załatwiła wiele innych formalności. "Zaangażowaliśmy się bardzo, byliśmy pełni entuzjazmu. Tworzyliśmy coś nowego, coś naszego" - opowiada dr E. Jarkiewicz. Pewnego dnia, po przyjściu do zakładu, okazało się, że przychodnia z całym sprzętem i meblami ma być przeniesiona do Szpitala Kolejowego przy ul. Brzeskiej. W trakcie przeprowadzki pomieszczenia zostały zdewastowane. Nie zostawiono umywalek, baterii, sedesów, nawet oświetlenia. W taki sposób dział gospodarczy Kolejowej Służby Zdrowia zabrał swoją własność.
"Przyniosłam z domu lampkę nocną i zorganizowaliśmy w tej ruinie punkt informacyjny. Wywiesiliśmy informację, że robimy nabór pacjentów. Ze wszystkim musieliśmy zaczynać od początku. Zorganizowaliśmy dyżury i zapisywaliśmy chętnych" - wspomina pani kierownik.
Był listopad 1999 roku. Od stycznia 2000 roku przychodnia miała zacząć pracę od nowa. Przez miesiąc udało się zebrać około 100 pacjentów, głównie pracowników PKP. "Rozpisaliśmy ofertę i złożyliśmy ją w Branżowej i Mazowieckiej Kasie Chorych, ale przyznaję, że byłam przerażona. Warunki lokalowe były koszmarne, a my nie mogliśmy zrobić porządnego remontu. Budynek dostaliśmy na niejasnych zasadach, bo nie byliśmy w stanie dogadać się z Zakładem Gospodarki Mieszkaniowej PKP w sprawie dzierżawy. Doszłam do wniosku, że czas dać sobie spokój. Postanowiłam zainwestować ostatni raz - w znaczki i rozesłać pisma z przeprosinami do pacjentów. I kiedy byłam już zdecydowana to zrobić, zupełnie nieoczekiwanie dyrektor Zakładu Gospodarki Mieszkaniowej PKP zmienił stanowisko i zgodził się wynająć nam lokal" - opowiada Ewa Jarkiewicz.
To oczywiście nie oznaczało końca kłopotów. Czynsz był kosmiczny - ok. 20 tys. zł miesięcznie, trzeba było zatrudnić chociaż kilka osób, zrobić minimalny remont, kupić podstawowe wyposażenie. "Spotkałam wtedy wielu ludzi dobrej woli, bardzo życzliwych. To oni nadawali sens mojej działalności, bez nich nie dotrwałabym do dziś" - podkreśla szefowa NZOZ-u.
Choć udało się zakontraktować sporą, jak na przychodnię, liczbę porad specjalistycznych w kasie branżowej, w pierwszym roku działalności zostało wygenerowane olbrzymie zadłużenie.

Ciasno, ale profesjonalnie

A jednak dziś, po ponad 5 latach, w Przychodni SPL Vitamed zatrudnionych jest ponad 60 pracowników (20 na etacie, reszta jako współpracownicy). Udało się zebrać prawie 7 tys. pacjentów. W 14 specjalistycznych poradniach (m.in. alergologicznej, reumatologicznej, chirurgicznej, dermatologicznej, okulistycznej) udzielane jest ponad 2 tys. porad miesięcznie a w poz około 2600.
Gdy kończy się limit, pacjenci mogą korzystać z wizyt odpłatnych po bardzo konkurencyjnych cenach (np. wizyta u ginekologa kosztuje 25 zł).
SPL Vitamed świadczy także usługi w zakresie psychoterapii dla osób uzależnionych od alkoholu. "Zapotrzebowanie jest ogromne. Okazało się, że w resortowej służbie zdrowia w ogóle nie ma ambulatoryjnego lecznictwa psychiatryczno-psychologicznego. Dopasowaliśmy się do potrzeb pacjentów - świadczymy usługi także wieczorem i w soboty" - informuje Ewa Jarkiewicz.
NZOZ prowadzi też poradnię medycyny pracy, a w tym roku rozszerzył zakres opieki o medycynę szkolną. Od czterech lat współpracuje z Zakładem Pracy Chronionej i w ramach odpłatnych usług oferuje także świetnie zorganizowaną rehabilitację. "I chyba dobrze sobie radzimy, bo ostatnio z prośbą o konsultacje dla swoich podwładnych zwróciło się do nas Towarzystwo Pomocy Dzieciom oraz Komenda Policji w Warszawie z ul. Cyryla i Metodego" - dodaje E. Jarkiewicz.
Największą bolączką pozostaje sprawa pomieszczeń, które nadal są własnością PKP. Warunki lokalowe, jak mówią lekarze, są ciągle dalekie od marzeń. PKP nie chce się dołożyć do żadnego, nawet drobnego remontu, choć w ciągu ostatnich 5 lat spółka ta dostała od SPL Vitamed ponad 800 tys. zł czynszu. "Gdyby byli skłonni przekazywać na remont, jakby nie było swojego budynku choćby 10 proc. z czynszu, to już byłoby coś" - mówi kierownik NZOZ-u.
Do końca 2006 roku PKP musi sprzedać wszystkie swoje budynki mieszkalne, wśród nich ten przy ul. Wileńskiej. Lada moment zostanie więc rozpisany przetarg. "Nie wiem, czy będzie mnie stać, by wziąć w nim udział. To zależy od tego, jakie ceny zostaną zaproponowane" - mówi Ewa Jarkiewicz. Na wszelki wypadek szuka już lokalu, w którym na razie chce uruchomić filię swej przychodni. Pomysłów na nowe usługi medyczne ma jeszcze sporo, ale brakuje miejsca na ich realizację. A w razie czego, będzie gdzie się przenieść.




Prawo w medycynie
Newsletter przygotowywany przez radcę prawnego specjalizującego się w zagadnieniach prawa medycznego
ZAPISZ MNIE
×
Prawo w medycynie
Wysyłany raz w miesiącu
Newsletter przygotowywany przez radcę prawnego specjalizującego się w zagadnieniach prawa medycznego
ZAPISZ MNIE
Administratorem Twoich danych jest Bonnier Healthcare Polska.

Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Monika Wysocka

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.