Zmiany w katalogu farmakoterapii w onkologii

Anna Gwozdowska
opublikowano: 30-05-2007, 00:00

Onkolodzy od dawna apelują o uproszczenie katalogu służącego do rozliczeń finansowych z Narodowym Funduszem Zdrowia. Jest szansa, że w 2008 r. fundusz w ogóle z niego zrezygnuje. Także lekarze stosujący leki off-label będą mogli spać spokojnie.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna
Lekarze narzekają, że katalog utrudnia im życie. Każda zmiana dawki albo dnia podania leku uniemożliwia rozliczenie z NFZ, bo taka procedura nie zgadza się ze szczegółowym opisem z katalogu. "Od kiedy pojawiły się katalogi chemioterapii, uważaliśmy, że to jest zła droga, że powoduje nadmierną biurokrację - tłumaczy prof. Jerzy Kowalczyk, konsultant krajowy ds. onkologii i hematologii dziecięcej. - Najgroźniejsze jest jednak to, że jakiekolwiek minimalne nawet odstępstwo od protokołu zapisanego w katalogu, co może się przecież zdarzyć ze względu na stan pacjenta, powoduje, że system nie rozlicza świadczenia". W takich sytuacjach lekarze muszą występować do NFZ o zgodę na chemioterapię niestandardową. "A przecież połowa pacjentów dostaje terapię niestandardową, bo w trakcie leczenia trzeba dokonywać modyfikacji" - wyjaśnia prof. J. Kowalczyk. W dodatku w katalogu zdarzają się także poważne błędy i dopiero od niedawna pod niektórymi opisami terapii pojawiły się nazwiska lekarzy.

Koniec z biurokracją

Zastrzeżeń do katalogu jest więcej, ale już w przyszłym roku ma on po prostu zniknąć. "W 2008 r. zrezygnujemy z publikacji katalogu terapii. Zostanie ogłoszony zestaw leków do stosowania, a lekarze będą je dobierać do konkretnej terapii" - deklaruje Andrzej Sośnierz, szef NFZ. Fundusz chce mieć tylko kontrolę nad tym, czy stosowane terapie są zgodne z przyjętą praktyką medyczną. Świadczeniodawca otrzyma informację, podobnie jak w tym roku, o punktowej wycenie leków używanych w chemioterapii. Wartość wyceny konkretnej terapii będzie zależała od ilości i rodzaju dobranych substancji. W tym roku jeden punkt to 10 zł. Jeszcze nie wiadomo, czy przyszłoroczna wycena punktu się zmieni. Prof. J. Kowalczyk wolałby wprowadzenie ryczałtu za leczenie określonego typu nowotworu, ale z proponowanego przez fundusz uproszczenia procedury rozliczania jest zadowolony. Jego zdaniem, szczegółowe opisy programów terapeutycznych są niepotrzebne. "Przecież towarzystwa onkologiczne mają standardy postępowania, dzięki czemu wiadomo, jaki schemat chemioterapii zastosować w przypadku rozpoznania np. danej postaci białaczki - przekonuje prof. J. Kowalczyk. - Staramy się każdego pacjenta leczyć zgodnie z tymi wytycznymi, ale zdarzają się odstępstwa podyktowane sytuacją kliniczną. Musimy być elastyczni".

Kosmetyczna zmiana

Zapowiedzi funduszu nie budzą za to entuzjazmu dr Piotra Siedleckiego, zastępcy dyrektora warszawskiego Centrum Onkologii. Jego zdaniem, to zmiany potrzebne, ale czysto kosmetyczne. "To tylko kropla w morzu, tymczasem najważniejszy jest problem braku środków na drogie procedury onkologiczne - argumentuje dr P. Siedlecki. - Trzeba wreszcie powiedzieć, na co nas stać w onkologii. A w katalogu jest np. mnóstwo terapii i leków, które w ogóle nie powinny się tam znaleźć". Niepokoi go także punktowa wycena leków. "Co zrobić, jeśli ceny leków uzyskane przez szpital w przetargu są wyższe niż te określone przez NFZ - zastanawia się dr P. Siedlecki. - Fundusz refunduje tylko wydatki po cenie przez siebie wyznaczonej. Z tego powodu stracimy na ostatnim przetargu 250 tys. zł".

Leczenie off-label

Katalog terapii to nie jedyny problem onkologów. 80 proc. leków onkologicznych stosowanych u dzieci nie ma odpowiedniej rejestracji, bo producentom nie opłaca się przeprowadzać koniecznych badań klinicznych. Lekarze stosują więc leki dla dorosłych w leczeniu dzieci na zasadach off-label, czyli wbrew wskazaniom na etykiecie producenta, opierając się na dostępnych publikacjach i doświadczeniu. Żyją w ciągłym strachu, że urzędnicy NFZ nie zrefundują im wykonanych świadczeń. "Siedzimy na minie. Stosujemy leki, które nie są zarejestrowane dla dzieci albo dla wskazań, które leczymy - opowiada prof. J. Kowalczyk. - W każdej chwili fundusz może jednak powiedzieć, że tego leku nie zrefunduje, bo prawo na to nie pozwala".
W tej sprawie jest szansa na przełom. Według A. Sośnierza, terapie off-label będą uznawane za dopuszczalne. "Pod warunkiem, że lekarz udowodni, że to nie jego wymysł, ale światowa praktyka" - zastrzega A. Sośnierz. NFZ planuje także, że lekarze stosujący terapię lekową off-label będą musieli informować środowisko medyczne o efektach leczenia, np. na zjazdach lekarskich.


Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Anna Gwozdowska

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.