Gdyby uczciwie przeanalizować czas przeszły dokonany, to częstą praktyką ministra zdrowia była fragmentacja przeróżnych reform i przez to swoiste „niewidzenie się” zmienianych przepisów. Niekiedy zmiana przeganiała zmianę i w tej biegunce legislacyjnej nie było nawet sensu wydawać rozporządzeń wykonawczych, a w nich przecież tkwi prawdziwa władza każdego szefa resortu. Winne były zarówno kryzys finansowy i niepewność jutra, jak i ciśnienie pacjentów czy grup społeczno-zawodowych, ale uprawiane wtedy gaszenie pożarów do dziś ma swoje konsekwencje.
Zdecydowanie lepiej jest przecież pracować nad kompleksowymi rozwiązaniami, których finansowanie planowane jest w perspektywie wieloletniej, o co szczególnie apelował dr Konstanty Radziwiłł, jeszcze bez ministerialnej posady. I jak to w polityce bywa, dynamicznie zmieniająca się scena polityczna uczyniła niedawnego krytyka złej sytuacji ministrem i już widać, iż ministerialne młyny mielą inaczej, jakby trochę dokładniej.
Jako przykład warto pokazać projekt ustawy „75+”, sztandarowy dla rządu na tak wątłym, jak dotąd, tle. Jego istotą jest realizacja zapowiedzi z kampanii wyborczej PiS o darmowych lekach dla seniorów, projekt ma więc walor bardziej polityczny aniżeli zdrowotny i nie ma tu czego ministrowi Radziwiłłowi zazdrościć. Decyzją polityczną darmowe leki czas zacząć rozdawać, aczkolwiek ostatecznie o wszystkim przesądzi przepis (tu art. 8.1), wprowadzający maksymalne limity wydatków: od skromnych 125 mln zł w 2016 roku do 1,2 mld zł dopiero w roku 2025. Wychodzi więc na to, że to stan finansów publicznych okazał się ważniejszy, aniżeli szczera chęć zadośćuczynienia najstarszemu elektoratowi. Co wytłumaczone publicznie przez ministra Henryka Kowalczyka, że będą to jedynie leki związane ze starością, nabiera wręcz złotoustego charakteru…
Na plus dla tego projektu należy zapisać listę 61 podmiotów biorących udział w konsultacjach. Na ponad 100 uwag blisko 30 okazało się zasadnych i częściowo lub całkowicie zostały przyjęte. Można zatem powiedzieć, że projekt trafił do laski marszałkowskiej dość solidnie przemaglowany. Informuje o tym stosowna tabela: choć ponad 70 uwag ma klauzule „niezasadna”, „bezprzedmiotowa” lub „odrzucona”(ciekawe, gdzie tu tkwi różnica?), to widać przynajmniej, iż konsultacje i rzeczowa wymiana argumentów miały miejsce. Jeśli coś ma być dowodem na „dobrą zmianę”, to właśnie to, zważywszy na niechlubne praktyki jednego z poprzednich ministrów, który napływające do projektów ustaw stanowiska lubił kierować wprost do kosza.
Minister Radziwiłł znalazł się niejako „na musiku” — nie będąc jeszcze urzędnikiem, straszliwie przecież utyskiwał na brak poważnego dialogu i lekceważenie argumentów ustawodawczych napływających m.in. ze środowiska lekarskiego. Choć jedna jaskółka wiosny nie czyni, to gdyby taka praktyka konsultacji dotyczyła całego planowanego przez rząd ustawodawstwa zdrowotnego, nie byłoby dojmującego wrażenia wołania na puszczy i trafiania w pustkę. Inna sprawa, czy Komisja Zdrowia zdobędzie się na skrupulatność i skieruje ustawę do prac w powołanej ad hoc podkomisji, gdzie pracuje się wolnej i z udziałem ekspertów. Na to jest szansa, warto takową powołać, bo jak powiedział minister Kowalczyk: „czas najwyższy pracować wolnej, ale dokładniej”.
Jerzy Papuga,komentator parlamentarny, specjalizujący się w opisie prac komisji sejmowych i senackich oraz procesu ustawodawczego.