Zawody ratowników medycznych
Czy porażony prądem pracownik może liczyć na pomoc swoich kolegów z pracy? Co robić, gdy w budynku zakładu podłożona jest bomba? Zanim dotrą profesjonalne służby ratownicze, na miejscu powinien być ktoś, kto udzieli pierwszej pomocy i sprawnie pokieruje ewakuacją. Taką ekipę ma Volvo Polska Sp. z o.o. z siedzibą we Wrocławiu. Zakładowa drużyna ratownicza tej firmy zdobyła pierwsze miejsce w zawodach ratownictwa medycznego, które odbyły się 29-30 września na terenie Jury Krakowsko-Częstochowskiej.
Jednym z celów, jakie osiągnęli organizatorzy I Mistrzostw Ratownictwa Medycznego dla Zakładowych Drużyn Ratowniczych "Bezpieczna Firma 2006" było zainicjowanie integracji tego środowiska. "Takie zawody to bardzo dobra metoda na sprawdzenie, co potrafimy oraz jak można doskonalić nasze umiejętności - mówi Maciej Respondek, kapitan zwycięskiej drużyny z Volvo Polska. - Obserwowałem, jak pracują inne zespoły. Teraz wiem, co robią koledzy odpowiedzialni za BHP w innych firmach, poznałem ich, mogę się z nimi skontaktować".
W mistrzostwach wzięły udział 24 drużyny. Drugie miejsce zajęła ekipa Danone Sp. z o.o. z Bierunia, trzecie - Reckitt Benckiser Poland.
Ekipę firmy Danone dopingował sam szef. "Kładziemy duży nacisk na sprawy bezpieczeństwa pracy całej załogi - mówi Ireneusz Zawisza, dyrektor fabryki Danone w Bieruniu. - Ze względu na charakter produkcji mamy własne drużyny ratownictwa medycznego na terenie fabryki, więc postanowiliśmy spróbować w rywalizacji z innymi. Trzeba przyznać, że z zaskakująco dobrym rezultatem".
"Najtrudniejszym zadaniem podczas zawodów było chyba przeprowadzenie ewakuacji z zagrożonego budynku. W normalnych warunkach nie mamy możliwości pracy z pozorantami - mówi M. Respondek. - Sprawdziłem swoje kompetencje jako szef grupy". Zdaniem kapitana drużyny Volvo, minusem sprawdzianów były zbyt krótkie i lakoniczne omówienia błędów, jakie popełniali ratownicy. "Nieświadomość tego, co się zrobiło źle, utrudnia doskonalenie umiejętności" - podkreśla Maciej Respondek.
Zawody drużyn zakładowych współorganizowały Stowarzyszenie Zawodowe Ratowników Medycznych, Medicover oraz Philips. Aldona Dawidowicz, dyrektor Działu Systemów Kardiologicznych i Monitorowania Pacjenta z Philipsa uważa, że wiedza z zakresu technik udzielania pierwszej pomocy jest często ważniejsza od posiadania specjalistycznego sprzętu ratowniczego. "Ważne jest też przełamanie oporów związanych z pokonaniem bariery psychologicznej, powstrzymującej nas przed "dotknięciem" osoby poszkodowanej. Jeśli już jednak ten etap mamy za sobą, musimy ciągle ćwiczyć i sprawdzać się w warunkach zbliżonych do rzeczywistych, bo tylko to daje odpowiedź na pytanie, czy jesteśmy skuteczni w udzieleniu pierwszej pomocy" - podkreśla A. Dawidowicz.
Fachowa pierwsza pomoc w zakładzie pracy staje się elementem budowanego systemu ratownictwa medycznego. W przyjętej niedawno ustawie o ratownictwie znajdują się zapisy regulujące status osób nieposiadających wykształcenia medycznego, ale specjalnie przeszkolonych np. w obsłudze automatycznych defibrylatorów zewnętrznych. Wykorzystanie takich urządzeń, które mogą uratować życie pracownika, klienta firmy czy zwykłego przechodnia ćwiczono podczas zawodów. "W firmie mieliśmy już wcześniej przenośny defibrylator. Teraz mamy dwa, bo jako nagrodę za zwycięstwo dostaliśmy drugie takie urządzenie" - mówi M. Respondek.
Sponsorami zawodów były także Provident Polska oraz Towarzystwo Ubezpieczeniowe Warta.
Zobacz fotoreportaż z zawodów
foto: Marcin Gimiński
Źródło: Puls Medycyny
Podpis: Maria Stefańska