Zakopane przyciąga medycznych ekspertów na spotkanie z kardiologami
O randze Zakopiańskich Dni Kardiologicznych i uznaniu, jakim się cieszą w środowisku nie tylko kardiologów, o potrzebie badania sportowców, a także pomysłach na nowe książki rozmawiamy z prof. dr. hab. n. med. Mirosławem Dłużniewskim, kierownikiem Katedry i Kliniki Kardiologii, Nadciśnienia Tętniczego i Chorób Wewnętrznych II Wydziału Lekarskiego WUM oraz koordynatorem klinicznym Zespołu Oddziałów Chorób Wewnętrznych, Kardiologii i Nadciśnienia Tętniczego w Mazowieckim Szpitalu Bródnowskim w Warszawie.
W kwietniu odbyła się XX jubileuszowa edycja Zakopiańskich Dni Kardiologicznych. Wiem, że są uczestnicy, którzy nie opuścili ani jednego spotkania. Może pokusi się pan o jakieś podsumowanie?Podyplomowa Szkoła Kardiologiczna, której jestem pomysłodawcą i twórcą, stała się w ciągu ostatnich 15 lat znaczącym forum, na którym lekarze zdobywają wiedzę, mają szansę na wymianę doświadczeń i kontakt ze znakomitościami polskiej kardiologii i polskiej medycyny. Szczególnym wydarzeniem tej szkoły są Ordynatorskie Zakopiańskie Dni Kardiologiczne. W ocenie Zakopiańskich Dni Kardiologicznych (ZDK) nie można mówić o moim sukcesie, ale o sukcesie wielu moich kolegów kardiologów — ekspertów w swoich dziedzinach, którzy wspierali i wspierają tę ideę. Bez wsparcia zespołu zabrzańskiego — profesorów Lecha Polońskiego, Mariana Zembali, Zbyszka Kalarusa, Mariusza Gąsiora, bez wsparcia moich przyjaciół z Warszawy — profesorów Grzegorza Opolskiego, Hanny Szwed, Ryszarda Piotrowicza, Jerzego Korewickiego, profesorów z Krakowa — Jacka Dubiela, Anetty Undas, Piotra Podolca, bez wsparcia prof. Zdzisławy Kornacewicz-Jach, bez ich zaangażowania ZDK nie byłyby tym, czym są.Obserwując przez lata frekwencję na wykładach, sądzę, że nasze spotkania są okazją do wysłuchania wystąpień znakomitych specjalistów, którzy nie tylko leczą chorych i stąd ich doświadczenie, ale też mają umiejętność przekazania tej wiedzy. To powoduje, że tak wielu praktyków chce ich słuchać i podjąć trud przyjazdu do Zakopanego. Wiem, że doceniają także dobór tematów poruszających trudne i aktualne problemy dotyczące diagnostyki i leczenia naszych chorych oraz to, że już dawno dostrzegliśmy, iż człowiek nie składa się tylko z serca.To znaczy?Miałem świetnych nauczycieli, więc nie było to trudne, by dostrzec złożoność problemów osób chorych na serce, zauważyć, że leki stosowane w kardiologii mogą być potencjalnie groźne z powodu ich działania nie tylko na serce. Klasycznym przykładem jest terapia przeciwpłytkowa czy przeciwkrzepliwa, zwłaszcza u chorych z problemami gastrologicznymi. Dlatego też zapraszam specjalistów z innych dziedzin i dziś trudno sobie wyobrazić ZDK bez udziału znakomitych diabetologów — prof. Doroty Zozulińskiej-Ziółkiewicz, prof. Marianny Bąk, prof. Janusza Gumprechta, gastrologów — prof. Grażyny Rydzewskiej, prof. Jarosława Reguły, nefrologów — prof. Magdaleny Durlik, endokrynologów — prof. Wojciecha Zgliczyńskiego czy neurologów — prof. Agnieszki Słowik, prof. Marii Barcikowskiej. Pamiętam entuzjazm słuchaczy na pierwszych spotkaniach „na żywo” z kardiochirurgami, których uczestnicy znali tylko z prasy medycznej i opowieści mediów. Udział kardiologów interwencyjnych i takich postaci polskiej kardiochirurgii, jak profesorowie Marian Zembala, Jerzy Sadowski, Jacek Różański, którzy pokazywali, na czym polega ich codzienna praca, jakie są możliwości kardiochirurgii zachęcał do konkretnych działań lekarzy rodzinnych, internistów, by współpracowali z nami dla dobra swoich chorych.Jedna z najbardziej obleganych w tym roku sesji dotyczyła kardiologii ludzi aktywnych, nagłych zgonów młodych sportowców…Polski model opieki nad sportowcami zaczyna być podobny do modelu włoskiego, co oznacza potrzebę badania młodych osób planujących wyczynowe uprawianie sportu. Dzisiaj doskonale wiemy, że jedną z najczęstszych przyczyn nagłego zgonu sportowców jest kardiomiopatia przerostowa, a wystarczy przecież wykonać badanie echokardiograficzne, by postawić to rozpoznanie i w perspektywie być może uratować komuś życie. Pierwszy wniosek jest więc taki, że kandydatów do sportu trzeba badać! Coraz więcej osób w sposób bardzo dynamiczny biega, jeździ na rowerach. Oni także powinni być oceniani pod kątem bezpieczeństwa tych aktywności. Sesja ta była oblegana, bo lekarze mają przed oczami nie tylko chorych, ale także swoje dzieci, wnuki i wiedzą, że to może dotyczyć również ich najbliższych.Sam jestem byłym sportowcem, byłem konsultantem wielu wybitnych sportowców, olimpijczyków. Książka „Sport wyczynowy i rekreacyjny — problemy internisty i kardiologa”, którą napisałem niedawno wraz z profesorami Z. Kalarusem, B. Średniawą i R. Piotrowiczem, rozeszła się błyskawicznie.Jak powstają pomysły na kolejne książki? Najczęściej właśnie podczas ZDK. Tak było np. z nagrodzoną przez ministra zdrowia książką „Ciąża — problemy internisty i kardiologa”. Podczas jednej z sesji wywiązała się bardzo ciekawa dyskusja o problemach kobiet starających się o dziecko, a mających mnóstwo komplikacji kardiologicznych czy internistycznych, o problemach kobiet w ciąży z wadą serca, po przeszczepie nerki, z nadciśnieniem tętniczym, z „kołataniem serca”. Wiele osób prosiło, aby te zagadnienia stały się tematem książki. Podobnie było w przypadku książki „Migotanie przedsionków — codzienność lekarza praktyka”. Po kolejnych sesjach z udziałem prof. Zbigniewa Kalarusa postanowiliśmy razem zredagować książkę na ten temat. I to był strzał w dziesiątkę. Problemy z migotaniem przedsionków były, są i zapewne będą wyzwaniem dnia codziennego. Rozwój kardiologii, a zatem poszerzanie wiedzy na ten temat następuje bardzo dynamiczne, dlatego myśląc o kolejnej książce zależy mi, aby opracowanie było nie tylko ważne, ale i aktualne. Zakładam, że okres, który musi minąć od pomysłu do wydania, nie może być dłuższy niż pół roku, nie piszemy książek przez lata. No i oczywiście najważniejszym elementem jest dobór aktualnego, ważnego klinicznie dla praktyków tematu oraz dobór autorów mądrych, doświadczonych, potrafiących przekazać w sposób jak najprostszy i konkretny swoją wiedzę i doświadczenie.Jak to się robi, że pomimo pięknej pogody i gór za oknem, w salach konferencyjnych jest pełna frekwencja?Myślę, że dwa czynniki są tu decydujące — po pierwsze dobór tematów, które są odzwierciedleniem codziennych problemów lekarzy praktyków. Drugim powodem, może jeszcze ważniejszym, jest obecność i dobór zapraszanych wykładowców-ekspertów, znawców dyskutowanych tematów. W czasie pierwszej sesji w tym roku dyskutowaliśmy o skuteczności i zagrożeniach związanych ze stosowaniem nowych i starych leków przeciwkrzepliwych w różnych sytuacjach klinicznych. Udział znawców tematu, opinie nefrologa, neurologa, dyskusja z udziałem kardiologów — to była uczta dla praktyków. Poza tym proszę sobie wyobrazić sesję z jednoczesnym udziałem profesorów Hanny Szwed, Mariana Zembali, Grzegorza Opolskiego, Lecha Polońskiego, Zbigniewa Kalarusa, Jerzego Sadowskiego — to nieczęsty widok i okazja, by wszystkich ich spotkać dyskutujących na oczach kilkusetosobowej widowni.Ogromnym zainteresowaniem cieszy się też sesja Loża Ekspertów, na pozór niemająca wiodącego tematu. W jej trakcie, pod różnymi pretekstami „wyciągamy” od ekspertów ich doświadczenia i opinie, które trudno znaleźć w oficjalnych doniesieniach.Czy tegoroczne, jubileuszowe ZDK wyróżniały się w jakiś szczególny sposób?Tak, po pierwsze starałem się zaprosić jak największa liczbę wykładowców, dzięki którym ZDK są tym, czym są. Lista obecności była naprawdę imponująca: kardiochirurdzy, kardiolodzy interwencyjni, diabetolodzy, nefrolodzy, neurolodzy, hipertensjolodzy. Po drugie, wykorzystaliśmy po raz pierwszy zupełnie nowe możliwości Centrum Kongresowego Belvedere ze świetnymi warunkami dla ponad tysiąca uczestników. Prezentem dla moich przyjaciół był jubileuszowy album pełen zdjęć z lat poprzednich, a w nim plejada gwiazd i gigantów polskiej kardiologii i medycyny. A w sobotę wieczorem, w niezwykłej atmosferze odbył się pokaz filmu „Bogowie”. W tym kontekście obecność jednego z bohaterów filmu, prof. Mariana Zembali i zespołu zabrzańskiego nabrała szczególnego znaczenia. Dla wielu osób obecnych na sali był to wzruszający powrót do przeszłości.