Wszyscy stracą
Przykład wprowadzenia w Polsce systemu dystrybucji bezpośredniej przez jeden z koncernów farmaceutycznych w połowie zeszłego roku pokazuje, że wobec sił rynkowych pozostaje bezradny nawet aparat administracyjny. Decyzja Głównego Inspektora Farmaceutycznego w przedmiocie niezgodności działań prowadzonych przez firmę z polskim prawem zaowocowała, po wielomiesięcznych grach wojennych prawników, modyfikacją systemu dystrybucji w postaci utrzymania dostaw bezpośrednich, tyle że… z terytorium Wielkiej Brytanii, dokąd władza GIF już nie sięga. Tylko czy na pewno skorzystali na tym pacjenci w Polsce?
Jak już zdążyliśmy zaobserwować w Polsce, dla pacjentów dystrybucja bezpośrednia oznacza utrudniony dostęp do leków a dla hurtowni i aptek ograniczoną możliwość realizowania zamówień. Jak się za chwilę przekonamy, koszty systemu zostaną przerzucone na apteki (np. aptekarze w Wielkiej Brytanii stracili na wprowadzeniu dystrybucji bezpośredniej 4 proc. ze swojej marży, ponieważ system ten jest droższy od tradycyjnego zaopatrzenia za pośrednictwem hurtowni) oraz na producentów generycznych, którzy będą musieli wypełnić lukę w przychodach hurtowni, związaną z przestawieniem się z droższych usług dystrybucyjnych na tańsze usługi logistyczne.
Pacjenci stracą także dlatego, że dystrybucja bezpośrednia to jeden z najskuteczniejszych sposobów ograniczania dystrybucji równoległej, jedynego mechanizmu, który wprowadza konkurencję w obszarze markowych produktów leczniczych.
Być może zamiast budować kolejne (jak się okazuje nieskuteczne) bariery administracyjne, należałoby pozwolić zadziałać wolnej konkurencji i ograniczyć koncernom farmaceutycznym możliwości rozwijania dystrybucji bezpośredniej? Europejski Trybunał Sprawiedliwości pozostawia Państwom członkowskim dużą swobodę wprowadzania tego typu regulacji.
Źródło: Puls Medycyny
Podpis: Tomasz Dzitko; Prezes Zarządu Delfarma