Wszy kontra prawa dziecka
W ubiegłym roku odnotowano dziewięć przypadków wszawicy na terenie woj. lubelskiego. To oficjalne dane. Tak naprawdę problem jest dużo większy, ponieważ rodzice zawszonych dzieci wstydzą się i go ukrywają. Podobnie jest w całej Polsce.
Związane ręce mają pielęgniarki szkolne. Nawet kiedy wiedzą, że w szkole są wszy, nie mogą przejrzeć uczniowskich głów. "Zabrania tego Konwencja Praw Dziecka - tłumaczy pielęgniarka Teresa Mazur z "Termedu" mającego gabinety w szkołach Lublina. - Na wyraźną prośbę rodzica lub wychowawcy, możemy przejrzeć włosy dziecka, ale nie przy innych uczniach. Wszystko musi się odbywać w atmosferze delikatności, bez naruszenia godności dziecka. Oczywiście dziecko także musi się zgodzić na przejrzenie głowy". Często odmawia.
Wszawica, podobnie jak świerzb, bierze się z brudu. W większości chorują dzieci w wieku szkolnym i przedszkolnym. Jednak niektórzy rodzice nie przyjmują do wiadomości, że syn lub córka roznosi chorobę zakaźną. I do lekarza nie idą. Jak zauważa dr Bogusław Wach, kierownik przychodni Skórno-Wenerologicznej w Lublinie, wszy to nie tylko problem rodzin patologicznych. "Była u mnie pani doktor, która złapała wszy na dyżurze. A poza tym jeździmy pociągami, opieramy głowę o zagłówki, których kolej nie pierze. Problem stanie się jeszcze większy po wakacjach, bo dzieci często przywożą wszy z kolonii".
Źródło: Puls Medycyny
Podpis: Ewa Stępień, Lublin