Wrocławska Klinika Chirurgii Serca przez miesiąc nie operowała

Marcin Murmyło, Wrocław
opublikowano: 19-05-2003, 00:00

Przez niemal miesiąc wrocławska Klinika Chirurgii Serca, będąca największym ośrodkiem kardiochirurgicznym na Dolnym ląsku, nie wykonała żadnego zabiegu. Przyczyną był brak pieniędzy na zakup urządzeń, m.in. oksygenatorów, niezbędnych do operacji na otwartym sercu.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna
Na Dolnym Śląsku działają dwa ośrodki kardiochirurgiczne - Klinika Chirurgii Serca Akademii Medycznej oraz Dolnośląskie Centrum Chorób Serca ?Medinet", oba we Wrocławiu. Miesięcznie można w nich wykonywać około 100 operacji, ale żeby zapewnić pomoc wszystkim mieszkańcom województwa - powinno się przeprowadzać o pięćdziesiąt więcej zabiegów na sercu. Tymczasem przez ostatni miesiąc jeden z ośrodków został całkowicie wyłączony z pracy.
Puste sale
'Nie operowaliśmy od piątku przed Świętami Wielkanocnymi. Powodem jest brak sprzętu niezbędnego do zabiegów. Brakowało wielu rzeczy, począwszy od nici chirurgicznych, protez zastawkowych, a skończywszy na oksygenatorach, natleniających krew w krążeniu pozaustrojowym" - opowiada doc. Wojciech Kustrzycki, kierownik Kliniki Chirurgii Serca Akademii Medycznej we Wrocławiu.
Opustoszałe sale Kliniki Chirurgii Serca i zamknięte na cztery spusty dwie sale operacyjne robią przygnębiające wrażenie. Na oddziale pozostali pojedynczy szczęśliwcy, czyli pacjenci, którzy zdążyli być zoperowani przed 19 kwietnia i teraz są rehabilitowani.
'Pozostałych, którzy mogą jeszcze poczekać na planowy zabieg, wypisaliśmy do domu. Pod telefonem czekają na sygnał od nas. Lekarze wiedzą, że nagłe przypadki muszą wysyłać gdzie indziej, a nie do nas. Najczęściej oznacza to kilkusetkilometrowy transport po pomoc. Zarówno nasi podopieczni, jak i my sami jesteśmy zmaltretowani i głęboko sfrustrowani tą sytuacją, która stopniowo pogarsza się od końca ubiegłego roku. Razem ze szpitalem pogrążamy się coraz bardziej" - mówi doc. W. Kustrzycki.
Dług jak garb
Klinika Chirurgii Serca wchodzi w skład Szpitala Klinicznego nr 1, należącego do wrocławskiej Akademii Medycznej. Jest to jedna z największych (649 łóżek i 36 oddziałów) i najbardziej zadłużonych placówek medycznych w województwie. Z drugiej zaś strony szpital ma najwyższy stopień referencyjny i pełni funkcję nadrzędną wobec innych ośrodków. Tymczasem ponad 60 mln zł długu powoduje, że w placówce ciągle brakuje pieniędzy, a to na sprzęt, bieliznę, a to na pensje dla pracowników. Ci ostatni oddali do sądu pracy sprawę styczniowych poborów, by przez komornika egzekwować swoje należności. W szpitalu zabrakło także funduszy na kwietniowe pensje. Dopiero dwugodzinny strajk ostrzegawczy spowodował, że znalazło się 1 mln 200 tys. złotych na wypłaty dla białego personelu. Pozostali będą musieli na swoje pensje (razem ok. 700 tys. złotych) jeszcze poczekać.
'Sytuacja szpitala jest tragiczna. Nikt tego nie ukrywa. Bez zmian systemowych, większej ilości pieniędzy w systemie opieki zdrowotnej nie będziemy sobie w stanie sami pomóc. Robimy wszystko, by znaleźć potrzebne fundusze. Ale nie jest to proste. Dlatego muszę prosić pracowników szpitala o cierpliwość" - mówi prof. Leszek Paradowski, rektor Akademii Medycznej we Wrocławiu.
Wybić się na samodzielność
'Nasze problemy są o tyle dziwne, że tak naprawdę to jesteśmy jedyną dochodową kliniką w Szpitalu Klinicznym nr 1. Z tego w ogóle jednak nie korzystamy. Długi całej placówki powodują, że nie możemy normalnie pracować. Dlatego dążymy do tego, by przenieść się do innego szpitala. W Akademickim Szpitalu Klinicznym, który również podlega AM, byłoby nam lepiej" - twierdzi doc. Wojciech Kustrzycki.
'Jeśli chodzi o wyjście Kliniki Chirurgii Serca z naszego szpitala, to jeśli będzie taka decyzja władz Akademii Medycznej, to nie będę miał nic przeciwko temu. To nie jest do końca prawda, że nasza kardiochirurgia jest aż tak opłacalna" - odpowiada dr Dariusz Wołowiec, dyrektor Szpitala Klinicznego nr 1.
Doc. Wojciech Kustrzycki ma nadzieję, że wszystko rozwinie się po jego myśli. Bo wspaniały zespół lekarzy i pielęgniarek, którzy nieraz godzili się pracować po godzinach, nie żądając za to dodatkowego wynagrodzenia, rozpadnie się, gdy kryzysowa sytuacja będzie się powtarzać. ?A nie ma na razie w naszym rejonie ośrodka, który mógłby przejąć nasze obowiązki" - podkreśla szef kliniki.
Pacjent na rozdrożu
'Nie możemy przejąć pacjentów, bo limity narzucone nam w tym roku przez Narodowy Fundusz Zdrowia pozwalają na wykonanie miesięcznie 45 operacji. W zeszłym roku miesięcznie robiliśmy 80 zabiegów. W związku z tym nie możemy zoperować wszystkich potrzebujących, zwłaszcza w momencie, gdy nie pracuje Klinika Chirurgii Serca. Chorzy muszą szukać pomocy gdzieś w Polsce" - mówi Piotr Kołtowski z Dolnośląskiego Centrum Chorób Serca ?Medinet".
Po 27 dniach w Klinice Chorób Serca znalazły się w końcu oksygenatory, niezbędne do operacji kardiochirurgicznych i ośrodek wznowił swoją działalność. 'Udało się dogadać z firmą dostarczającą te urządzenia. Dotarło do nas 46 oksygenatorów, ale część musimy zwrócić, bo wcześniej pożyczaliśmy. Jest dobrze, bo możemy pracować. Ale jak długo?" - pyta doc. Wojciech Kustrzycki.




Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Marcin Murmyło, Wrocław

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.