Więcej pieniędzy na zdrowie
"Polak ma szanse być leczony już teraz na najwyższym poziomie. To jest cud, to się w żadnym innym kraju nie może zdarzyć. Za takie pieniądze lekarze w innych krajach nie pracowaliby nawet 5 minut" - uważa Konstanty Radziwiłł, prezes Naczelnej Rady Lekarskiej. Dlatego w imieniu samorządu domaga się dla lekarzy co najmniej 5 tys. zł brutto miesięcznie lub 33 zł za godzinę dla tych, którzy pracują w ramach kontraktów.
- Zgodnie z naszym postulatem jest to dwukrotność średniego wynagrodzenia, czyli ok. 5 tysięcy złotych brutto miesięcznie lub 33 zł za godzinę dla lekarzy pracujących w ramach kontraktów. To ma być minimum lekarskie. Oczywiście lekarz ze specjalizacją powinien zarabiać więcej. To nie są jakieś obłędnie wysokie kwoty.
- Może nie są, ale skąd je wziąć? Postulat o wyższych zarobkach dla lekarzy nie jest nowy, ale dotąd nikt nie traktował go serio. Może samo wyrażanie stanowiska przez samorząd lekarski już nie wystarczy?
- W państwie są różne grupy społeczne i różne wobec nich wymagania. Gdy hutnicy, rolnicy, górnicy wyrażają swoje żądania burzliwą demonstracją, bo chodzi im o efekt przestraszenia, że naprawdę zrobią komuś krzywdę, zniszczą coś - to taki sposób działania przez te grupy jest dopuszczalny. Gdy demonstrują lekarze, co się już zdarzało, to okazuje się, że nie bardzo wypada, aby robili takie rzeczy.
Przebudowa budżetu państwa nie jest łatwa, ale jest nadzieja na to, że naszym partnerem do rozmów są nie tylko ludzie, którzy mogą się czegoś przestarszyć, ale którzy też myślą i których można przekonywać. Obecnie powinniśmy skupić się nie na samych reformach, ale na ich zasilaniu. Pieniędzy na ochronę zdrowia jest po prostu za mało. Trzeba być stukniętym fantastą tak jak ja, żeby apelować o zdecydowanie większe środki na zdrowie obywateli. Ja to mówię otwarcie: służbie zdrowia trzeba dodać 20 mld zł z budżetu. Bo podstawowym problemem jest niedostateczne finansowanie, a nie struktura systemu.
- Lekarzy pewnie nie musi pan do tego przekonywać. Ale to chyba jedyni sojusznicy...
- Rzeczywiście. Jako lekarze spodziewalibyśmy się większego poparcia dla naszych postulatów ze strony społecznej, bo przecież większe nakłady na ochronę zdrowia to nie jest tylko kwestia wyższych zarobków lekarzy, ale to więcej bezpieczeństwa dla pacjentów.
Uważam, że zadowolony, dobrze zarabiający lekarz jest najlepszym sojusznikiem pacjenta. Ale z pacjentami jest ten problem, że pacjenci to są wszyscy. Kto jest przedstawicielem pacjentów? Politycy, bo ich wybrali pacjenci albo potencjalni pacjenci.
- A może problem tkwi w tym, że nikt nie wie, ile kosztuje leczenie, jakie są koszty danej procedury medycznej? Może gdyby pacjent wiedział, byłby bardziej skłonny popierać postulat: więcej pieniędzy na zdrowie?
- Samorząd lekarski od dawna domaga się, aby przewidywać i wykazywać koszty pracy lekarzy. Dzięki naszej współpracy z Amerykańskim Towarzystwem Lekarskim możemy w Polsce wykorzystać amerykańskie doświadczenia w tworzeniu procedur medycznych oraz sposobu ich wyceny. To jest oferta samorządu dla resortu zdrowia i NFZ. 70 mln Amerykanów jest objętych czymś w rodzaju naszego funduszu, obowiązuje system liczenia kosztów. Księga procedur jest jedna dla wszystkich i nikogo nie zastanawia, dlaczego tak jest, bo panuje ogólny konsensus, że metoda, którą przyjęto do liczenia tych kosztów jest prawidłowa. Czegoś takiego w Polsce nam potrzeba, aby dojść do koszyka świadczeń i ustalić, za jakie pieniądze da się go zrealizować.
Zdaję sobie jednak sprawę, że chodzimy po linie. Niestety, na pewno okaże się wtedy, że nie da się zrobić tego, co my jako lekarze teraz robimy za te środki, które się obecnie na to przeznacza. Być może, jak okaże się, że król jest nagi, to politycy powiedzą "Hola, hola, skończmy z tą robotą. My wolimy powiedzieć społeczeństwu, że państwo gwarantuje wszystko za darmo, a wy, ludzie w białych kitlach zróbcie to też za darmo, za nas. Za nas polityków, którzy to gwarantują".
Tak to w praktyce działa dzisiaj. Lekarze narzekają, pacjenci narzekają, ale politycy mówią, że w zasadzie wszystko gra. Dlatego naszą rolą jest przekonywanie, że przyszedł czas na finansowanie zdrowia. I szukamy do tego partnerów.
- Może trzeba zawrzeć jakiś pakt z mediami?
- Media rzeczywiście jak dotąd nieczęsto popularyzują pogląd, że zdrowie potrzebuje więcej pieniędzy. Bo skoro "oni" marnotrawią pieniądze, biorą łapówki, popełniają błędy, w wyniku których ginie rocznie 36 tysięcy pacjentów, to już im nawet grosza dodatkowo nie wolno dać. To urabia opinię publiczną w znacznie większym stopniu niż stanowiska samorządu lekarskiego. Osobiście sprzeciwiam się lansowanej często w mediach tezie, że pieniędzy trzeba więcej, ale nie można wlewać wody do dziurawego garnka. To jest mit: garnek wcale nie jest dziurawy, jest już zalepiony ze wszystkich stron. Moim zdaniem, tak genialnego wykorzystania pieniędzy jak w polskiej służbie zdrowia, w porównaniu z innymi systemami, nie ma na świecie.
Polak ma szanse być leczony już teraz na najwyższym poziomie. To jest cud, to się w żadnym innym kraju nie może zdarzyć. Za takie pieniądze lekarze w innych krajach nie pracowaliby nawet 5 minut.
Źródło: Puls Medycyny
Podpis: Magda Sowińska