Inni zaś, np. po operacji zaćmy, kiedy ostrość widzenia zdecydowanie się poprawia, nadal nie są zadowoleni, ponieważ wydaje im się, że mogliby widzieć lepiej.
Czy jest to medyczne potwierdzenie, że każdy z nas widzi świat inaczej, nie tylko mentalnie, ale wręcz fizycznie. Czy jeśli ktoś nie zauważa pewnych rzeczy, to dlatego, że nie chce, czy że ich naprawdę nie widzi? Byłoby to chyba za proste wytłumaczenie i profesor raczej nie byłby zadowolony z takiego skrótu myślowego poczynionego na podstawie jego obserwacji.
Skłania mnie to jednak do refleksji na temat postrzegania świata. Czy widzimy tylko to, na co patrzymy? Nie patrzymy już sercem? Może właśnie o to chodzi, że widzimy na tyle, na ile jesteśmy w stanie lub chcemy włożyć w to serca czy raczej, ile chcemy zobaczyć.
Wiadomo, że mózg przetwarza jedynie informacje, które docierają do człowieka, ale to my decydujemy, co jest widoczne dla naszych oczu. Nie jestem w swych rozważaniach specjalnie oryginalna, bo już ktoś zawarł je w takich powiedzeniach „co z oczu to z serca”, „miej serce, patrz w serce”, „oczy zwierciadłem duszy”.
Wracając do obserwacji prof. Szaflika, zastanawia mnie jedynie, czy można medycznie wpłynąć nie na to, jak widzimy, ale na to, jak chcemy widzieć. Być może okuliści i psychiatrzy już wspólnie nad tym się zastanawiali. I nie chodzi tu o wykorzystanie percepcji podprogowej, którą zawłaszczył sobie świat reklamy, ale o poszerzenie pola widzenia ponad to, co nam jest wygodnie widzieć, a czego nie chcemy zauważać. Zbliżyłoby nas to do odkrycia leku, który odmieniłby świat, leku na chorobę, która ogarnia po części nas wszystkich — znieczulicę.