W obronie zawodu
O inicjatywie obywatelskiej w sprawie nowelizacji pakietu prawa farmaceutycznego oraz ustawy o izbach aptekarskich z dr Leokadią Danek, wiceprezesem Naczelnej Rady Aptekarskiej rozmawia Ewa Szarkowska.
- Już jesienią 2002 r., kiedy kończyły się obrady parlamentu nad nowelizacją prawa farmaceutycznego, było dla nas jasne, że nie da się już niestety nic wywalczyć. W tej sytuacji jedynym rozwiązaniem, jakie można było przyjąć, było opracowanie własnego projektu koniecznych naszym zdaniem zmian i zgłoszenie go pod obrady Sejmu jako obywatelskiej inicjatywy ustawodawczej. Naczelna Rada Aptekarska uznała, że będzie dobrze, jeśli w komitecie inicjatywy znajdą się przedstawiciele wszystkich okręgowych izb aptekarskich, reprezentacja hurtowników oraz eksperci z prawa farmaceutycznego. I tak w sumie w komitecie uzbierało się 35 osób.
- Marszałek Sejmu zarejestrował Komitet Inicjatywy 19 maja. Oznacza to, że do 18 sierpnia musicie zebrać co najmniej 100 tys. ważnych podpisów, popierających projekt. Czy jesteście pewni, że to się wam uda?
- Jesteśmy przekonani, że nie będzie z tym problemów. W całej Polsce jest 10 tysięcy aptek i w większości z nich wyłożone są listy, na które wpisują się zarówno aptekarze, jak i pacjenci. Jeśli więc nawet połowa aptek zgromadzi po 20 podpisów, to już będzie 100 tysięcy. Jednak z uwagi na ewentualne pomyłki, chcemy zebrać ich więcej.
- Obywatelski projekt zawiera kilkadziesiąt poprawek w obecnie obowiązujących zapisach prawa farmaceutycznego. Jakie są szanse, że zyskają one zrozumienie wśród posłów i senatorów?
- Większość zapisów nie powinno budzić kontrowersji, ponieważ według nas po prostu zostały one w sposób wadliwy skonstruowane. Wydaje się, że z poglądem tym zgadza się także Ministerstwo Zdrowia, które też przygotowuje nowelizację tej ustawy.
- W projekcie znów uparcie walczycie o nazwę zawodu ?aptekarz". Dlaczego?
- Nazwa ?aptekarz" ma w Polsce wielowiekową tradycję. Ale nie chodzi tylko o nazwę. Obecnie prawo do wykonywania zawodu aptekarza ma 95 proc. magistrów farmacji. Już za pięć lat, w związku z reorganizacją studiów, będą je mieli wszyscy absolwenci studiów farmaceutycznych. Teraz wszyscy magistrowie farmacji są członkami izb aptekarskich, co wiąże się z obowiązkowym opłacaniem składek i poddaniem się sądownictwu zawodowemu, mimo że nie uzyskały prawa do wykonywania zawodu aptekarza, nie pracują ani w aptece, ani w hurtowni farmaceutycznej.
- Obecne prawo umożliwia posiadanie apteki w Polsce praktycznie każdemu, mimo braku wykształcenia farmaceutycznego. Projekt zmian zakłada, że zezwolenie na prowadzenie apteki będzie mógł dostać tylko aptekarz, spółka partnerska aptekarzy, spółka jawna aptekarzy bądź spółka jawna aptekarza z osobą fizyczną.
- Prawie we wszystkich krajach Unii Europejskiej uprawnienia do prowadzenia apteki mają tylko osoby z wykształceniem farmaceutycznym. Uznano bowiem, że ograniczenie praw do prowadzenia apteki jest w pełni uzasadnione z uwagi na interes publiczny, w tym przypadku zdrowie i życie pacjentów. Nie ulega wątpliwości, że zdecydowanie lepszą gwarancją dobrej pracy apteki jest właściciel-aptekarz, który rozumie, że apteka to nie jest miejsce, gdzie się tylko zarabia, ale również realizuje własne zawodowe ambicje.
- Dlaczego zgadzacie się na spółkę aptekarza z przedsiębiorcą, ale tylko jako osobą fizyczną?
- Wykluczamy spółki z osobowością prawną, ponieważ w aptece musi być określona odpowiedzialność osobista za zdrowie i życie pacjentów. Nie może być tak, że powstają spółki, otwierają apteki, ich właściciele się zmieniają i nie wiadomo, kto za nie odpowiada. I zostaje kierownik apteki, w świetle prawa ponoszący pełną odpowiedzialność, a w praktyce jako najemny pracownik mający bardzo ograniczone możliwości decydowania. Mamy już przykłady świetnych aptekarzy, którzy mają kłopoty z właścicielami, do zwolnienia z pracy włącznie, tylko dlatego, że sprzeciwiają się sprzedaży w aptece farby do włosów, proszków do prania czy lakierów do paznokci. Powstają też spółki z o.o., których udziałowcami są lekarze i którzy omijają w ten sposób zakaz prowadzenia apteki przez lekarzy. Hurtownie farmaceutyczne wydzielają spółki-córki i występują o prowadzenie aptek, omijając w ten sposób zakaz łączenia hurtu z detalem.
- Skąd postulat ograniczenia w rozmieszczeniu aptek?
- Nie wymyślamy nic nowego. W całej Europie przy wydawaniu zezwolenia na prowadzenie apteki obowiązuje kryterium demograficzne lub geograficzne. My proponujemy, by na jedną aptekę przypadało ok. 5 tys. mieszkańców. Takie ograniczenia muszą się pojawić, bo już przy obecnych warunkach apteki padają. Tylko w Małopolsce już w tym roku zlikwidowano siedem aptek, a w Polsce 3 hurtownie. Według analityków, w najbliższym czasie likwidacji musi ulec ok. 3 tysięcy aptek w całej Polsce, szczególnie w dużych miastach, by pozostałe nie padły, pociągając za sobą hurt i przemysł.
- Konsekwentnie proponujecie przyjęcie zasady ?jeden aptekarz - jedno zezwolenie".
- Chcemy skreślenia obecnego zapisu, z którego wynika, że jeden właściciel może mieć do 10 proc. aptek ogólnodostępnych na terenie Polski. Oczywiste jest, że ze względów logistycznych żaden właściciel nie będzie chciał mieć aptek rozrzuconych w całym kraju, że łatwiej przejąć mu jedno województwo. A to oznacza, że w jednym ręku może znaleźć się cały rynek apteczny na przykład w Małopolsce albo we wszystkich województwach północnej Polski, gdzie nawet nie ma 1000 aptek. Uważamy, że taka koncentracja aptek jest niedopuszczalna.
Źródło: Puls Medycyny