W najbliższych latach można się spodziewać epidemii ciąż wielopłodowych
Doskonalenie technik wspomaganego rozrodu spowodowało niemal epidemię ciąż wielopłodowych. Niektórzy przewidują, że w 2050 roku w co drugim porodzie przychodzić będą na świat bliźnięta.
Choć w Polsce trudno jeszcze nazywać tę sytuację epidemią, liczba ciąż bliźniaczych w ostatnich latach zwiększyła się w sposób znaczący. W samym tylko Instytucie Centrum Zdrowia Matki Polki w Łodzi w każdym tygodniu zgłaszają się dwie-trzy pacjentki z ciążami bliźniaczymi (dla porównania: w całym 1994 r. było ich 10-15 w roku). ,Ciąża bliźniacza nie zawsze niestety oznacza szczęście razy dwa. Wszystkie ciąże, w których matka nosi w łonie więcej niż jeden płód są ciążami podwyższonego ryzyka" - mówi prof. Maria Respondek-Liberska z CZMP.
Bardziej powikłanie niż chluba
Tak znaczny wzrost ciąż wielopłodowych związany jest ze stosowaniem farmakoterapii zalecanej w przypadku rozrodu wspomaganego. ,To pokłosie postępu medycyny dotyczy głównie kobiet, które w pierwszych latach swojej prokreacji nie chciały mieć dzieci i stosowały antykoncepcję. Kiedy zdecydowały się na pierwsze dziecko, były już w na tyle dojrzałym wieku, że pojawił się kłopot z zajściem w ciążę. Wtedy zaczęto stymulację farmakologiczną, co w wielu przypadkach kończy się liczniejszą ciążą. A to nie jest już chluba medycyny, lecz raczej powikłanie" - uważa prof. M. Respondek-Liberska.
Same techniki stosowane przy wspomaganiu rozrodu sprzyjają takim ciążom. Zarówno podczas indukcji jajeczkowania zwiększana jest liczba wyprodukowanych komórek jajowych, które mają szansę być równocześnie zapłodnione, jak i podczas zapłodnienia pozaustrojowego do jamy macicy wprowadzany jest więcej niż jeden zarodek.
Lekarze wykonujący zabieg nie mają wpływu na liczbę powstających po stymulacji jajeczek. Kobiety na tę samą dawkę leku reagują w różny sposób. ,To rzecz przypadku. Zasadą przy zapłodnieniu pozaustrojowym jest wprowadzenie trzech zarodków, bo i tak często nie przyjmuje się żaden" - tłumaczy prof. Elżbieta Ronin-Walknowska z Kliniki Medycyny Matczyno-Płodowej Katedry Położnictwa i Ginekologii w Szczecinie, jednocześnie przewodnicząca Polskiego Towarzystwa Gemeliologicznego.
Zdarza się oczywiście, że przyjmą się wszystkie zarodki. W niektórych krajach w takim przypadku przeprowadza się ich redukcję. ,To jednak bardzo trudne decyzje etyczno-moralne. Bo skąd mamy wiedzieć, który zarodek zredukować? Skąd możemy mieć pewność, czy ciąża będzie się rozwijać prawidłowo i czy pozostawiony zarodek lub zarodki rozwiną się w zdrowe dzieci?" - zastanawia się prof. E. Ronin-Walknowska.
Problemy z ciążą wielopłodową
Ciąże wielopłodowe nie są ciążami fizjologicznymi i mogą powodować powikłania, nie tylko takie same jak w ciąży pojedynczej, ale też charakterystyczne wyłącznie dla ciąży wielopłodowej.
W związku z powszechniejszym dostępem do badań USG, coraz częściej i bardziej precyzyjnie można określić nieprawidłowości u płodów. Często tylko jeden z płodów ma wadę - podobnie jak w ciąży pojedynczej. Tyle tylko, że gdy płodów jest więcej, sytuacja ta z punktu widzenia perinatologicznego i położniczego jest o wiele bardziej skomplikowana. Powstaje przede wszystkim dylemat, czy lekarz bardziej powinien zająć się zdrowym, czy chorym dzieckiem, dylemat szczególnie trudny do rozwiązania, gdy działania te wykluczają się.
Są też zmiany charakterystyczne wyłącznie dla ciąży wielopłodowej (zespół przetoczenia między bliźniętami, deformacja jednego z bliźniąt, bliźnięta nierozdzielone). ,Dlatego u kobiet z ciążą pojedynczą proponujemy trzykrotne badanie ultrasonograficzne (w 12, 20 i po 32. tygodniu ciąży), a w ciąży wielopłodowej wykonujemy jeszcze dodatkowe badania (w 12, 20, 24 i 26. tygodniu ciąży)" - mówi prof. M. Respondek- Liberska.
Najistotniejsze z medycznego punktu widzenia w ciąży bliźniaczej jest badanie w 12. tygodniu ciąży. Pozwala ono - poza stwierdzeniem liczby zarodków - określić także typ ciąży (jednokosmówkowa, dwukosmówkowa, jednoowodniowa, dwuowodniowa). To konieczne, by opieka nad ciężarną mogła być celowana i zaplanowana, a tym samym - bardziej skuteczna. Tymczasem bardzo często lekarze nie przykładają do tego wagi.
Niedoceniane USG
W Polsce ultrasonografia wciąż jest traktowana po macoszemu. Na Zachodzie, by uzyskać tytuł specjalisty z położnictwa, ginekologii, neonatologii, pediatrii czy kardiologii trzeba odbyć sześciomiesięczny staż z ultrasonografii. U nas szkolenie trwa dwa tygodnie i jest tylko zalecane, nie zaś obowiązkowe. To sprawia, że zdobyta wiedza często umyka. Ginekolodzy nie przykładają wagi do daty pierwszego USG.
Do CZMP w Łodzi trafiła ostatnio pacjentka, u której w szóstym tygodniu stwierdzono prawidłową ciążę pojedynczą. Tymczasem gdy badanie powtórzono w 18. tygodniu, okazało się, że są to zroślaki. ,Tego po prostu nie dało się stwierdzić tak wcześnie, więc to badanie okazało się kompletnie nieprzydatne. Jednak zbyt późno zrobione badanie USG, szczególnie w ciąży wielozarodkowej, utrudnia z kolei określenie wielu parametrów i pozostaje nam wyłącznie działanie po omacku. Na odpowiednie pytania można bowiem odpowiedzieć tylko w konkretnych terminach. Dlatego tak ważne jest, by lekarze mieli odpowiednią wiedzę, jak i kiedy wykonywać badania USG. Skoro mamy w rękach tak pożyteczne narzędzie, powinniśmy je lepiej wykorzystywać" - uważa prof. M. Respondek-Liberska. Dlatego jako specjalista w tej dziedzinie prof. M. Respondek-Liberska napisała list otwarty do ministra zdrowia w sprawie szkoleń i opłat za badanie USG. Jej zdaniem, tak jak badania te są zróżnicowane i mogą trwać od 10 minut do 1,5 godziny, tak powinny być zróżnicowane gabinety (wyposażone w różnej klasy sprzęt i obsługiwane przez osoby z różnymi kwalifikacjami). Pomysł kategoryzacji gabinetów w zależności od rodzaju wykonywanych w nim badań (skrining, badania celowane, terapia płodu, edukacja) jest już stosowany w Europie Zachodniej (szczegóły na stronie: www.fetalecho.z.pl)
Więcej dzieci, więcej problemów
Nawet jeśli wszystkie dzieci są zdrowe, ciąża wielopłodowa wciąż pozostaje ciążą zwiększonego ryzyka. Największym problemem jest przedwczesny poród (im więcej dzieci, tym wcześniej ciąża się kończy), macica nie jest bowiem przygotowana do aż tak dużego rozciągnięcia. Czasami lekarze podejmują decyzję, że ciążę trzeba zakończyć wcześniej z powodu powikłań. Tymczasem każde wcześniactwo zagrożone jest większą umieralnością. Nie wolno też zapominać o tym, że ciąża wielopłodowa jest znacznym obciążeniem także dla zdrowia kobiety. Relacje: dziecko-kobieta są innego rodzaju niż przy ciąży pojedynczej. Ta sytuacja stawia zwiększone wymagania układowi krążenia i układowi oddechowemu matki. Znacznie częściej występuje też nadciśnienie, stan przedrzucawkowy, cukrzyca czy wielowodzie. Tak duża eksploatacja organizmu może zakończyć się też innymi problemami zdrowotnymi matki.
Ciąża wielopłodowa oznacza jednak nie tylko problemy medyczne, ale także ekonomiczne i społeczne. Ciężarne, które noszą kilkoro dzieci, najczęściej na którymś etapie ciąży wymagają hospitalizacji, znacznie częściej mają wykonywane badania - tym samym opieka nad nimi jest droższa. Urodzenie kilkorga dzieci wcześniaczych jednocześnie oznacza też długą, czasem wielomiesięczną, bardzo kosztowną opiekę nad nimi na OIT. Wiele z dzieci może mieć wady rozwojowe wymagające rehabilitacji. No i w końcu, gdy dzieci trafiają ze swoimi rodzicami do domu, to jak bardzo nie byłyby kochane - są dla nich sporym obciążeniem.
Źródło: Puls Medycyny
Podpis: Monika Wysocka