W medycynę z butami [FELIETON Marka Stankiewicza]
W medycynę z butami [FELIETON Marka Stankiewicza]
W murach narodowego areopagu przy ul. Wiejskiej toczy się zacięty bój o jakość w ochronie zdrowia. Choć to wiadomość z pozoru krzepiąca, obradom nagle zafundowano zawieszenie broni. Co gorsza, nie wiadomo, na jak długo. Nowe prawo miało ułatwiać zgłaszanie zdarzeń niepożądanych. Tymczasem srogie zapisy w projekcie ustawy wysadzają w powietrze popularną w wielu demokracjach ideę systemu no-fault.

Ale czy lekarze naprawdę mają czego się obawiać w związku z zakusami przykładnego ich ukarania? Straszenie lekarzy w Polsce ma już swoją legendę, a rozprawianie o ich błędach jest tak stare, jak medycyna. Zresztą co ma powiedzieć np. kierowca, który w środku nocy przemknie przez opustoszałe skrzyżowanie na czerwonym świetle, a wykroczenie zarejestruje fotoradar. Pech czy wizja utraty prawa jazdy? Kodeksy drogowe ostrzegają o szczególnej ostrożności, a etyczne kodeksy lekarskie przypominają o należytej staranności. Szkopuł w tym, że nie ma jednego, powszechnie obowiązującego wzorca zachowania należytej staranności, bo nie ma możliwości stworzenia go dla wszystkich sytuacji. Koncepcja należytej staranności odnosi się do faktycznych lub potencjalnych negatywnych skutków.
Poszukiwanie idealnego wzorca nie jest łatwym zadaniem. Do pewnego stopnia jest to pusty zapis, co czyni go kompatybilnym z bardzo nietypowymi sytuacjami. Wiele towarzystw naukowych stale poszukuje własnej deontologii instytucjonalnej, podczas gdy inne mają do czynienia z rozwojem prowizorycznych i częściowych reguł. Tworzy to anomalie, których nie będzie łatwo przywrócić do normalności.
Jesteśmy zatem świadkami zmiany, która dopóki nie zostanie w pełni określona, etyka lekarska będzie doświadczać napięć, miejmy nadzieję konstruktywnych, w celu ustalenia granic między konieczną jednością a pożądaną różnorodnością, zarówno pod względem skodyfikowanych zasad i przepisów, jak i sposobu stosowania reżimu dyscyplinarnego.
Niektórzy lekarze odrzucają interwencje prawników, filozofów, feministek i innych krytyków społecznych, nieznających realiów życia medycznego i szpitalnego. Jak dotąd nikomu nie udało się przedstawić opinii, która zadowoliłaby wszystkich. Zaryzykuję stwierdzenie, że wszyscy zgadzamy się co do tego, że wykonywanie zawodów medycznych wymaga spełnienia dwóch zasadniczych kryteriów: wiedzy eksperckiej i określonej etyki.
Historia dowodzi, że od czasów Hipokratesa nauki medyczne i etyka lekarska zawsze chodziły ze sobą pod rękę. Kodeksy stały się powoli destylowaną esencją doświadczenia mistrzów. Swoje rady, aforyzmy i zasady rozpowszechniali w zależności od tego, czy sprostały testowi etyki klinicznej. To lekarze w szpitalach lub na forach specjalistów po wielu dyskusjach i testach empirycznych ustalali za obopólną zgodą, jakie wymagania w zakresie wiedzy, umiejętności i rzetelności powinni spełniać koledzy przed przyjęciem do samodzielnej pracy w szpitalach.
Lekarz jest ponoć zwykłym człowiekiem, który w zasadzie nie potrzebuje etyki w swojej pracy: jest związany zwykłą etyką. Jednak w jego normalnej pracy istnieją okoliczności, w których kodeks może zapewnić inspirację, wskazówki i pomyślne rozwiązanie. Z drugiej strony, chociaż lekarza obowiązuje powszechna etyka, nie ma on do czynienia ze zwykłymi ludźmi. Relacja między pacjentem a lekarzem nie jest ani zrównoważona ani symetryczna: lekarz zajmuje w niej uprzywilejowaną pozycję, którą bardzo łatwo byłoby mu nadużyć. Musi mieć więc umiarkowaną władzę, aby mu wyraźnie powiedziano, że istnieją działania i zaniechania, które nie są właściwe lub brakuje im moralnej prawości.
Kodeks zachęca lekarza do postępowania powyżej wymaganego prawem minimum i przekonuje go do dobrego wykorzystania przyznanych mu prerogatyw w celu ułatwienia i usprawnienia pracy na rzecz pacjentów. W tym indywidualnym wymiarze kodeks pełni funkcję przewodnika, inspiracji, ułatwiając w natłoku pracy lekarza szybkie podejmowanie decyzji z zapewnieniem, że będzie ona zgodna z etosem zawodowym. W tym sensie kodeksy pełnią funkcję pamięciową.
Prawo nigdy nie może stać się nahajką w ręku mściciela ani narzucać, a nawet sugerować praktykowania pewnych wartości, cnót, postaw i obowiązków, które są przynależne lekarskiej profesji. Mają one bowiem swoje naturalne miejsce w kodeksie etycznym.
W kontekście publicznym kodeksy odgrywają również ważną rolę informacyjną. Ich poznanie przez społeczeństwo przyniosłoby skok jakościowy w pracy służby zdrowia. Są już w Internecie, ale powinny być również dostępne w poczekalniach ośrodków zdrowia i prywatnych praktykach, w salach i na korytarzach szpitali, aby pacjenci i ich bliscy mogli się z nim zapoznać. A tym samym dowiedzieli się o stopniu człowieczeństwa i umiejętności lekarzy, którzy ich leczą; a także godności i szacunku, które muszą kształtować dwustronną relację lekarz-pacjent. W tym sensie można mówić o odkrywczej funkcji kodeksu, o ile głosi on pacjentom i ich bliskim zobowiązania, jakie dobrowolnie przyjmują na siebie lekarze.
Istnieje tylko kilka krajów, w tym Austria i Meksyk, w których nie ma kodeksu etycznego ani jurysdykcji dyscyplinarnej zarządzanej przez samorząd lekarski. Etyka zawodowa jest tam całkowicie pochłonięta właściwym prawem medycznym. To właśnie sędziowie powszechni orzekają w sporach medycznych. Jest tylko jeden gracz: sądownictwo, nie ma więc możliwości dialogu i komunikacji między regułą prawną a regułą deontologiczną.
Kodeks etyki lekarskiej nie unosi się w społecznej próżni. Jest społecznie legitymizowany przez swój charakter jako odpowiedź lekarskiej profesji społeczeństwu obywatelskiemu. Ukazuje zakres i intensywność zobowiązań etycznych, do których są zobligowani jego lekarze, a których dopiero naruszenie upoważnia do zastosowania wobec nich ściśle określonych sankcji i kar.
Źródło: Puls Medycyny
W murach narodowego areopagu przy ul. Wiejskiej toczy się zacięty bój o jakość w ochronie zdrowia. Choć to wiadomość z pozoru krzepiąca, obradom nagle zafundowano zawieszenie broni. Co gorsza, nie wiadomo, na jak długo. Nowe prawo miało ułatwiać zgłaszanie zdarzeń niepożądanych. Tymczasem srogie zapisy w projekcie ustawy wysadzają w powietrze popularną w wielu demokracjach ideę systemu no-fault.
Marek Stankiewicz
Dostęp do tego i wielu innych artykułów otrzymasz posiadając subskrypcję Pulsu Medycyny
- E-wydanie „Pulsu Medycyny” i „Pulsu Farmacji”
- Nieograniczony dostęp do kilku tysięcy archiwalnych artykułów
- Powiadomienia i newslettery o najważniejszych informacjach
- Papierowe wydanie „Pulsu Medycyny” (co dwa tygodnie) i dodatku „Pulsu Farmacji” (raz w miesiącu)
- E-wydanie „Pulsu Medycyny” i „Pulsu Farmacji”
- Nieograniczony dostęp do kilku tysięcy archiwalnych artykułów
- Powiadomienia i newslettery o najważniejszych informacjach