W 2004 roku preferowane będą epidemiologia, geriatria, medycyna rodzinna, onkologia kliniczna, patomorfologia i rehabilitacja
Ministerstwo Zdrowia zmienia zasady podziału miejsc rezydenckich między poszczególne dziedziny medycyny. Decydować ma zapotrzebowanie na specjalistów, a nie zainteresowania lekarzy.
Więcej rodzinnych
Ponieważ środki budżetowe na kształcenie specjalistów są z roku na rok coraz mniejsze, zasadne są obawy, że niektóre, nie uznane za priorytetowe specjalności, w ogóle nie zostaną uwzględnione. Lekarze, którzy już teraz zaczynają przygotowania do kolejnej wiosennej sesji kwalifikacyjnej (do podziału tylko 300 rezydentur), nie powinni być więc zaskoczeni, jeśli będą miejsca rezydenckie w dziedzinie patomarfologii, a nie będzie - w chirurgii czy ginekologii. Ministerstwo zdecydowało, że rezydentury będą przyznawane przede wszystkim w tych dziedzinach medycyny (jak patomorfologia czy epidemiologia), które są rzadko wybierane przez kandydatów do szkolenia specjalizacyjnego i w których występują w związku z tym niedobory kadrowe.
Drugim wyznacznikiem jest zapotrzebowanie na specjalistów wynikające z koncepcji systemu ochrony zdrowia. Będą więc na pewno rezydentury w dziedzinie medycyny rodzinnej, bo zapotrzebowanie podstawowej opieki zdrowotnej na takich specjalistów szacuje się na ok. 20 tys. lekarzy, a aktualnie w Polsce pracuje tylko 5,5 tys. osób z tytułem lekarza rodzinnego. Podobnie niewystarczająca w stosunku do potrzeb jest liczba specjalistów onkologii klinicznej. Rozwój nowych form organizacji udzielania świadczeń, takich jak hospitalizacja jednego dnia i hospitalizacja domowa wymagają zaś przygotowania odpowiedniej kadry specjalistycznej z zakresu rehabilitacji medycznej, a rozwijanie opieki długoterminowej - wykształcenia specjalistów w dziedzinie geriatrii.
Niekomercyjne specjalizacje
Resort uznał, że skoro środków na szkolenie specjalizacyjne jest coraz mniej, lepiej przeznaczać je na rezydentury dla lekarzy, którzy będą mieli po jej ukończeniu gwarancję zatrudnienia. Zaakceptował tę zasadę w trakcie konsultacji społecznych także samorząd lekarski.
?Lepiej ze środków budżetowych finansować te dziedziny, które są deficytowe, niekomercyjne, mało popularne, a potrzebne. Niewielu młodych lekarzy kończących studia chce być epidemiologiem czy patomorfologiem - uważa prof. Jerzy Kruszewski, przewodniczący Komisji Kształcenia Medycznego Naczelnej Izby Lekarskiej. - Po co kształcić kolejnego chirurga czy pediatrę bez gwarancji pracy, skoro są stacje sanitarno-epidemiologiczne, w których nie ma ani jednego epidemiologa. Miejsca pracy czekają też w medycynie sądowej". Jego zdaniem, lekarz, który chce otworzyć specjalizację, powinien zastanowić się, czy woli być np. bezrobotnym chirurgiem, czy wybrać niekomercyjną, ale zapewniającą pracę dziedzinę medycyny.
Źródło: Puls Medycyny
Podpis: Beata Lisowska