Ugryzienie przez grzechotnika - rzadki przypadek
Sukcesem zakończyła się walka lubelskich toksykologów o życie 15-latka ugryzionego przez grzechotnika. Pacjent czuje się dobrze. Po prawie dwóch tygodniach pobytu w szpitalu, wyszedł do domu 26 stycznia.
"W jadzie grzechotnika jest około 50 czynnych substancji biologicznych - mówi dr Hanna Lewandowska-Stanek, ordynator Oddziału Toksykologii Wojewódzkiego Szpitala im. Jana Bożego w Lublinie. - Największe znaczenie kliniczne mają enzymy, których w jadzie jest 25. A wśród nich proteinazy i peptydazy, które już od momentu ukąszenia powodują martwicę tkanek w miejscu ugryzienia. Kolejna grupa enzymów mająca znaczenie to fosfolipazy, które uszkadzają błony komórkowe, ułatwiając penetrację toksyn do wnętrza komórek. W wyniku tych działań dochodzi do hemolizy krwi. Obraz kliniczny opiera się na zaburzeniu równowagi między krzepnięciem a fibrynolizą".
Dr H. Lewandowska-Stanek dodaje, że w czasie działania jadu dochodzi do koagulopatii ze zużycia, wyrażonej zespołem wykrzepiania wewnątrznaczyniowego, tzw. zespołem DIC. "Niezależnie od działania na układ krzepnięcie-fibrynoliza, jad węża oddziałuje na płytkę nerwowo-mięśniową - kontynuuje dr H. Lewandowska-Stanek. - Jest to związane z obecnością substancji skierowanych przeciw receptorom acetylocholiny na błonach postsynaptycznych. A to objawia się drętwieniem i parastezjami, np. palców rąk, co obserwowaliśmy u naszego chorego".
Pacjent trafił do szpitala w drugiej dobie od ugryzienia. Leczenie polegało na zabezpieczeniu miejsca ukąszenia, które było obrzęknięte, twarde, zapalne, bolesne, z wyraźną linią demarkacyjną przesuwającą się w kierunku klatki piersiowej. Rękę unieruchomiono, chłodząc ją kompresami.
"Zwykle pierwsza pomoc w podobnych ugryzieniach polega na tym, aby nie dopuścić do rozprzestrzeniania się jadu - zauważa lekarka. - W tym celu zakłada się opaskę uciskową powyżej miejsca ukąszenia, w ten sposób, aby nie zanikło tętno na obwodzie. Opaskę zdejmuje się po podaniu surowicy, którą aplikuje się do 4-5 godzin od ukąszenia. Ponieważ nasz pacjent pojawił się u nas dużo później, zastosowanie opaski i surowicy było bezsensowne".
Postępowanie lubelskich toksykologów polegało na monitorowaniu układu krzepnięcia co 2 godziny oraz uzupełnianiu niedoborów. "U naszego pacjenta stwierdziliśmy niedobory fibrynogenu, wydłużone czasy układu protrombiny, obecność dedimerów potwierdzających przyspieszony proces fibrynolizy - opisuje H. Lewandowska-Stanek. - A od trzeciej doby obserwowaliśmy spadek antytrombiny III, aż do wartości zerowej w czwartej dobie. Choremu podaliśmy plazmę antyhemofilową i krioprecypitat".
W siódmej dobie doszło do drastycznego spadku liczby płytek krwi, dlatego podano pacjentowi koncentrat krwinek płytkowych. Od ósmej doby chłopak zaczął zdrowieć. Po 12 dniach wyszedł ze szpitala z zaleceniem oszczędzającego trybu życia: zmniejszenia ruchliwości, zastosowania diety o typie wątrobowym oraz następnej wizyty za dwa tygodnie celem skontrolowania parametrów krwi.
Sprawą grzechotnika zajęła się prokuratura. "Szukamy osoby, która sprzedała chłopakowi jadowitego węża, narażając go na utratę życia lub ciężkie uszkodzenie ciała - mówi Mirosława Czuba z Prokuratury Rejonowej w Lublinie. - Przekażemy też sprawę do sądu dla nieletnich, bo przetrzymywanie zwierząt niebezpiecznych poza ogrodami zoologicznymi, placówkami naukowymi i cyrkami podlega karze aresztu lub grzywny".
Źródło: Puls Medycyny
Podpis: Ewa Stępień, Lublin