Udany kongres kardiologów 2008

Monika Wysocka
opublikowano: 15-10-2008, 00:00

Świetna organizacja, doskonała lokalizacja i coraz wyższy poziom merytoryczny - to najczęściej powtarzane opinie na temat XII Międzynarodowego Kongresu Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego, który odbył się 25-27 września 2008 r. w Poznaniu.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna
W halach wystawowych Międzynarodowych Targów Poznańskich spotkało się prawie 4,5 tys. lekarzy oraz niemal 800 wystawców (wśród nich Puls Medycyny). Organizatorzy - poznańska Klinika Kardiologii AM na czele z prof. Romualdem Ochotnym, prof. Andrzejem Cieślińskim i prof. Stefanem Grajkiem - przygotowali dla nich około tysiąca spotkań, wykładów i prezentacji najnowszych badań naukowych, nowych metod diagnostycznych i zaleceń terapeutycznych z różnych obszarów kardiologii, kardiochirurgii i nauk pokrewnych.

Zadowoleni organizatorzy

Nastawiony sceptycznie do pochwał prof. Roman Ochotny, pożalił się, że jest wielu malkontentów, którzy nie zauważają rzeczy drobnych, ale dających temu spotkaniu nową jakość. „Nowością w europejskim wydaniu było przedstawianie programu na wielkich plazmach wystawionych przed salami wykładowymi. Czas poszczególnych wystąpień odmierzany był zegarem widocznym w rogu ekranu każdej prezentacji, co nie dość, że porządkuje, to także ułatwia prowadzącym prezentację - nie trzeba nerwowo zerkać na zegarek lub na gospodarzy sesji, którzy pod koniec wystąpienia wykonują mniej lub bardziej nerwowe ruchy. I - choć to może zabrzmi śmiesznie - uczestnicy mogli chodzić po wykładzinie, a to zupełnie inna jakość" - zachwalał organizator kongresu.
Uroczysta inauguracja zjazdu w tym roku trwała wyjątkowo długo, do czego w dużej mierze przyczynił się wykład prof. Roberta Jonesa pt. „How Polish patients benefited and will benefit form the STICH trial". Ponieważ jednak profesor chwalił polskich kardiologów za pasję leczenia, empatię i dużą wiedzę, a nawet powiedział, że mogą być z siebie dumni - zapewne nikt nie miał mu za złe nieco przydługiego wystąpienia.

Bazar czy spotkania intergracyjne?

Poza wytężoną pracą naukową odbywały się liczne spotykania towarzyskie, bo - jak przyznał jeden z lekarzy - to też ważny cel każdego kongresu. W ciągu dnia spotkać się można było na „spacerze" pomiędzy licznymi stoiskami firm farmaceutycznych i sprzętowych. Atrakcji nie brakowało: oprócz ulotek nt. leków i poważnych publikacji można było skompletować kolekcję długopisów, notatników, mydełek czy słodyczy. Trochę więcej wysiłku (zazwyczaj chodziło o wypełnienie ankiety) wymagało zdobycie ekologicznej torby, zegara lub portfela. Za udział w wybranej sesji naukowej należał się czasami podręcznik specjalisty lub... zestaw afrodyzjaków.
W hali wystawienniczej można było się posilić, napić soku ze świeżych owoców, dobrej kawy czy specjalnie parzonej herbaty, ale też podszkolić (biorąc udział w konkursach) lub rozerwać (jazda na symulatorze, przyspieszony kurs tanga argentyńskiego lub nieco... spłycony - nurkowania).
Centralnym punktem zjazdu było jak zwykle spotkanie wszystkich uczestników - w tym roku atrakcją wieczoru był zespół Manaam. Wieczorna impreza świadczy o całym kongresie. „Jeśli jest udana, wpływa na atmosferę całego zjazdu" - twierdzą uczestnicy. „Nieformalne spotkania podczas zjazdu mają miejsce każdego dnia. Była miła kolacja na Starym Rynku, na którą zostali zaproszeni wszyscy goście z zagranicy. Spotkałem starych przyjaciół, z którymi w dalszym ciągu współpracuję. W nieformalnej atmosferze, przy kieliszku wina mogłem sobie spokojnie porozmawiać" - mówi prof. Witold Rużyłło.
Także prof. Waldemar Banasiak z przyjemnością uczestniczy w imprezach towarzyszących. „To dla mnie okazja do spotkania rzadko widywanych kolegów. Do porozmawiania nie tylko o medycynie, ale też o prywatnych sprawach, niezwykle dla nas istotnych. Dopiero w Poznaniu wielu z moich kolegów dowiedziało się, że dwa tygodnie temu urodził mi się wnuk" - zwierzył się Pulsowi Medycyny profesor.
Generalnie kardiolodzy sami o sobie mówią, że bawią się „długo, doskonale i kulturalnie". I to było na tym zjeździe widać.


Szykujemy następne spotkanie
Prof. Roman Ochotny, przewodniczący Komitetu Organizacyjnego:

Organizacja takiego zjazdu to olbrzymie przedsięwzięcie, samych wykładowców jest 240 - momentami było więc ciężko. To, że mamy różne możliwości komunikowania się, nie oznacza, że to jest proste. Mieliśmy np. problemy ze znalezieniem aktualnego adresu, zdarzyło się pomylić ojca z synem. Ale ostatecznie wszystko się udało. Więcej nie zdradzę. Problemy potraktujemy jako nauczkę i materiał do przemyśleń - bo wiele wskazuje na to, że w przyszłym roku to znowu my będziemy przygotowywać zjazd.

Ciekawe sesje
Dr Marek Kuch, Klinika Kardiologii II Wydziału Lekarskiego UM w Warszawie:

Są trzy elementy, które świadczą o dobrej organizacji: pierwsza to rejestracja - jeśli ludzie nie czekają, to znaczy, że zostało to sprawnie zorganizowane. Tutaj ani razu nie widziałem kolejek. Druga rzecz to sprzęt - na żadnej sesji, na której byłem, nie wysiadła aparatura, a to nie zdarza się często. I ostatnia rzecz - program, choć on nie do końca zależy od organizatorów. W tym roku wiele sesji poświęcono wadom serca, co mnie osobiście bardzo odpowiadało. Bardzo ciekawe były także sesje dotyczące najnowszych doniesień - zarówno te powiązane z wydarzeniami z kongresu w Monachium, jak i sesje firmowe, prezentujące ogłoszone niedawno wyniki badań.

Doniesienia z pierwszej ręki
Prof. Witold Rużyłło, dyrektor Instytutu Kardiologii w Warszawie:

Kongres był świetnie zorganizowany. Hale Targów Poznańskich to bardzo dobre miejsce. Dlatego zapadła już decyzja, że następny kongres PTK także odbędzie się w tym miejscu.
Wśród zaproszonych gości było kilku przedstawicieli czołowej kardiologii europejskiej, choćby Frans Van de Werf z Belgii, który mówił o nowych zaleceniach leczenia ostrego zawału z uniesieniem odcinka ST, które jeszcze się nie ukazały. Kongres był również bardzo dobrze przygotowany naukowo, było wiele sesji, które pozwoliły kardiologowi z nieakademickiego ośrodka zorientować się w tym, co dzieje się na świecie. Np. bardzo gorący temat - wspomaganie krążenia, tym bardziej interesujący, że w Polsce pracujemy nad sztucznym sercem oraz nad wspomaganiem lewej komory przy ostrym zawale serca, w sytuacji gdy nie udaje się ustabilizować chorego klasycznymi sposobami farmakologicznymi.

Koniec z hermetycznością
Prof. Waldemar Banasiak, kierownik Ośrodka Chorób Serca 4 WSK z Polikliniką we Wrocławiu:

e schorzeń współistniejących, a często też powikłania. Nie dziwi więc fakt, że kardiolodzy przenoszą swoje zainteresowania na inne terytoria naczyniowe. Coraz więcej procedur przezskórnych wykonywanych jest przez kardiologów interwencyjnych. Zrozumieliśmy, że nie uciekniemy przed koniecznością dyskutowania, wymiany doświadczeń, konsultowania z neurologami, chirurgami naczyniowymi, onkologami, hematologami, nefrologami itd. Wcześniej poszczególne środowiska były bardziej hermetyczne, postęp wymusił otwarcie. Nawet w samej kardiologii coraz częściej wyodrębniają się podspecjalizacje.
Poziom merytoryczny kongresu i umiejętność przekazywania wiedzy przez prelegentów zasługują na najwyższe uznanie. Mam porównanie z podobnymi imprezami na świecie i uważam, że polska kardiologia ma wielu wyśmienitych prezenterów.

Bez rozłamu w PTK
Prof. Andrzej Rynkiewicz, prezes PTK:

Dokonaliśmy zmian w statucie, które umożliwiają powoływanie nowej struktury wewnątrz towarzystwa - asocjacji. Miałem poważne obawy, czy to się uda, ale ostatecznie doprowadziliśmy do tego. Osobiście uważam, że powstawanie asocjacji służy integracji, choć dla niektórych to jednak próba rozbicia towarzystwa od wewnątrz. Odśrodkowe interesy zawsze będą i trzeba im wychodzić naprzeciw. Moim zdaniem, sytuacja grożąca rozłamem PTK została opanowana.

Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Monika Wysocka

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.