Ubezpieczyciel nie chce płacić za niedbalstwo szpitala
Rodzice 5-letniego Piotrusia z Rudzicy koło Bielska-Białej (woj. śląskie) domagają się od Górnośląskiego Centrum Zdrowia Dziecka i Matki 700 tys. zł odszkodowania za trwałe kalectwo dziecka i stałej renty w wysokości 3 tys. zł miesięcznie.
Chłopczyk urodził się z wadą układu moczowego. Miał nieprawidłowo umiejscowiony pęcherz. W marcu 2002 roku przeszedł skomplikowaną operację, wykonaną w znieczuleniu zewnątrzoponowym.
Po zabiegu do cewnika umieszczonego w kręgosłupie zamiast środków przeciwbólowych podano mu 1,5 litra kroplówki żywieniowej. Od tego czasu 5-letni Piotruś przestał chodzić. W opinii lekarzy, do końca życia będzie się poruszał na wózku inwalidzkim. Zdaniem rodziców sparaliżowanego od połowy chłopca, winę za jego kalectwo ponosi szpital. Matka dziecka Jolanta Soszka zwróciła uwagę lekarzowi, że coś jest nie tak z kroplówką, ale ten zignorował jej sygnał. Pomyłka wyszła na jaw dopiero po kilkunastu godzinach. W jej efekcie u dziecka doszło do obrzęku rdzenia kręgowego i paraliżu.
Zdaniem doc. Janusza wietlińskiego, ówczesnego dyrektora Górnośląskiego Centrum, zawinił przepływ informacji. W dokumentacji przekazanej z sali operacyjnej na oddział intensywnej terapii nie było adnotacji, że pacjentowi założono cewnik do znieczulenia zewnątrzoponowego.
Innego zdania jest obecna dyrekcja placówki. Według niej, nie ma niezbitych dowodów na to, że paraliż jest efektem wtłoczenia do kręgosłupa dziecka 1,5 litra kroplówki.
Towarzystwo, w którym jest ubezpieczone Centrum, nie chce wypłacić dziecku odszkodowania, twierdząc, że jego kalectwo jest wynikiem rażącego niedbalstwa, a nie błędu medycznego.
Źródło: Puls Medycyny
Podpis: Mariola Marklowska, Katowice