Każdy lekarz jest naturoterapeutą
Jest to bardzo ważki głos w dyskusji, tym cenniejszy, iż jest on krytyczny w stosunku do powołanej zarządzeniem ministra zdrowia Rady ds. Niekonwencjonalnych Metod Terapii.
Pan profesor przytacza tutaj deklarację Rady: ?Rada stoi na gruncie naukowym medycyny cywilizacji europejskiej i przez jej pryzmat ocenia wszelkie formy terapii" - i to jest prawda. Nie jest natomiast prawdą, że Rada uważa za najbardziej istotne ?ustanowienie zawodu naturoterapeuty" z tej prostej przyczyny, iż taki zawód już istnieje od dawna w każdym lekarzu.
Mniemam, że pan profesor nie stroni od wysyłania pacjentów do sanatorium, gdzie są poddawani odpowiednim zabiegom naturoterapii, wspiera ich emocjonalnie swoją niewątpliwie bogatą osobowością, zaleca odpowiednie ćwiczenia fizyczne, a nawet wykorzystuje uzdrawiającą moc humoru.
Rada została powołana w 1997 roku po całodniowej dyskusji Kolegium Ministerstwa Zdrowia pod kierunkiem ówczesnego ministra prof. Jacka Żochowskiego, nakreślającej plany i zadania Rady, a po zmianie kierownictwa Radę rozwiązano bez podania przyczyn w 1998 roku.
Jako że materia nie znosi pustki, ten obszar zdrowia szybko opanowali rzemieślnicy, tworząc silny przyczółek leczniczy, acz niekonwencjonalny, to całkiem autonomiczny.
Okazało się, że w Polsce można zupełnie swobodnie i w zgodzie z prawem leczyć, pod warunkiem, że nie jest się lekarzem, a rzemieślnikiem. Nie tylko zresztą leczyć, ale też szkolić nową kadrę terapeutów na różnego rodzaju kursach czeladniczych i mistrzowskich przy całkowitym braku zainteresowania tą materią przez Ministerstwo Zdrowia.
O sprawności działania świadczy fakt, iż dyplom bioenergoterapeuty można uzyskać po kursie trwającym zaledwie 2 godziny. Jak ktoś ma większe ambicje, można również w szybkim tempie uzyskać tytuł profesora. Pacjenci nie dochodzą szczegółów, profesor to profesor, musi mieć wiedzę przeogromną.
Czas, który upłynął, działał na niekorzyść Ministerstwa Zdrowia i obecnie uporządkowanie tego stanu rzeczy oraz utworzenie nadzoru nie będzie ani łatwe, ani szybkie.
Nasuwa się pytanie, w czyim interesie powołano Radę i w czyim interesie byłaby ponowna likwidacja Rady.
W spisie zawodów opracowanych w Ogólnopolskiej Izbie Gospodarczej możemy znaleźć opis zawodu ?bioenergoterapeuta", określający, iż ten ?Rozpoznaje zaburzenia bioenergetyczne organizmu, eliminuje je przywracając swobodę przepływu..." dalej czytamy: ?Może stosować metody bioenergoterapeutyczne na odległość"(!!!).
Polska jest wyjątkowym w świecie krajem, w którym znaczną część nadzoru nad działalnością leczniczą, pseudoleczniczą czy wręcz hochsztaplerską oddano w ręce rzemieślników.
Odeszliśmy od czasów, gdy wyrywaniem zębów zajmowali się fryzjerzy. Czas pójść dalej i objąć nadzorem medycznym całość tego rodzaju działalności, nazwijmy to paramedycznej. Chodzi tutaj o rzecz najważniejszą, o bezpieczeństwo pacjentów, obojętnie, po co i do kogo poszli. Przekonywanie przy tym, że oni są głupi czy mądrzy, do niczego nie prowadzi. Ci pacjenci to miliony, a miejsce lekarza jest tam, gdzie człowiek chory. Nie należy chorego nigdy potępiać czy nazywać głupim, należy mu pomóc i wyciągnąć z tego wnioski. Czas na refleksję, czego brakuje medycynie, skoro na szczycie jej rozwoju tak rozkwita medycyna niekonwencjonalna.
Ja się nawet tym ludziom nie dziwię. Medycyna zapomina o metafizycznej strukturze człowieka, traktując go jak zespół trybów i trybików do naprawy. Skargi pacjentów w rodzaju: nie jestem silnikiem samochodowym do naprawy, nie należą do rzadkości. Coraz trudniej natomiast o lekarzy, którzy ten niepokój potrafią zrozumieć i przekuć na partnerstwo terapeutyczne.
Sukcesy nauk medycznych są podziwiane, fascynują ludzi, a równocześnie ci sami ludzie, do których są one adresowane, nie rezygnują z medycyny alternatywnej. To właśnie w drugiej połowie XX wieku nastąpił nawrót jej popularności. Mimo że świat lekarski, świat medycyny akademickiej, jedynie zdolny do pełnego rozeznania w osiąganych, a dla laika bardzo trudno poznawalnych postępach, wskazywał na szkody wynikające ze stosowania różnych niepewnych praktyk niekonwencjonalnych w przypadkach, które nieraz wręcz spektakularnie można by leczyć nowymi metodami. A jednak odwrót od medycyny naukowej zaistniał.
Nauki medyczne, zaliczane powszechnie do nauk przyrodniczych, chyba jak żadne inne narażone są na istnienie otoczki zwanej paranauką. Epoce ogromnej skuteczności sztuki lekarskiej towarzyszy spadek wiary w medycynę naukową. Prowadzi to coraz częściej do paradoksalnej sytuacji, gdy pacjent diagnozowany za pomocą najnowocześniejszych aparatów i w stanach ostrych leczony przez lekarzy, w stanach przewlekłych szuka pomocy u różnego rodzaju terapeutów.
Zasady współżycia z biologicznym otoczeniem odeszły w zapomnienie, zastąpiła je fascynacja coraz doskonalszymi maszynami, które miały rozwiązać również tajemnice procesów zachodzących w żywym organizmie. Nie rozwiązały. (...) Chory staje się w końcu zbiorem danych do komputera, a komputer zbiorem danych o pacjencie. Bez maszyny człowiek nie potrafi nic. Wszechmoc techniki jest złudna. Technika jest wprawdzie dobrym sługą, ale złym panem. Jest jak narkotyk, daje fascynujące przeżycia na początku, a wyniszczającą jałowość na końcu.
Medycyna ograniczana do technik leczenia, sposobów przywracania ludziom zdrowia, nie jest w stanie odzwierciedlić rzeczywistości terapeutycznej, o niebo bardziej złożonej, podlegającej sterowaniu przez pozornie tylko bardzo odległe procesy, które trudno rozpatrywać w oderwaniu od rzeczywistości materialnej, a zwłaszcza duchowej. Nie uwzględniając pierwiastka duchowego, struktury metafizycznej człowieka, medycyna staje się swoim zaprzeczeniem.
Medycyna współczesna nie zaspokaja potrzeb duchowych człowieka, szczególnie tak wysublimowanych jak chorego.
Tendencje do rozwijania różnych form irracjonalnych metod terapii będą wzrastały. Wiąże się to z określonymi zagrożeniami dla zdrowia i życia człowieka. Może owocować cierpieniem, kalectwem i śmiercią.
Tylko rozwiązanie na drodze ustawowej i poddanie wszystkich działań w zakresie zdrowia nadzorowi lekarskiemu pozwoli na stopniowe opanowanie sytuacji.
W chwili obecnej zezwolenia na prowadzenie takiej działalności są wydawane w trybie ustawy z 1988 roku o prowadzeniu działalności gospodarczej, przy czym dla uzyskania zezwolenia nie jest wymagane posiadanie jakichkolwiek kwalifikacji. Brak jest również jakichkolwiek mechanizmów kontrolnych, które pozwoliłyby na ocenę efektów działalności ?uzdrowicieli".
Mnożą się też organizacje uzurpujące sobie prawo do nadawania ?patentów uzdrowicielskich", włącznie z tytułami profesorskimi. Jest to sytuacja wręcz niebezpieczna. Zupełnie bezkarnie ogłaszają się ?uzdrowiciele" z Filipin, ?operujący nowotwory", ukazują się ogłoszenia: ?leczę nowotwory z gwarancją".
Zdaniem prof. Pawlickiego, umiera w ciągu roku ok. 5 tysięcy chorych z nowotworem tylko dlatego, że uwierzyli w takie i podobne ogłoszenia. Tak dalej być nie może. Takim praktykom należy powiedzieć STOP.
Minister zdrowia podjął decyzję o powołaniu Rady ds. Niekonwencjonalnych Metod Terapii, ponieważ odpowiada za całokształt spraw związanych ze zdrowiem narodu, organizuje opiekę medyczną i nadzoruje lecznictwo gdziekolwiek i jakiekolwiek by ono nie było.
Autor listu stosuje prosty zabieg demagogiczny, odrywając fakty, o których pisze, od uwarunkowań społecznych, w jakich istnieją. Nie wiem tylko, czemu, a raczej komu to ma służyć. Nie ulega wątpliwości, że tak cenny głos w dyskusji, optujący za utrzymaniem obecnego stanu rzeczy, a więc szkolenia ?uzdrowicieli" przez izby rzemieślnicze i utrzymania nad nimi nadzoru przez rzemiosło, w zapale retorycznym nie zauważa niebezpieczeństwa dla swoich pacjentów, którym to niebezpieczeństwom i zagrożeniom minister zdrowia pragnie aktywnie przeciwdziałać.
Może to jest śmieszne, może jest przejawem elokwencji, gdy czytamy o pozbyciu się pasożyta tlenoterapią w namiocie w kształcie piramidy, w którym siedząc na tronie Horusa, pije energetyzowaną wodę Zbyszka Nowaka, ale staje się tragiczne, jeśli ten człowiek ma np. nowotwór i nie zostanie stamtąd w porę wyciągnięty i poddany odpowiedniemu leczeniu.
Po takim liście zacierają ręce zwolennicy ?uzdrowicieli" w rzemieślniczym wydaniu, a liczba pacjentów wzrasta. Pozostaje pytanie - czy o to chodziło?
Źródło: Puls Medycyny
Podpis: dr med. Zygmunt Filipowicz; przewodniczący Rady ds. ; Niekonwencjonalnych Metod ; Terapii przy Ministrze Zdrowia