Tylko 800 rezydentur
"Znowu było mało czasu na wybór rezydentury. Podania trzeba było składać w ciemno, bo ministerstwo opóźniło się z podaniem listy miejsc szkoleniowych. Wielokrotnie prosiliśmy, żeby to usprawnić, ale to wciąż szwankuje" - mówi Sławomir Józefowicz, przewodniczący Komisji Młodego Lekarza Okręgowej Izby Lekarskiej w Toruniu.
Niepopularna rodzinna
Bez większego problemu będzie można specjalizować się jedynie w medycynie rodzinnej, dla której przyznano najwięcej rezydentur. Jednak ze względu na niezbyt atrakcyjne zarobki lekarzy rodzinnych jest mało chętnych na otwarcie tej specjalizacji. "Rynek pracy dla specjalistów medycyny rodzinnej powoli zaczyna być nasycony. Liczba chętnych na te rezydentury zmniejsza się, w jednym z poprzednich postępowań zostały nam dwa nieobsadzone miejsca rezydenckie w tej dziedzinie. Powodem jest też to, że po medycynie rodzinnej można robić bardzo mało specjalizacji szczegółowych, co ogranicza dalsze kształcenie" - mówi Anna Krzesińska, kierownik Działu Doskonalenia Wyższych Kadr Medycznych Dolnośląskiego Centrum Zdrowia Publicznego we Wrocławiu.
W innych, znacznie bardziej popularnych niż medycyna rodzinna specjalnościach, takich jak ginekologia i położnictwo, okulistyka czy dermatologia liczba miejsc rezydenckich jest nieproporcjonalna do zainteresowania lekarzy. W całym kraju przygotowano dla nich zaledwie po kilkadziesiąt miejsc, w tym pojedyncze rezydentury. Mimo wyraźnych braków kadrowych w anestezjologii, każde województwo dostało tylko jedną rezydenturę w tej dziedzinie medycyny. Tradycyjnie mało jest miejsc szkoleniowych w dziedzinach zabiegowych.
"Problem nie polega na tym, że tych miejsc się nie przyznaje. Liczba miejsc jest uzależniona od liczby wolnych miejsc szkoleniowych w jednostkach. Rotacja zacznie się dopiero wtedy, gdy osoby, które rozpoczęły specjalizowanie się w nowym systemie zdadzą egzaminy, uzyskają specjalizacje i zwolnią miejsca dla innych" - zauważa A. Krzesińska.
Za mało szkolących klinik
Coraz częściej słychać jednak głosy, że sytuację młodych lekarzy tak naprawdę mogłaby poprawić zmiana prawa dotyczącego uprawnień jednostek prowadzących specjalizacje. Dobrą okazją do tego mogłyby być trwające właśnie w resorcie zdrowia prace nad nowelizacją rozporządzenia w sprawie specjalizacji. Anna Krzesińska podaje przykład specjalizacji z dermatologii. W rozpoczętym właśnie postępowaniu w województwie dolnośląskim będzie tylko jedno miejsce specjalizacyjne w tej dziedzinie i to tylko dlatego, że zwolniła je osoba, która przeniosła się do sąsiedniego województwa. "Na terenie Dolnego Śląska jest wiele oddziałów dermatologicznych, które mogłyby kształcić przyszłych specjalistów, ale do prowadzenia specjalizacji uprawniona jest tylko jedna klinika dermatologii. Podobnie jest w sąsiednich województwach. Gdyby inne oddziały miały uprawnienia do szkolenia choćby trzech, czterech specjalistów, to automatycznie liczba miejsc byłaby większa" - uważa Anna Krzesińska.
Źródło: Puls Medycyny
Podpis: Beata Lisowska