Trwają procesy w sprawie poparzonych kobiet
Białostocki sąd zakończył przesłuchiwanie świadków w karnym procesie o poparzenie pięciu pacjentek w Białostockim Ośrodku Onkologicznym (BOO). Na kolejnej rozprawie, 10 marca ma zeznawać krajowy konsultant ds. radioterapii, prof. Bogusław Maciejewski.
Proces karny w tej sprawie rozpoczął się pod koniec ub. r. Prokuratura Rejonowa zarzuciła dwójce pracowników BOO: technikowi-fizykowi i kierownikowi Zakładu Promieniolecznictwa narażenie pięciu kobiet na niebezpieczeństwo utraty zdrowia i życia.
Do zdarzenia doszło dwa lata temu: w lutym 2001 roku podczas zabiegów naświetlań doszło do awarii 18-letniego aparatu do radioterapii Neptun 10. Niezauważoną na wskaźnikach awarię poprzedził chwilowy zanik napięcia, aparat wskazywał jedynie, że emituje mniejszą dawkę niż zadana, a w rzeczywistości była ona znacznie większa.
Zdaniem Jacka Pracza, dyrektora Zakładu Aparatury Jądrowej w Instytucie Problemów Jądrowych w wierku (zeznającego na ostatniej rozprawie karnej), przyczyną awarii Neptuna było jednoczesne uszkodzenie bezpiecznika zasilającego komory jonizacyjne oraz diody układu zabezpieczeń.
Regulacja śrubokrętem
,Sygnalizowanie przez akcelerator, że emituje mniejszą dawkę niż wymagana, świadczyło o tym, że doszło do awarii - uważa J. Pracz. - Nie należało dalej naświetlać pacjentek".
Zarówno Jacek Pracz, jak i serwisant podkreślali, że po raz pierwszy spotkali się z tego typu awarią Neptuna. wiadkowie zapewniali też, że w instrukcji obsługi aparatu Neptun jest zapis, że nie wolno dokonywać korekt, gdy w środku jest pacjent. Tymczasem podczas awarii w BOO oskarżony technik za pomocą śrubokrętu korygował na potencjometrze wiązkę promieniowania podczas zabiegu.
10 marca w procesie będzie zeznawać jako biegły prof. Bogusław Maciejewski, krajowy konsultant ds. radioterapii onkologicznej.
Niezależnie od postępowania karnego, od ponad roku toczą się sprawy z powództwa cywilnego poparzonych kobiet przeciwko BOO. Poszkodowane domagają się od ośrodka odszkodowań za utracone zdrowie i narażenie życia w wysokości 100 i 200 tys. zł. Proces każdej z pań toczy się osobno.
Coraz gorszy stan zdrowia
,Sprawa ciągnie się niemiłosiernie - uważa Ewa C., jedna z poparzonych kobiet. - Ciągle przesłuchiwani są świadkowie, powoływani biegli. Nie wiem, kiedy to się zakończy". Tymczasem stan zdrowia poparzonych kobiet nie jest najlepszy. Trzy pacjentki przeszły już operacje przeszczepu skóry. Jedyna z kobiet, która przed awarią miała zachowaną pierś po wycięciu guzka, musiała poddać się amputacji. Kobiety narzekają na brak pomocy w finansowaniu ich leczenia ze strony kasy chorych i resortu zdrowia.
,Na wizyty w ośrodkach zajmujących się naszym leczeniem dojeżdżamy za własne pieniądze, kosztują maści, opatrunki - mówi Ewa C. - Mojej niewielkiej renty na to nie wystarcza".
W ub. r. Ministerstwo Zdrowia obiecało poparzonym kobietom sfinansowanie wszelkich kosztów leczenia i dojazdów na terapię, twierdząc, że na ten cel została przeznaczona określona pula pieniędzy. Rzecznik prasowy resortu Renata Furman wyjaśniała nam wtedy, że fundusze na pomoc są, ale ,resort nie ma podstaw prawnych, by z własnej inicjatywy przelać na konta prywatnych osób pieniądze, więc panie te same muszą zwrócić się z prośbą o nie, np. za pośrednictwem lekarza prowadzącego".
28 lutego Renata Furman poinformowała, że więtokrzyskie Centrum Onkologii w Kielcach, w ramach programu zdrowotnego resortu, zobowiązało się objąć leczeniem 5 poparzonych pacjentek. ,Jak wynika z informacji uzyskanych od dyrektora centrum, trzy chore były przyjęte od 15 grudnia 2002 roku do oddziału chirurgii onkologicznej w Kielcach w celu wykonania niezbędnych badań, koniecznych do oceny efektów leczenia oraz ustalenia taktyki dalszego postępowania kontrolnego i leczniczego" - podała rzecznik.
Źródło: Puls Medycyny
Podpis: ; Urszula Ludwiczak, Białystok