,Terapia fotodynamiczna zajmuje marginalne miejsce wśród innych metod walki z rakiem"

Monika Wysocka
opublikowano: 09-09-2002, 00:00

Z prof. Bogusławem Maciejewskim, dyrektorem Instytutu Onkologii w Gliwicach, konsultantem krajowym ds. radioterapii onkologicznej rozmawia Monika Wysocka.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna
- Był pan oburzony nadmiernym wyeksponowaniem w artykule opublikowanym w Pulsie Medycyny nr 14/2002 znaczenia terapii fotodynamicznej. Dlaczego?
- Oburzony to zbyt ostre słowo, raczej zaskoczony niedostatecznym krytycyzmem lekarza badacza zainteresowanego tą metodą. Terapia fotodynamiczna ma bowiem bardzo ograniczone zastosowanie. Wynika to z tego, że światło lasera penetruje tkanki dość płytko i z nierównym natężeniem. Nawet przy wysyceniu substancją fotoczułą, nie ma gwarancji, że zniszczy się wszystkie komórki nowotworowe. Obecnie wiemy już, że nowotwór jest bardzo niejednorodny pod względem typu komórek. Równomierne ich zniszczenie jest bardzo wątpliwe, zaś pobudzone dzielą się i rosną w sposób błyskawiczny i niekontrolowany. To oznacza, że każda terapeutyczna metoda oddziaływania na komórki nowotworowe jest bronią obusieczną.
Dzisiejsza walka z nowotworami ulega przeobrażeniu: dotychczasowe metody - chirurgia, radioterapia, chemioterapia jako samodzielne metody zastępowane są terapią skojarzoną. Istotą takiego leczenia jest indywidualne dobranie już na jego początku odpowiedniej sekwencji i intensywności tych metod.
Terapia fotodynamiczna nie zajmuje wśród dostępnych technik walki z rakiem istotnego miejsca. Nie jest to przełom. Posunę się nawet do stwierdzenia, że jest to metoda, która rozczarowała onkologów. Spodziewano się, że będzie to coś nowatorskiego i dobrego na każdą okazję. Tymczasem terapia ta ma bardzo ograniczone działanie, czego dowodzą liczne kontrolowane badania. Japończycy wykazali np., że tzw. spodziewany zysk terapeutyczny, czyli długoletnie wyleczenie chorych dzięki zastosowaniu metody fotodynamicznej jest zaledwie kilkuprocentowy - zbyt duże natomiast ryzyko i odsetek wznów. A przecież właśnie długotrwale wyleczenie wiele mówi o skuteczności metody.

- Jednak w Polsce taką terapię stosuje już kilka ośrodków...
- Prawda jest taka, że liczba ośrodków, które interesują się tą terapią znacząco się zmniejszyła, a jeśli to robią, trudno wykluczyć względy komercyjne. Proszę przeanalizować jednostkowe koszty terapii fotodynamicznej i innych metod oraz ich skuteczność. Fotouczulacz kosztuje 10 tys. zł, do tego trzeba doliczyć koszty terapii 1000-1500 zł na jednego pacjenta - okazuje się, że to jedna z najdroższych terapii onkologicznych, przy bardzo wątpliwej skuteczności i ograniczonym sposobie stosowania.
Dla porównania: procedury wysokospecjalistyczne z zakresu radioterapii w bardzo wyspecjalizowanych technikach wyceniane są na 8600 zł, tj. o 30 proc. mniej, a ich skuteczność jest znacznie większa.
Powszechnie obecnie stosowane w celach diagnostycznych połączenie tomografii komputerowej z rezonansem magnetycznym nie przekracza 1200 zł.
Operacyjne leczenie zmian skóry z następową radioterapią pooperacyjną kosztuje 4-5 tys. zł, gwarantując przy tym 90 proc. wyleczenie.

- Ale metoda fotodynamiczna pozwala na precyzjną lokalizację zmian nowotworowych. Czy jej zastosowanie w diagnostyce także jest wątpliwe?
Nowością w Polsce, choć jeszcze nie stosowaną, jest tomografia pozytronowa (PET). Jako jedna z najdroższych procedur w świecie zamyka się w kwocie 2 tys. euro. W Polsce, gdzie niskie wynagrodzenie dla lekarzy ,pomniejsza" koszt leczenia, będzie ona kosztować ok. 7-8 tys. zł. To wciąż jest o 30 proc. mniej niż koszt diagnostyki fotodynamicznej.
Za pomocą rezonansu, tomografii i PET-u uzyskuje się nieprawdopodobnie precyzyjną diagnozę miejsca i lokalizacji zmian patologicznych. Dalsze informacje zdobywa się badaniem histopatologicznym lub immunohistochemicznym - i na razie nic tych metod nie zastąpiło. W szybkim tempie wkracza do kliniki diagnostyka genetyczna i molekularna z ,zegarmistrzowską" precyzją, i przy tym ciągle tańsza niż metoda fotodynamiczna.
- Czy zatem, pana zdaniem, w walce z rakiem nie powinno się stosować terapii fotodynamicznej?
- Jako konsultant ds. radioterapii onkologicznej muszę powiedzieć, że terapia fotodynamiczna zajmuje marginalne miejsce wśród innych znanych i stosowanych metod walki z rakiem.
Nie dyskontuję zainteresowania tą metodą. Krytykuję jedynie nadmierne i bezkrytyczne eksponowanie jej przydatności. Ma to dla mnie jedynie wydźwięk komercyjny. Daje przy tym zupełnie nieuzasadnioną nadzieję chorym, a tego badaczowi robić nie wolno.
W onkologii typowe jest powracanie do zarzucanych tematów, ale dopiero po unowocześnieniu ich. Może w przyszłości wiedza, umiejętności i możliwości technologiczne pójdą do przodu na tyle, że nasunie to nowe rozwiązania pozwalające powrócić do terapii fotodynamicznej jako czegoś, co może zrewolucjonizować medycynę, ale nie ma tej pewności.
Jednak dzisiaj nie można tego o tej metodzie powiedzieć z pełną odpowiedzialnością.

Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Monika Wysocka

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.