Szpitale niepotrzebnie odsyłają pacjentów do POZ po badania lub zwolnienie. “Nie jesteśmy waszymi sekretarkami”
Koledzy i koleżanki ze szpitali nie mogą traktować lekarzy rodzinnych jak swoich asystentów medycznych czy sekretarki. To brak szacunku do innych lekarzy, ale też do pacjentów, którzy są zmuszeni umówić się na kolejną wizytę, choć mają pełne prawo oczekiwać wystawienia zwolnienia na oddziale szpitalnym, SOR czy u dentysty - mówi jedna z lekarek rodzinnych. Problem odsyłania pacjentów do POZ nie dotyczy jednak tylko zwolnień, ale też badań przed planowymi zabiegami.

Dla jakości i bezpieczeństwa opieki nad pacjentem konieczna jest dobra współpraca pomiędzy świadczeniodawcami z różnych poziomów systemu opieki zdrowotnej. Niestety, nadal pozostają kwestie, które tę współpracę utrudniają. Lekarze rodzinni sygnalizują, że prawdziwą plagą w ich codziennej praktyce są pacjenci odsyłani przez lekarzy ze szpitali do POZ celem wykonania badań przed planowym zabiegiem lub hospitalizacją. Często szpitalnicy przerzucają też na specjalistów medycyny rodzinnej obowiązek wystawiania pacjentom zwolnień.
Ekspertka: koledzy i koleżanki w szpitalach często nie znają szczegółów zasad funkcjonowania i finansowania POZ
Joanna Zabielska-Cieciuch, prezes Podlaskiego Związku Lekarzy Pracodawców “Porozumienie Zielonogórskie”, przyznaje, że zjawisko odsyłania pacjentów przez szpitale do podstawowej opieki zdrowotnej, głównie w celu wykonania badań np. przed planowanym zabiegiem lub hospitalizacją, jest częstym problemem w codziennej praktyce lekarzy rodzinnych. Jak dodaje, należy również zdawać sobie sprawę z tego, że nie jest to problem nowy.
– Zmagamy się z nim od czasu wprowadzenia kas chorych. Wynika on faktu, że część lekarzy oraz pracowników szpitali nie zna wystarczająco obowiązujących przepisów oraz zasad funkcjonowania systemu ochrony zdrowia i bez żadnej podstawy prawnej odsyła pacjenta do POZ po to, by wykonano mu badania, które powinny zostać zlecone i zrealizowane w szpitalu. Pacjenci nie znają zwykle regulujących te kwestie przepisów, nie mają zresztą takiego obowiązku. Do przychodni, w której pracuję, swego czasu nagminnie odsyłano pacjentów przed zaplanowanym zabiegiem zaćmy. Pacjentów odsyłała klinika okulistyki, której pracownicy bazowali w zasadzie na tym, co im się wydaje, przekierowując do nas pacjentów – całkowicie błędnie, ponieważ Narodowy Fundusz Zdrowia finansując zabieg, płaci również za procedury przygotowujące do zabiegu. Koledzy i koleżanki w szpitalach często po prostu nie znają szczegółów zasad funkcjonowania i finansowania POZ, czasami zarzucając nam, że lekarze rodzinni, z chęci źle pojętej oszczędności, nie chcą zlecać pacjentom badań - wyjaśnia prezes Zabielska-Cieciuch.
Jak mówi, obecnie w codziennej praktyce problem ten uwidacznia się na przykładzie pacjentów kwalifikowanych do zabiegu endoprotezy stawu biodrowego.
– Są oni odsyłani do POZ z zaleceniem wykonania szeregu badań i konsultacji specjalistycznych, mimo że obowiązek zapewnienia pacjentowi skierowania na te świadczenia leży po stronie lekarza przygotowującego do zabiegu. Przygotowanie chorego do zabiegu od zawsze leży po stronie szpitala, a nie lekarza rodzinnego. Absurdem, jaki obserwujemy w codziennej praktyce, jest odsyłanie do POZ pacjentów przed badaniem rezonansem, by wykonano im oznaczenie kreatyniny. Odmowa wykonania badania bez posiadania przez chorego wspomnianego oznaczenia to łamanie praw pacjenta – takie postępowanie nie jest też uzasadnione wiedzą medyczną - podkreśla dr Zabielska-Cieciuch.
Drugim problemem pozostaje fakt, że nawet jeśli pacjent stawia się w szpitalu już z wynikami badań, to w szpitalach często ponownie poddaje się go tym samym badaniom.
– Jako środowisko zabiegamy o to, by wszystkie wyniki badań były dostępne dla lekarzy z poziomu IKP. Często jako lekarz rodzinny leczę pacjentów pozostających jednocześnie pod opieką poradni AOS, nie mam jednak wglądu do zlecanych przez nie badań – muszę więc zlecić te same procedury ponownie - wskazuje ekspertka.
Odsyłanie pacjentów do POZ to generowanie niepotrzebnych wizyt
Joanna Szeląg, specjalistka medycyny rodzinnej z Podlasia, ekspertka Federacji Porozumienie Zielonogórskie, zwraca uwagę, że odsyłanie pacjentów przez szpitale do placówek POZ w celu wykonania dodatkowych badań i konsultacji czy wystawienia zwolnienia to problem wielopłaszczyznowy.
– Przede wszystkim chciałabym w tym kontekście zaznaczyć, że zgodnie z obowiązującymi przepisami całość przygotowania pacjenta do zabiegu leży po stronie placówki, która dany zabieg realizuje. Nie istnieje więc podstawa prawna, według której lekarz ze szpitala może przekierować chorego, by badania potrzebne do przygotowania do zabiegu wykonał inny świadczeniodawca. Takie działanie to nic innego jak generowanie niepotrzebnych wizyt i przerzucanie kosztów na placówkę POZ. Obowiązkiem świadczeniodawcy, wynikającym z przepisów oraz umowy zawartej z NFZ, jest zapewnienie pacjentowi nie tylko zabiegu, ale też wszelkich badań i konsultacji koniecznych do prawidłowej kwalifikacji i przygotowania do danej procedury zabiegowej. Co więcej, także względy medyczne przemawiają za tym, by wszelkie badania i konsultacje pacjent wykonał tuż przed lub w dniu planowanego zabiegu – w ośrodku, który go następnie wykona. W takich sytuacjach lekarz rodzinny powinien odesłać pacjenta do placówki, która będzie zabieg realizowała - wyjaśnia dr Joanna Szeląg.
Jak dodaje, wiele zależy od sytuacji w danym regionie: są miejsca, gdzie udało się wypracować optymalny model współpracy pomiędzy POZ a AOS i szpitalami w tym zakresie. Dodatkowym problemem jest odsyłanie pacjentów do POZ, by to lekarz rodzinny zmienił schemat leczenia przeciwkrzepliwego przed zabiegiem.
– Jest to postępowanie i bezprawne, i niezgodne z zaleceniami. O ewentualnej zmianie takiego leczenia decyduje lekarz wykonujący zabieg, biorąc pod uwagę m.in. ryzyko krwawienia podczas procedury zabiegowej. Złotym standardem powinno być przekazywanie pacjentowi i szpitalowi zaświadczenia lekarza rodzinnego dot. chorób przewlekłych i ich wyrównania i przyjmowanych przez pacjenta leków. Dzięki temu koledzy ze szpitali otrzymywaliby miarodajną informację np. o wyrównaniu przewlekłych schorzeń towarzyszących, co może być istotne w momencie kwalifikacji do zabiegu - mówi ekspertka.
Odsyłanie po zwolnienie do POZ to brak szacunku do innych lekarzy i pacjentów
Ogromnym problemem w codziennej praktyce pozostaje odsyłanie pacjentów z SOR-ów, AOS, szpitali i gabinetów stomatologicznych do POZ, by to lekarz rodzinny wystawił zwolnienie lekarskie.
– Takie postępowanie jest niezgodne z obowiązującymi przepisami i Kodeksem Etyki Lekarskiej. Wystawienie zwolnienia ZLA stanowi końcowy etap integralnego procesu leczenia, wystawia je wyłącznie lekarz, który leczył daną jednostkę chorobową. Zwolnienie to przecież nic innego jak zaświadczenie o tym, że ze względu na stan zdrowia chory czasowo nie jest zdolny do pracy, a jego wystawieniu powinno towarzyszyć wyznaczenie ew. terminu wizyty kontrolnej - wyjaśnia dr Szeląg.
Jak podkreśla, jedyną osobą, która mogłaby zastąpić lekarza leczącego danego pacjenta w czynności wystawienia zwolnienia, pozostaje jego asystent medyczny.
– Koledzy i koleżanki ze szpitali nie mogą traktować lekarzy rodzinnych jak swoich asystentów medycznych czy sekretarki. To brak szacunku do innych lekarzy, ale też do pacjentów, którzy są zmuszeni umówić się na kolejną wizytę, choć mają pełne prawo oczekiwać wystawienia zwolnienia na oddziale szpitalnym, SOR czy u dentysty. Stwierdzenie, że lekarze np. na SOR-ach są przeciążeni i mają dużo pracy, nie jest dobrym argumentem: lekarze rodzinni dziennie przyjmują nawet kilkudziesięciu chorych i też są przeciążeni. Rozwiązaniem problemu byłaby po prostu lepsza organizacja pracy na SOR-ach i ustanowienie sobie asystentów medycznych, którzy wyręczaliby w tym obowiązku administracyjnym - mówi ekspertka.
Niekiedy argumentem, mającym uzasadnić odesłanie pacjenta po eZLA do POZ, jest brak umowy z ZUS.
– W systemie działają też lekarze nieposiadający podpisanej umowy z ZUS na wystawianie druków zwolnień ZLA, ale to ich osobisty wybór: w takim wypadku muszą znaleźć rozwiązanie, które nie będzie obarczało dodatkowymi obowiązkami innych medyków i np. odesłać chorego ze stosownym zaświadczeniem lekarskim do ZUS, a nie do kolegi lekarza w innej poradni - dodaje dr Szeląg.
Pacjent zawsze przychodzi na wizytę, a nie “po zwolnienie”
Bardzo dużym problemem jest także odsyłanie ojców noworodków do POZ, by to lekarz rodzinny wystawił zwolnienie z pracy na opiekę nad żoną, która właśnie urodziła – w sytuacji gdy już w szpitalu istniały ku temu wskazania.
– Takie zwolnienie, po osobistym badaniu, powinien zawsze wystawić lekarz prowadzący pacjentkę, a nie specjalista medycyny rodzinnej. Skoro w szpitalu pacjentka nie wymagała opieki męża, bo nie wystawiono ZLA, a do POZ zgłaszają się po zwolnienie, to znaczy, że stan pacjentki się pogorszył i wymaga ona konsultacji ginekologicznej - mówi dr Szeląg.
Ekspertka podkreśla przy tym, że każdy lekarz odpowiada za swoje decyzje i ponosi ewentualne ich konsekwencje.
– Odesłanie pacjenta do lekarza rodzinnego celem wystawienia ZLA jest więc nie tylko przerzuceniem administracyjnego obowiązku, ale zrzuceniem na niego odpowiedzialności za leczenie i stan zdrowia danego pacjenta. Powinni to pamiętać również lekarze rodzinni – niezależnie od tego, co mówi chory i kto go do nas skierował, w świetle prawa pacjent nigdy nie przychodzi do nas wyłącznie „po skierowanie” lub „po zwolnienie”. To zawsze będzie konsultacja lekarska - podkreśla dr Joanna Szeląg.
Źródło: Puls Medycyny