Szpitale nie chcą ulec funduszowi
Narodowy Fundusz Zdrowia ma problemy z zakontraktowaniem lecznictwa szpitalnego na rok 2004. ;
Zachodniopomorskie w dołku
Najtrudniejsza sytuacja jest w woj. zachodniopomorskim, gdzie podpisania umów z NFZ odmówili dyrektorzy 34 szpitali (klinicznych, wojewódzkich i powiatowych). Powód? Województwo zachodniopomorskie otrzymało najniższą w kraju stawkę na leczenie jednego pacjenta. Oszacowano, że tylko na lecznictwo szpitalne w tym regionie brakuje 140 mln zł.
Jeszcze w grudniu Marek Mazur, wiceprezes NFZ, obiecał, że fundusz wygospodaruje chociaż część brakującej kwoty. Na początku stycznia Zarząd NFZ zmienił plan finansowy zachodniopomorskiego oddziału na 2004 rok. Zdecydowano, że oddział wyda 50 mln zł mniej na refundację leków. Z wygospodarowanej w ten sposób kwoty 35 mln zł dostaną szpitale, a pozostałe pieniądze wzmocnią wartość kontraktów z zakresu pomocy doraźnej i rehabilitacji
Mimo to dyrektorzy szpitali jednogłośnie odmówili podpisania umów. ?Gdyby to było 35 milionów zł do wykorzystania w pierwszym kwartale, zgodzilibyśmy się, ale na cały rok do podziału na 34 szpitale to będą grosze. Podpisanie umów na zaproponowanych nam warunkach pogrążyłoby nas w totalnym zadłużeniu tuż przed planowaną restrukturyzacją i przekształceniem szpitali w spółki kapitałowe" - tłumaczy Marek Sel, zastępca dyrektora Szpitala Specjalistycznego w Szczecinie-Zdunowie.
Rachunek dla centrali
Jerzy Romanowski, dyrektor Szpitala Klinicznego nr 2 w Szczecinie twierdzi, że oferta funduszu jeśli chodzi o szpitale kliniczne jest na pewno jedną z najniższych, jeżeli nie najniższą w kraju. ?W tej chwili mam propozycję, która jest o 13 mln zł niższa od wykonania w roku 2003. Proszę mi powiedzieć, kogo mam leczyć, jaki oddział mam zamknąć, za co mam leczyć i jak długo mogę do tego dopłacać? - denerwuje się J. Romanowski. - Już nie mówię o nadwykonaniach, za które nie dostaliśmy pieniędzy, o bezdomnych, za których nikt nie płaci. Jest pewna granica, której przekroczyć nie można". Dyrektorzy z woj. zachodniopomorskiego 9 stycznia zadecydowali, że kierowane przez nich szpitale będą pracować normalnie, ale za leczenie pacjentów będą wystawiać NFZ rachunki według złożonej przez nich oferty.
Z naszych informacji wynika, że wiele szpitali w całej Polsce podpisało protokoły uzgodnień, zastrzegając sobie jednak prawo do renegocjacji warunków.
Tylko na miesiąc
Umowę z Narodowym Funduszem Zdrowia, ale tylko na miesiąc podpisał Instytut-Pomnik Centrum Zdrowia Dziecka w Międzylesiu. Jego dyrektor Maciej Piróg, numer 8 na naszej Liście Stu najbardziej wpływowych osób w ochronie zdrowia, odsłania kulisy tej decyzji:
30 grudnia podpisaliśmy protokół na wszystkie proponowane usługi. Ale w przypadku lecznictwa szpitalnego i lecznictwa specjalistycznego ambulatoryjnego podpisaliśmy umowy tylko na miesiąc. Propozycje funduszu zbyt daleko odbiegają od naszej oferty. Praktycznie stanowią ok. 74-75 proc. wysokości kontraktu na rok 2003. Ktoś oczywiście może zapytać: dlaczego w takim razie w ogóle cokolwiek podpisaliście?
Do aprobowania rzeczy dla nas niekorzystnych zostaliśmy przymuszeni. Niepodpisanie kontraktu było na tyle groźne, że nie mogłem postąpić inaczej. Lekarz z Porozumienia Zielonogórskiego ryzykował czymś bardzo znaczącym, bo swoją pracą, pozycją, swoim gabinetem, ale tylko swoim. Ja nie mogę zaryzykować szpitalem. To nie moje, nie wolno mi tego zrobić. Dlatego z olbrzymim bólem, podobnie jak większość moich kolegów - może poza dyrektorami z woj. zachodniopomorskiego - podpisałem protokół, by nadal leczyć. Mam jednak nadzieję, że w dalszym ciągu jest możliwość renegocjacji, że coś się zmieni.
Przystępując do renegocjacji w sprawie podpisania umowy od 1 lutego zamierzam zrezygnować z walki o podniesienie stawki 10 zł na 13-14 zł. Chcemy za to zaproponować takie zmiany, które pozwolą naszej placówce podpisany kontrakt wykonać.
o Uzupełnienie katalogu świadczeń.
o Zmiana wyceny procedur.
o Umożliwienie łączenia procedur. Najbardziej istotnym problemem jest niemożność łączenia procedur. Podam przykład: w onkologii specjalizujemy się w leczeniu guzów litych, np. nowotworów mózgu, ale jeżeli dziecko wymaga operacji neurochirurgicznej, a potem chemioterapii, to dostaniemy pieniądze tylko za jedną procedurę, druga będzie wykonana za darmo. Kolejny przykład to wady wrodzone, gdzie dziecko w czasie pierwszego pobytu u nas trafia nierzadko do 5 klinik, a czasami, gdy jest w ciężkim stanie, jeszcze na Oddział Intensywnej Terapii. Każda z tych procedur jest najczęściej bardzo droga, tymczasem szpital może policzyć sobie nie za pięć, tylko za jedną z nich. Uniemożliwienie dodawania procedur w przypadku szpitala wysokospecjalistycznego, leczącego zwłaszcza małe dzieci, jest zabójcze finansowo.
Źródło: Puls Medycyny
Podpis: Ewa Szarkowska