Szkolenie pomaga odświeżyć wiedzę niezbędną przy resuscytacji noworodka

Monika Wysocka
opublikowano: 14-04-2003, 00:00

Kurs z resuscytacji noworodka powinni przejść wszyscy lekarze i pielęgniarki zajmujący się na co dzień dziećmi - uważa prof. Ewa Helwich, konsultant krajowy ds. neonatologii. Przy tej wydawałoby się prostej czynności zbyt często są bowiem popełniane błędy, które rzutują na całe życie dziecka.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna
Na podstawie wystandaryzowanego przez Amerykańską Akademię Pediatryczną i Amerykańskie Towarzystwo Kardiologiczne kursu z resuscytacji noworodka szkoleni są lekarze, pielęgniarki i położne w wielu krajach świata. ?Zarówno pod względem merytorycznym, jak i metodycznym kurs ten jest najskuteczniejszym zbiorem zasad, które obowiązują podczas przywracania noworodkowi oddechu" - mówi prof. Ewa Helwich, konsultant krajowy ds. neonatologii. W podręczniku, który zbiera wszystkie niezbędne informacje na temat resuscytacji dziecka, wiedza jest usystematyzowana i pogłębiona. Można tam znaleźć wskazówki, po jaki cewnik sięgnąć w zależności od masy ciała dziecka, jak głęboko się go zakłada. Autorzy uwzględnili wszelkie ?kruczki", potencjalne przeszkody i błędy (Resuscytacja noworodków, tłum. polskie prof. Adam Jelonek, Ośrodek Wydawnictw Naukowych, Poznań, 1997).
Permanentny trening
Na podstawie wspomnianego podręcznika, w połowie lat 90. zaczęto szkolenia w Polsce. Odtąd regularnie raz na miesiąc 15 osób zdobywa i systematyzuje tę niezbędną w pracy z noworodkami wiedzę. Przebieg szkolenia jest następujący: najpierw każdy musi przeczytać podręcznik, następnie jest wykład, podczas którego wyjaśniane są wszelkie wątpliwości. Potem ćwiczenia praktyczne na fantomach (masaż zewnętrzny, wentylacja, intubacja). Na koniec - egzamin testowy i ustny. ?Każdy, kto je zaliczy, dostaje certyfikat ukończenia kursu wymagany np. podczas zdobywania specjalizacji z neonatologii" - mówi prof. Ewa Helwich.
Od bieżącego roku, tytułem próby, kursy te znalazły się w programie Centrum Medycznego Kształcenia Podyplomowego. Aby polepszyć dostęp do takich kursów, konieczne wydaje się rozważenie organizacji tego typu szkoleń także w różnych regionach Polski (obecnie odbywają się jedynie w Instytucie Matki i Dziecka w Warszawie oraz w CZMP w Łodzi).
Kurs adresowany jest do wszystkich osób pracujących w rejonach sal porodowych, a więc głównie do pielęgniarek i położnych, ale także lekarzy - choć oni w większości uważają, że mają stosowną wiedzę. W niektórych szpitalach zaliczenie tego kursu jest jednak warunkiem przyjęcia do pracy. ?Jestem zdania, że w naszej specjalności szczególnie, ale nie wiem, czy i nie w każdej innej - kurs resuscytacji powinien mieć podstawowe znaczenie. Skutki niedotlenienia narastają w miarę upływu czasu, rzutując na całe życie małego człowieka, który tego doświadczył. Umiejętności, które można zdobyć na tym kursie, są więc nie do przecenienia. Dzięki nim w parę minut można zatrzymać niedotlenienie, przywrócić wentylację oraz czynność serca i uratować nie tylko zdrowie, ale często życie dziecka. Tymczasem jakakolwiek niekompetencja może doprowadzić do kalectwa lub śmierci" - podkreśla konsultant krajowy ds. neonatologii.
Zdaniem prof. E. Helwich, kursy z resuscytacji powinny być obowiązkowe i odnawiane co dwa, trzy lata. Są bowiem szpitale, gdzie dzieci rodzą się stosunkowo rzadko i w większości zdrowe, zatem z umiejętności resuscytacji korzysta się więc sporadycznie.
Nie czekać z intubacją
Najczęściej popełnianym błędem jest zbyt długie czekanie z zaintubowaniem. Zatrzymanie oddechu zwykle zdarza się nagle, bez wyraźnego ostrzeżenia. Dlatego tym, co najczęściej zawodzi, jest organizacja akcji ratunkowej i nie przygotowany, nie sprawdzony wcześniej sprzęt. By akcja przebiegła sprawnie, natychmiast musi znaleźć się osoba, która pokieruje resztą zespołu. Nie ma bowiem czasu na zastanawianie się, kto czym ma się zająć, jakiego użyć sprzętu. Wszystkie czynności muszą być wykonywane automatycznie.
Najważniejsze jest przywrócenie wymiany gazowej - jeśli dziecko nie oddycha, trzeba je wentylować, jeśli nie podejmuje oddechu, trzeba je zaintubować, jeśli czynność serca jest wolniejsza niż 100 uderzeń na minutę (dla noworodka) - trzeba wykonać masaż zewnętrzny. W wielu przypadkach potrzebne są do tego dwie, a nawet trzy osoby. Ważne jest ułożenie dziecka, z odpowiednio odgiętą do tyłu główką, by udrożnić drogi oddechowe. Bardzo ostrożnie trzeba używać aparatu ambu - noworodka wentyluje się tylko dwoma palcami, nie całą ręką, by nie stworzyć nadciśnienia i nie uszkodzić pęcherzyków płucnych. Leki powinny być wprowadzane dopiero wtedy, gdy wyczerpane zostaną wszystkie inne możliwości. Jednak i na taką ewentualność trzeba być zawsze zabezpieczonym, dlatego warto przygotować dostęp do naczynia pępowinowego, by w razie konieczności tą drogą można było podać leki. Ważne są też badania gazometryczne z krwi tętniczej, a jeśli nie ma takiej możliwości - badania krwi włośniczkowej pobranej z palca bądź pięty (ale koniecznie z ocieplonej kończyny, bo inaczej wyniki nie będą miarodajne). Wszystkie te czynności muszą odbywać się pod promiennikiem ciepła, żeby dziecko nie marzło.







Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Monika Wysocka

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.