Czy służby medyczne są gotowe do leczenia chorych na szczególnie zaraźliwe choroby

Monika Wysocka
opublikowano: 07-05-2003, 00:00

Z powodu kolejnych 166 nowych przypadków SARS w Pekinie zarządzono rygorystyczne zasady kwarantanny. WHO wydało ostrożny komunikat o zahamowaniu rozprzestrzeniania się epidemii. Polscy specjaliści zapewniają, że jesteśmy dobrze przygotowani na pojawienie się przypadków SARS w naszym kraju. W łódzkim szpitalu mówią, że nie.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna
Podczas konferencji prasowej, która odbyła się w połowie kwietnia w Ministerstwie Zdrowia, wszyscy obecni na niej specjaliści: główny inspektor sanitarny Andrzej Trybusz, konsultant krajowy ds. epidemiologii dr hab. Andrzej Zieliński oraz prof. Janusz Cianciara z Wojewódzkiego Szpitala Zakaźnego w Warszawie zapewniali, że podjęto działania zapobiegawcze i przygotowujące polskie placówki medyczne na ewentualne pojawienie się, ostrego zespołu niewydolności oddechowej (Severe Acute Respiratory Syndrome - SARS) w Polsce. Jednocześnie zapewniali, że widzenie problemu SARS we właściwych proporcjach epidemiologicznych wcale nie świadczy, że problem jest bagatelizowany.
Przygotowani na SARS
"To zakażenie wolno, ale się szerzy, czynnik etiologiczny nie jest do końca znany i cały czas istnieje prawdopodobieństwo, że choroba ta pojawi się także w Polsce. Dlatego podjęliśmy szereg działań, mających na celu jak najlepsze przygotowanie się na taką ewentualność" - mówił A. Trybusz. Ich podstawą są m.in. wytyczne głównego inspektora sanitarnego z 2 kwietnia br. w sprawie postępowania z osobami podejrzanymi o SARS, procedury zgłaszania podejrzenia zakażenia lub zachorowania, komunikat w sprawie wyjazdu do krajów Azji Południowo-Wschodniej. W tych wszystkich dokumentach korzystano z zaleceń WHO.
Jak poinformowano podczas konferencji, wytypowane zostały także oddziały obserwacyjno-zakaźne, w których byłyby leczone przypadki SARS oraz konsultanci spośród lekarzy chorób zakaźnych i pulmonologów, którzy na lotniskach będą konsultować podejrzane o zespół SARS przypadki. Personel pokładowy samolotów oraz personel międzynarodowych portów lotniczych został zapoznany z objawami choroby. Zgromadzono także środki indywidualnej ochrony, zabezpieczające zarówno pasażerów, jak i personel.
Zalecono, by w sposób czynny identyfikować osoby powracające z zagrożonych rejonów, które wykazują objawy chorobowe ze strony układu oddechowego. "W takich przypadkach, o ile warunki na to pozwalają, izolacja powinna być dokonywana już w samolocie (np. poprzez wydzielenie osobnej toalety, stosowanie środków indywidualnej ochrony), a po wylądowaniu taki pasażer byłby kierowany do izolatki, celem badania i ewentualnego przewiezienia do oddziału zakaźnego" - mówił A. Trybusz. Jeśli przypadek SARS stwierdzony zostanie na pokładzie samolotu, wówczas badaniu poddani zostaną współpasażerowie i ewentualnie podjęta zostanie decyzja o ich kwarantannie lub obserwacji w warunkach domowych. ?I to musi wystarczyć. Nie ma ani możliwości, ani potrzeby badania wszystkich ludzi powracających z zagranicy. Jest za to potrzeba informowania" - podkreślał A. Trybusz.
Kontrole potwierdzają
9-10 kwietnia zostały przeprowadzone kontrole na wszystkich międzynarodowych lotniskach, z udziałem przedstawiciela wojewody, wydziału zarządzania kryzysowego, straży granicznej, głównego inspektora sanitarnego i stwierdzono, że wszystkie zalecenia zawarte w wytycznych są realizowane. 29 kwietnia br. sam premier Leszek Miller w asyście ministra zdrowia Leszka Sikorskiego i Andrzeja Trybusza zwiedził, jak podano w komunikacie Centrum Informacyjnego Rządu, oddział obserwacyjno-zakaźny oraz oddział intensywnej terapii Wojewódzkiego Szpitala Zakaźnego, a także Międzynarodowy Port Lotniczy im. F. Chopina w Warszawie. "Upewniłem się, że polskie służby medyczne są dobrze przygotowane na ewentualność SARS i obywatelom Rzeczypospolitej nic nie grozi" - powiedział szef Rady Ministrów.
"Naprawdę jest pełna gotowość sanitarna, główny inspektor sanitarny wszystko kontroluje, wydaje stosowne instrukcje postępowania. Sprawdzane są poszczególne oddziały zakaźne. Ja dodatkowo poleciłem konsultantom wojewódzkim opracowanie szybkiej ścieżki ściągania leków niezbędnych do leczenia SARS. I muszę przyznać, że - wyjątkowo - to wszystko wygląda dobrze" - mówi konsultant ds. chorób zakaźnych prof. Andrzej Gładysz.
Pod koniec kwietnia we Wrocławiu można się było przekonać, jak te słowa mają się do praktyki - fałszywy alarm o pierwszym przypadku zachorowania na tę chorobę postawił na nogi służby medyczne w tym mieście. Okazało się jednak, że był to wymysł chorego psychicznie. "Dzięki temu przekonaliśmy się, że system się sprawdza. Byłem naprawdę zdziwiony" - mówi prof. A. Gładysz.
Gdzie izolować chorych?
Pojawił się jednak niepokojący sygnał. Po naszej publikacji w poprzednim wydaniu Pulsu Medycyny, odezwał się kierownik Kliniki Chorób Zakaźnych i Hepatologii Uniwersytetu Medycznego w Łodzi prof. dr hab. Jan Kuydowicz, prosząc o zamieszczenie na łamach naszej gazety apelu pracowników Wojewódzkiego Specjalistycznego Szpitala im. dr W. Biegańskiego do mieszkańców Łodzi (pełny tekst na stronie 46), w którym wyjaśniają oni, iż w placówce tej nie ma możliwości leczenia m.in. SARS. Szpital ten jest na 8 pozycji w udostępnionym nam wykazie placówek wytypowanych przez Główny Inspektorat Sanitarny.
Prof. J. Kuydowicz stwierdza ponadto w liście do redakcji: "według naszej wiedzy, tak samo wygląda sytuacja w całej Polsce - nigdzie nie ma warunków do bezpiecznego izolowania i leczenia chorych na szczególnie zaraźliwe choroby zakaźne". W dołączonym komunikacie czytamy, że zespół doradczy powołany przez dyrektora WSS uznał, iż szpital ten ?"nie posiada możliwości pełnej izolacji pacjentów od środowiska i zatrudnionego personelu, co stanowi niebezpieczeństwo transmisji patogenu z możliwością wystąpienia ofiar wśród personelu i otoczenia". Zespół poparł pomysł "utworzenia na terenie szpitala w jednym z pawilonów Oddziału Izolacyjnego zapewniającego bezpieczne warunki hospitalizacji i izolacji pacjentów ze szczególnie niebezpiecznymi chorobami zaraźliwymi".
"Po prostu zaczęliśmy się bać, przecież w przypadku SARS co piąty zgon dotyczy personelu, a my nie mamy żadnych zabezpieczeń. Jutro mam dyżur, pielęgniarki zapowiedziały, że jeśli przywiozą chorego na SARS pacjenta, idą do domu. I co wtedy zrobię?" - powiedział nam jeden z lekarzy w ?Biegańskim".



Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Monika Wysocka

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.