Szkolenia z dopalaczy
W czwartek (8 października) w Wielkopolskiej Izbie Lekarskiej odbyło się szkolenie dotyczące dopalaczy dla lekarzy podstawowej opieki zdrowotnej, w którym wzięło udział blisko 60 lekarzy.
„Młodzi ludzie nie zdają sobie sprawy z tego, że łykają, wąchają, czy wypijają chemikalia, które mają szerokie działania uboczne i to zarówno te ostre, jak i przewlekłe. W poradni są pobudzeni, nie usiedzą w jednym miejscu, z kołataniem serca, wysoką temperaturą ciała albo są bardzo senni. Czasem dochodzi do utraty przytomności, a w skrajnych przypadkach do zatrzymania krążenia” – mówi Bożena Janicka, prezes PPOZ, które organizuje te szkolenia.
Leczenie jest tylko objawowe, bo na mieszankę różnych chemicznych składników nikt nie wynalazł „złotego środka”, tzw. antidotum. W poradni lekarze mogą jedynie skontrolować ciśnienie, temperaturę ciała, wykonać EKG, morfologię, stężenie glukozy we krwi. Potem konieczne jest leczenie szpitalne. „Uzupełniamy płyny, podajemy leki stosownie do wyników i czekamy. Taka jest nasza rola. Dopalacze nie mają antidotum, tak jak typowy narkotyk. Dzisiaj nie wiemy, co zażył młody człowiek, czy połączył dopalacze z narkotykami. Jak dużo, jakiego środka połknął” - mówi Bożena Janicka.
Dopalacze są zabójcze pod każdym względem. Tanie, powszechnie dostępne, no i bezwonne, co wprowadza w błąd rodziców przekonanych, że ich dziecko jest po prostu zmęczone nauką. Odsypia, bo uczy się po nocy… Nie ma apetytu, bo jest zestresowane kolejnym sprawdzianem.
„Szkolenie ma przybliżyć aktualny stan w dopalaczach, ma wyczulić na to, aby inaczej patrzeć na pacjentów z podejrzanymi objawami. Musimy wiedzieć, czego się spodziewać, a potem we właściwy sposób reagować! Z drugiej strony w razie potrzeby powinniśmy potrafić doradzić rodzicom co robić. Jak rozpoznawać przyczyny „dziwnego” zachowania ich dzieci. Młody człowiek od najmłodszych lat musi wiedzieć, jakie są skutki ich zażywania” – mówi prezes PPOZ.
.
Źródło: Puls Medycyny
Podpis: mw