System no-fault: pozasądowa ścieżka nie oznacza szybszych rekompensat
Można mieć wątpliwości, czy scentralizowanie systemu rekompensat szkód z tytułu zdarzeń medycznych, które wprowadza ustawa o jakości w opiece zdrowotnej, wyeliminuje przewlekłość postępowań - ocenia mec. Sebastian Sikorski.
Przekazując do konsultacji publicznych projekt ustawy o jakości w opiece zdrowotnej i bezpieczeństwie pacjenta minister zdrowia powiedział: „Wprowadzamy no-fault". Między innymi o to, czy to dobry kierunek zmian oraz kto na nich skorzysta, pulsmedycyny.pl zapytał dr. Sebastiana Sikorskiego, adwokata i specjalistę prawa medycznego.
Pozasądowy system rekompensat: efektywność zweryfikuje praktyka
Projekt ustawy o jakości przewiduje m.in. wprowadzenie dwuinstancyjnego pozasądowego systemu rekompensat szkód z tytułu zdarzeń medycznych obsługiwanego przez Rzecznika Praw Pacjenta w miejsce obecnych wojewódzkich komisji ds. orzekania o zdarzeniach medycznych oraz powołanie Funduszu Kompensacyjnego Zdarzeń Medycznych. Przewiduje się wprowadzenie rekompensat bez orzekania o winie.
Nowe regulacje mają sprawić, że świadczenia (od 2 do 200 tys. zł w przypadku utraty zdrowia i od 20 do 100 tys. w przypadku śmierci) będą wypłacane szybciej i sprawniej niż w postępowaniach przed komisjami wojewódzkimi lub w postępowaniach sądowych.
- Nie do końca mnie przekonuje takie uregulowanie systemu świadczeń kompensacyjnych. Analizując zaproponowane rozwiązania oraz treść uzasadnienia, można odnieść wrażenie, że projektodawcy nie do końca wyciągnęli wnioski z działania likwidowanych komisji wojewódzkich. Za Najwyższą Izbą Kontroli trzeba przypomnieć mankamenty działania tych komisji, tj. przewlekłość postępowań, długi czas oczekiwania na opinie biegłych etc. - tłumaczy mec. Sebastian Sikorski.
PRZECZYTAJ TAKŻE: NIK krytycznie o pracy komisji orzekających o zdarzeniach medycznych
Jak dodaje, szybkość postępowania zweryfikuje sama praktyka, jednak w jego ocenie można mieć też wątpliwości, czy samo scentralizowanie wyeliminuje jeden z głównych mankamentów, jakim jest średni czas oczekiwania na orzeczenie dotychczas działających komisji.
Zgłaszanie zdarzeń niepożądanych ma być anonimowe. Strach zniknie?
W Polsce nie znamy rzeczywistej liczby zdarzeń niepożądanych, ponieważ nie wszyscy je zgłaszają. Główną przyczyną jest strach przed konsekwencjami, obawa przed kompromitacją. Art. 20 pkt. 3 projektowanej ustawy o jakości wprowadza anonimowe zgłaszanie zdarzeń. Czy można więc zakładać, że wobec zgłaszającego nie będzie wszczynane postępowanie, skoro Kodeks karny nie ulega zmianie? (art. 155, 156 i 157 kk, dotyczące, odpowiednio, nieumyślnego spowodowania śmierci, uszczerbku na zdrowiu i naruszenia czynności narządu ciała lub rozstroju zdrowia).
PRZECZYTAJ TAKŻE: Ograniczenia dla niezaszczepionych w Polsce można wprowadzić tylko ustawą [KOMENTARZ]
- Sama idea wzmocnienia monitorowania zdarzeń niepożądanych jest słuszna. Co do przepisu z art. 20 pkt. 3 projektowanej ustawy, można go uznać jako lex specialis w stosunku do lex generalis, jakim są: kodeks karny, kodeks wykroczeń i ustawy regulujące zasady wykonywania poszczególnych zawodów - tłumaczy mec. Sikorski.

Oznacza to nic innego jak zasadę, że prawo o większym stopniu szczegółowości (pochodzące z aktów prawnych o tej samej mocy i obowiązujące w tym samym czasie) należy stosować przed prawem ogólniejszym.
Na tę kolizję zwracał uwagę w „Rzeczpospolitej” Filip Płużański, sekretarz Naczelnej Komisji Rewizyjnej Naczelnej Izby Lekarskiej. - Może być trudno o anonimowość podczas zgłaszania zdarzeń w systemie elektronicznym. Dlatego apelowaliśmy o zmianę w kodeksie karnym, która zwiększyłaby poczucie bezpieczeństwa personelu medycznego - mówił pod koniec lipca br., twierdząc, że bez takiej zmiany pełny no-fault będzie niemożliwy.
- Oczywiście dla zapewnienia maksimum bezpieczeństwa najlepiej byłoby kodeks karny zmienić. Ale i bez tego konsekwencje karne nie powinny być wyciągane - ocenia mec. Sikorski.
PRZECZYTAJ TAKŻE: System no-fault może zwiększyć bezpieczeństwo leczenia pacjentów
Źródło: Puls Medycyny