Specjalista kontra rodzinny
Rozmowa z Elżbietą Protasiewicz, członkiem Zarządu Głównego Kolegium Lekarzy Rodzinnych w Polsce:
- Jest konflikt interesów pomiędzy lekarzem podstawowej opieki zdrowotnej a specjalistą, czy go nie ma?
- Nasz system opieki zdrowotnej ustawia obie te grupy lekarzy w dwóch narożnikach. Stawką są oczywiście pieniądze. Każdy chce zarobić i, niestety, w części odbywa się to kosztem drugiej grupy. Szkoda, bo moglibyśmy w większym stopniu współdziałać dla dobra pacjenta.
- Gabinety specjalistyczne przeżywają oblężenie, do niektórych trzeba zapisywać się kilka miesięcy naprzód. Takiego problemu nie ma w podstawowej opiece zdrowotnej. Za mało mamy specjalistów?
- Ten tłok jest w dużej mierze sztucznie generowany. Bardzo duża grupa pacjentów mogłaby być spokojnie leczona u swojego lekarza pierwszego kontaktu. Niestety, takie przypadki, niezbyt skomplikowane, to czysty zysk dla specjalistów. Przy nich jest mniej pracy i kosztów niż przy naprawdę potrzebujących, a pieniądze są takie same. Czysty zysk.
Przed reformą służby zdrowia działały we Wrocławiu może cztery poradnie kardiologiczne, dzisiaj jest ich blisko trzydzieści i kolejki do nich są na wiele miesięcy. Proszę sobie samemu odpowiedzieć dlaczego.
- Wysłanie do specjalisty jest też na rękę lekarzowi poz, przecież przestaje za niego ponosić koszty.
- To tylko pozorne zadowolenie. Dla sporej części specjalistów nie jesteśmy partnerami, sprowadzają nas oni do roli wypisywaczy recept, rozmaitych druków czy skierowań. Żaden prawdziwy lekarz rodzinny nie jest zadowolony z takiej pozycji naszej grupy zawodowej, wiemy, że z większością pacjentów, którzy miesiącami czekają do specjalistów, sami byśmy sobie poradzili.
- Jakie jest wyjście z tej sytuacji?
- Wyjście jest takie: lekarze specjaliści powinni przyjmować pacjentów tylko do diagnostyki i ustalenia rozpoznania. Według ich wskazówek dalsze leczenie powinni prowadzić lekarze podstawowej opieki zdrowotnej. Odstępstwa od tej reguły byłyby wyjątkami.
Konflikt krótkiej kołdry
Rozmowa z nefrologiem prof. Marianem Klingerem:
- Z czego wynika konflikt pomiędzy lekarzem poz a specjalistą?
- To konflikt w moim odczuciu pozorny, bo tak naprawdę nie jesteśmy dla siebie przeciwnikami. Można go nazwać konfliktem krótkiej kołdry, w którym winnym jest ten, kto ją dał, a nie ci, co ją sobie wydzierają. System, który obecnie działa, powoduje, że lekarze pierwszego kontaktu chętnie wysyłają pacjentów do poradni specjalistycznych, ponieważ w ten sposób obniżają sobie koszty działalności. Narzucone nam limity powodują, że nie jesteśmy w stanie udzielić pomocy wszystkim, stąd te kolejki.
- Co zrobić, by lekarz poz był partnerem specjalisty w leczeniu ich wspólnego pacjenta?
- Obie strony powinny zdać sobie sprawę, że leczenie chorego to nie tylko profity, ale również koszty - powinny być solidarnie dzielone, zgodnie z wykonaną pracą. Jeśli lekarze podstawowej opieki chętniej włączą się w proces leczenia mniej skomplikowanych przypadków, wszystkim będzie lepiej.
- Jak rozwiązać sprawę przerzucania kosztów pomiędzy specjalistą a poz?
- Według mnie, sprawa jest prosta. Najbardziej kosztochłonne procedury, przede wszystkim diagnostyczne, należy wydzielić z budżetu poz i specjalistyki. Powinny być one osobno płacone przez NFZ na podstawie przedstawionych rachunków, oczywiście do pewnej ustalonej wcześniej kwoty.
Źródło: Puls Medycyny
Podpis: lek. Marcin Murmyło