Smutny świat ciszy
Ubytki słuchu sprzyjają depresji i demencji - pokazują badania. Chorym można jednak pomóc.
W czasie 123. Corocznego Spotkania Amerykańskiego Towarzystwa Psychologicznego opowiadał o tym prof. David Myers prof. z Hope College w Michigan.
Uczony, który sam boryka się z tym problemem zacytował badanie zorganizowane przez amerykański National Council on Aging, w którym wzięło 2,3 tys. osób z ubytkiem słuchu. Okazało się, że uczestnicy, którzy nie korzystali z aparatu słuchowego, rzadziej angażowali się w życie społeczne i częściej cierpieli z powodu smutku czy nawet depresji.
Według przytaczanych przez uczonego statystyk, od wystąpienia pierwszych objawów ludzie czekają średnio 6 lat z podjęciem leczenia. Często też nie chcą się decydować na aparat słuchowy. Badacz podaje takie przyczyny jak zaprzeczanie, pewnego rodzaju próżność, a także nieświadomość tego, co tracą. Prof. Mayers sam zdecydował się na takie urządzenie z wieloletnim opóźnieniem.
Uczony przedstawił też inne badanie, opublikowane w "Archives of Neurology", według którego lata ograniczenia bodźców wywołanego ubytkiem słuchu zwiększa ryzyko demencji. Wiadomo też np., że jednym z czynników, które do niej predysponują, jest społeczna izolacja.
"Gniew, frustracja, depresja, lęk - te wszystkie stany powszechnie pojawiają się wśród ludzi, którzy mają problemy ze słyszeniem." - twierdzi prof. Mayers. "Wyposażenie ich w najnowszą, pomagającą słyszeć technologię może pomóc im odzyskać kontrolę nad własnym życiem i osiągnąć emocjonalną stabilność, a nawet poprawić zdolności poznawcze" - opowiada naukowiec.
Prof. Mayers wspomniał np. pętlach indukcyjnych - systemach, które za pomocą pola magnetycznego przekazują dźwięk do aparatu słuchowego i pozwalają odbierać czysty dźwięk np. z mikrofonu, systemu nagłośnieniowego czy telewizora. Takie systemy mogą się świetnie sprawdzić np. na lotniskach, dworcach, kinach czy chociażby kościołach.
Źródło: Puls Medycyny
Podpis: MAT