Audyty przeprowadzano także w latach minionych, aczkolwiek skromniej, raczej na potrzeby exposé nowego premiera albo tzw. bilansów otwarcia dokonywanych przez poszczególnych ministrów. Tylko premierzy Miller i Tusk zapowiadali sporządzenie kompleksowych bilansów otwarcia, podsumowujących działania poprzedników, ale w sumie nie były one nadużywane i w toku formowania polityki nowego rządu rozmywały się, a nie wyostrzały. PiS to radykalnie zmienił — czy na lepsze, trudno ocenić po nieprzespanej nocy, raczej na gorsze.
Gdyby audyt miał się stać jakimś uzusem, to warto byłoby go podnieść do rangi normy ustawowej, określić formę (analiza SWOT?) i ramy kontrolne. Jednak zawczasu tego nie uczyniono i stąd wysłuchaliśmy sejmowej oracji premier Szydło i jej ministrów, zamiast jednolitego, sformalizowanego i spójnego dokumentu pisemnego, do którego można by się odnieść. Czyli transfer metody znanej z gospodarki udał się w niewielkim zakresie, zaspokajając głód raczej polityczny, aczkolwiek parę kurtyn runęło z hukiem.
Do takich należy zaliczyć informatyzację służby zdrowia, o czym poinformował minister Konstanty Radziwiłł, nadstawiający drugi policzek, jako osoba uprzednio zatrudniona przy jej tworzeniu. Nie była to okoliczność łagodząca i mówca przyznał, iż zarzutów pod jego adresem „słuchać hadko”. Ale przecież wchodząc na mównicę wiedział, iż litości nie będzie, bo program P1 to obraz nędzy i rozpaczy. Z cyfrowego obiegu informacji w służbie zdrowia, informatycznego konta pacjenta, elektronicznej recepty i umawiania wizyt online nie ma nic, co by w miarę przyzwoicie funkcjonowało.
Minister przyznał, iż „szyna usług nie działa” i żeby uratować projekt, potrzeba wsparcia ministrów cyfryzacji i finansów. Z ponad 700 mln zł w kosztorysie aż 570 pochodzi z UE, a ponad 400 mln zł już się rozpłynęło. Jak dowodził minister Radziwiłł, z 24 części systemu odebrano jedynie 13, lecz jako całość nie przeszedł testów i jeśli działa, to w ograniczonym zakresie. Co gorsza, wiszą nad nim unijne kary i jeśli zostaną wdrożone, to poskutkują cofnięciem unijnych pieniędzy na zdrowie.
Nie lepiej jest w szpitalach publicznych, zadłużonych na 14 mld zł, z czego 3 mld zł to zadłużenie wymagalne. Zastosowane przez poprzednie rządy antidotum w postaci komercjalizacji wcale się nie sprawdza — dowodził Konstanty Radziwiłł, wskazując na szpital w Kwidzynie, sprzedany po raz kolejny. Ale co najgorsze, funkcjonuje zjawisko lepszych i gorszych pacjentów, ich segregacji i innego traktowania. Nie lepiej było z wymaganą przez Unię mapą potrzeb zdrowotnych, którą wielkim wysiłkiem udało się sporządzić na ostatnią chwilę, dzięki czemu środki unijne na zdrowie (łącznie nawet 12 mld zł) być może nie zostaną odebrane. W konsumenckim indeksie zdrowia na 35 państw Polska zajmuje 34. pozycję, sporo za Albanią, tuż przed Czarnogórą, jako ostatnią w rankingu.
Co na to opozycja? Do pojedynku wystawiła pos. Bartosza Arłukowicza, PO, który zastosował środki adekwatne do formy audytu. Odgryzł się obecnemu ministrowi, że to on odpowiada za fatalną informatyzację służby zdrowia, a jego wiceminister odpowiedzialny za politykę lekową nadal ma związki z firmami farmaceutycznymi i nawet się z nimi spotyka. Czyli wyprowadził cios w korpus personalny ministerstwa, ale czy miał inne wyjście? Audyt premier Szydło szybko przerodził się w bezpardonowe odszczekiwanie i będzie tak dopóty, dopóki analiza SWOT nie weźmie góry nad polityką.
Jerzy Papuga,komentator parlamentarny, specjalizujący się w opisie prac komisji sejmowych i senackich oraz procesu ustawodawczego.