Rynek apteczny to rynek pracownika? Pensje rosną, ale farmaceuci i technicy farmaceutyczni skarżą się na wiele patologii
Nadgodziny wypłacane „pod stołem”, technicy farmaceutyczni pozostawieni bez dozoru farmaceutów, braki kadrowe i nacisk na sprzedaż – to najpilniejsze problemy, na jakie w swojej codziennej pracy zwracają uwagę farmaceuci i technicy farmaceutyczni zza pierwszego stołu.

Na początku października “Puls Farmacji” opublikował materiał dotyczący afery podsłuchowej w aptekach należących do jednej z największych w Polsce sieci aptecznych. Chodzi o nagrywanie rozmów pracowników aptek z pacjentami. Nagrania miały następnie służyć ocenie efektywności pracy farmaceutów i techników farmaceutycznych. Jest to jednak, jak zgadzają się wszyscy eksperci, działanie bezprawne.
CZYTAJ WIĘCEJ: Pacjenci i farmaceuci na podsłuchu. Wszyscy wiedzą o problemie, czy wreszcie ktoś coś zrobi?
Liczni farmaceuci i technicy farmaceutyczny, którzy wówczas się do nas zgłosili, zwracali uwagę na szereg innych nieprawidłowości dotykających ich jako pracowników. Zapytaliśmy więc farmaceutów i techników, czy rynek apteczny, na którym podobno brakuje kadry, jest rynkiem pracownika.
Najczęściej wskazywali na nadgodziny (w tym te rozliczane nieoficjalnie), brak możliwości korzystania przez farmaceutów z urlopu szkoleniowego, presję na sprzedaż konkretnych produktów i braki kadrowe. Część przyznaje, że poziom wynagrodzeń w ostatnich latach wzrósł. Jak przyznaje jeden z naszych rozmówców, na terenie Warszawy magister farmacji może liczyć na wynagrodzenie w graniach 7,5-8 tysięcy złotych netto, natomiast technik powyżej 5 tys. zł.
Bierzesz L4? Jesteś pierwsza do zwolnienia
Bardzo wielu pracowników aptek skarży się na nadgodziny. Na rynku nadal brakuje farmaceutów i techników farmaceutycznych, co ma swoje plusy i minusy. Plusem bez wątpienia jest to, że stwarza to pracownikom możliwość dorobienia do podstawowej pensji. Minusem jednak pozostaje, że zdarzają się miejsca, gdy branie nadgodzin nie wynika tylko z decyzji pracownika.
– W swoim życiu zawodowym pracowałam w trzech sieciach, byłam zatrudniona na umowę o pracy. W tej chwili pracuję już wyłącznie w oparciu o umowę zlecenie. W każdej z sieci wyrabianie nadgodzin było normą. Nie zawsze towarzyszył temu nacisk, choć i to się zdarzało. Wiele zależy od tego, jak asertywny będzie farmaceuta. Zwykle z uwagi na braki kadrowe w większości sieci były pewne problemy ze swobodnym braniem urlopów. W pierwszej sieci na tym samym numerze NIP funkcjonowało kilka aptek. Jeśli chodzi o nadgodziny, nigdy nie wyrabiałam ich w swojej macierzystej aptece. W sytuacji braków kadrowych w pozostałych placówkach – działających na innym numerze NIP - byłam natomiast proszona o „wzięcie” w nich nadgodzin. Wynagrodzenie za nadgodziny otrzymywałam na umowie zlecenie. Bardzo często wymagano od nas pracy po 12 czy 14 godzin - mówi jedna z farmaceutek, z którą rozmawialiśmy.
Inna nasza rozmówczyni, technik farmaceutyczny, potwierdza, że na rynku brakuje pracowników, więc pracując w aptece trzeba liczyć się z tym, że prędzej czy później zostanie się poproszonym o wyrobienie nadgodzin, szczególnie w sytuacji, gdy z przyczyn losowych ktoś z pracowników „wypadnie” z grafiku z powodu choroby lub urlopu – a takie zdarzają się często.
– Problematyczną kwestią są zwykle także urlopy i zwolnienia. W sieci, w której pracuję, obecnie wprowadzono nawet premię „za obecność” dla pracowników, którzy najrzadziej lub wcale korzystają z L4. Wiele zależy od koordynatora, ale zdarzają się też tacy, którzy straszą: „bierzesz L4, będziesz pierwsza do zwolnienia”. Muszę jednak zaznaczyć, że obecnie koordynatorzy pilnują, by przestrzegano zasady dobowego odpoczynku po 12-godzinnej zmianie, wyrabianie nadgodzin jest raczej dobrą wolą pracownika, a nie obowiązkiem - mówi.
Niestety, zasada dobowego odpoczynku nie zawsze jest przestrzegana, a co więcej płatność za nadgodziny często następuje drogą zupełnie nieoficjalną, czyli do ręki.
– Od ośmiu lat pracuję w niewielkiej sieci, w skład której wchodzi osiem aptek. Nigdy bezpośrednio i w sposób, który mógłby uchodzić np. za mobbing, nie zmuszano w niej pracowników do brania nadgodzin. Pracodawcy stwarzają jednak taką atmosferę, w której rezygnacja z nadgodzin staje się niemile widziana jako przejaw niekoleżeńskiego zachowania. Jest to więc pewna podprogowa presja. Co więcej, nadgodziny nie są rozliczane w ramach umowy o pracę lub w oparciu o umowę zlecenie. Płatność otrzymujemy wyłącznie w gotówce, „pod stołem”. Przez szefostwo mile widziana jest więc praca nawet po 11 czy 12 godzin przez kilka dni z rzędu, szczególnie jeśli z powodu czyjegoś urlopu lub choroby grafik się „nie spina”. W takich sytuacjach zasada dobowego odpoczynku nie jest przestrzegana - opowiada nam jeden z techników farmaceutycznych.
– Bardzo źle widziane są zwolnienia lekarskie, w tym na opiekę na dziecko. Mimo że to silnie sfeminizowany zawód, po każdym urlopie macierzyńskim miałam problem z powrotem do pracy. Choć ostatnie lata to pogłębiające się braki kadrowe w aptekach, to paradoksalnie pracodawcy coraz bardziej oszczędzają na pracowniku, czego wyrazem jest choćby wypłacanie nadgodzin w ramach umowy zlecenia - dodaje w rozmowie z “Pulsem Farmacji” farmaceutka z 18-letnim stażem.
Presja na sprzedaż, czyli gdy premia od obrotu zastępuje podwyżki
Jak twierdzą nasi rozmówcy, mówiąc o pracy w aptece trzeba być realistą: apteki to nie tylko placówki, gdzie pacjent zjawia się ze swoim problemem zdrowotnym, ale też biznes, który musi być rentowny.
– Sprzedaż leków i innych produktów leczniczych zawsze będzie częścią pracy w aptece, ale istotnie nakłanianie farmaceutów i techników farmaceutycznych do polecania konkretnych produktów, a następnie rozliczanie ich z tego to duży problem. W dużej mierze dotyka przede wszystkim techników, bo to głównie oni stoją za pierwszym stołem. Regułą były spotkania, podczas których koordynator podsumowywał realizację celów sprzedażowych: jeśli sprzedaż była za niska, nakłaniał do polecania produktów marki własnej. Wiele zależało od sieci, w części z nich wysoką sprzedaż marki własnej dało się wypracować np. poprzez polecanie pewnych kosmetyków czy wyrobów medycznych, takich jak opatrunki. Czułam się z tym lepiej pod względem etycznym niż w przypadku proponowania pacjentom suplementów marki własnej. W jednej sieci kładziono bardzo duży nacisk na sprzedaż zamienników produkowanych przez konkretną firmę farmaceutyczną, z poziomem jej realizacji była związana premia dla pracownika - mówi nam jedna z farmaceutek.
Jakie problemy wydają się najpilniejsze z perspektywy pracownika?
– Dla mnie takim problemem jest wymaganie od farmaceuty, którego niezależność zawodowa pozostaje prawnie zagwarantowana, sprzedaży określonych leków i produktów. Oczywiście, jeśli pracujesz na zleceniu, ten problem aż tak cię nie dotyka. Co innego na etacie – w części sieci funkcjonuje tzw. premia od obrotu, zależna od sprzedaży wypracowanej od pracownika, która zastępuje ewentualne podwyżki. Wydawanie leków zostaje więc sprowadzone wyłącznie do sprzedaży, nie ma nic wspólnego z dbaniem o zdrowie pacjenta. Czasami pacjent na tym nie traci, ponieważ sieci zależy na sprzedaży leków marki własnej, co cenowo może być korzystne dla pacjenta. Wiem jednak, że zdarza się, że w takich wypadkach pracownicy polecają zamiast leku suplement, na którego sprzedaży sieć zarabia więcej. W moim odczuciu to już działanie nieetyczne - dodaje kolejna farmaceutka.
W jaki sposób pracownicy aptek są rozliczani ze sprzedaży?
– Analizuje się, co sprzedali lub w aptece zjawiają się tajemniczy klienci, których zadaniem nie jest jednak sprawdzenie jakości opieki świadczonej przez pracowników, ale tego, co pracownicy sprzedają i proponują pacjentom. Nie mam nic przeciwko, by sprzedawać pacjentom produkty i leki korzystne dla nich cenowo i zdrowotne, na których apteka zarabia. Nie może to jednak przekraczać granic etyki zawodowej - podkreśla jedna z naszych rozmówczyń.
Jak dodaje kolejny nasz rozmówca, w aptekach należących do sieci funkcjonują rozbudowane systemy premii dla farmaceutów i techników, którzy realizują cele sprzedażowe.
– W małej sieci, w której pracuję, premie przyjmują postać drobnych prezentów, np. zestawów kosmetyków lub gratyfikacji finansowej w wysokości 200-300 zł lub bonów. Oczywiście, wszystko jest dokonywane nieoficjalnie. Nie wiąże się to jednak z żadnym naciskiem na pracownika, by sprzedawał np. markę własną. Istnieją na rynku korporacje apteczne o bardzo złej reputacji, ale w środowisku panuje raczej przekonanie, że najwięcej zależy od kierownictwa apteki, a nie od tego, czy to placówka sieciowa, czy indywidualna - podkreśla technik farmaceutyczny, z którym rozmawiamy.
Technik farmaceutyczny bez nadzoru farmaceuty? Pracodawcy kontroli się nie boją
Wszyscy nasi rozmówcy zgodnie twierdzą, że w polskich realiach za pierwszym stołem bardzo często pacjenci stykają się z technikami farmaceutycznymi. Nie oznacza to oczywiście, że farmaceuci nie pracują z pacjentem. W wielu placówkach po prostu na ich barki zrzuca się tyle “papierkowej roboty”, że na kontakt z pacjentem czasu nie zostaje już zbyt wiele.
– Wiele aptek cierpi z powodu braków kadrowych. Dziennie w aptece, w której obecnie pracuję, obsługujemy nawet 400 pacjentów. Z powodu braków kadrowych zdarza się, że na zmianie zostają sami technicy, co jest wbrew przepisom. Pracują wówczas na loginie kierownika. Dziwi mnie, że kierownicy się na to zgadzają, i nie chodzi tu o deprecjonowanie techników, ale o to, że grozi im za to prawna odpowiedzialność. Gdzie w tym bezpieczeństwo pacjenta i opieka farmaceutyczna, o której tyle się mówi? - zastanawia się jedna z naszych rozmówczyń.
Nie jest jedyną, która zwraca uwagę na ten problem.
– Sytuacje, gdy farmaceuta lub technik farmaceutyczny zostają na zmianie sami, są stosunkowo częste, szczególnie w aptekach zlokalizowanych w mniejszych miejscowościach i podczas weekendowych dyżurów. Technik pracuje wówczas na loginie farmaceuty. Rzadziej zdarza się to w aptekach wydających leki narkotyczne, ale tam również wiem i słyszałam o takich przypadkach - potwierdza inna farmaceutka.
Jak twierdzą nasi rozmów, pracodawcy, szczególnie ci z mniejszych miejscowości, nie boją się kontroli.
– Z punktu widzenia przepisów to działanie nielegalne, ale pracodawca liczy po prostu na to, że kontroli nie będzie, zresztą naprawdę zdarzają się one naprawdę rzadko - mówi nam jeden z techników farmaceutycznych.
Nieprawidłowości nawet w połowie kontrolowanych aptek
Jak rynek apteczny wygląda z perspektywy dwóch urzędów, które powinny dbać o szeroko rozumiane standardy pracy w polskich aptekach?
Państwowa Inspekcja Pracy poinformowała naszą redakcję, że w 2022 roku inspektorzy PIP przeprowadzili w aptekach 211 kontroli, a w 2023 r. 169. W latach 2022-2023 pracownicy aptek skierowali do PIP 192 skargi, które w połowie przypadków okazały się zasadne. W 2022 r. na pracodawców z rynku aptecznego nałożono 28 mandatów karnych na kwotę 30 950 zł , a w 2023 r. wystawiono 28 mandatów na kwotę 30 700 zł.
– Ujawniane w trakcie kontroli naruszenia dotyczyły większości sfer związanych z zatrudnianiem pracowników, począwszy od warunków pracy, przez szkolenia pracowników, nieprawidłowego ustalania i wypłacania wynagrodzenia, aż po mobbing - poinformował rzecznik GIP Juliusz Głuski-Schimmer.
W 2022 r. WIF przeprowadziły 3998 kontroli. Nieprawidłowości stwierdzono w 49,7 proc. kontrolach aptek. W okresie od stycznia do września WIF przeprowadziły 3004 kontroli. Nieprawidłowości stwierdzono w 51 proc. kontroli w aptekach ogólnodostępnych. Jak informuje GIF, do wojewódzkich inspektoratów farmaceutycznych w latach 2022-2023 wpłynęły 72 informacje, skargi, zawiadomienia dotyczące braku obsady personalnej w aptekach, których autorami byli pacjenci, aktualni lub byli pracownicy aptek.
Kontrole przeprowadzone w latach 2022-2023 wykryły także nieprawidłowości w zakresie naruszenia niezależności zawodowej farmaceuty. Duża część stwierdzonych nieprawidłowości dotyczyła m.in. nieobecności farmaceuty w godzinach pracy apteki w jej lokalu, zbyt małej liczby zatrudnionych farmaceutów czy braku pełnienia dyżurów przez apteki pomimo uchwały rady powiatu.
– Do WIF nie wpłynęły żadne informacje lub skargi od farmaceutów w zakresie łamania przez przedsiębiorców prowadzących apteki ogólnodostępne zapisów art. 35 Ustawy o zawodzie farmaceuty w zakresie naruszenia niezależności zawodowej farmaceuty. Jeden wojewódzki inspektor farmaceutyczny prowadzi postępowanie wyjaśniające w zakresie prowadzonego przez jedną z sieci aptecznych programu „tajemniczy pacjent” oraz wydał jedną decyzję administracyjną dotyczącą wpływu osób trzecich na personel apteki – rozliczanie umowy franczyzowej i promowanie aplikacji - poinformowała Małgorzata Gajęcka, główny specjalista w Zespole ds. Komunikacji, Promocji i Strategii GIF.
PRZECZYTAJ TAKŻE: Podsłuchy w aptekach. Po naszej publikacji RPO prosi samorząd farmaceutów o interwencję
Źródło: Puls Farmacji