Rozporządzenie sklepikowe – zmiany powinny być wprowadzane stopniowo
Prof. dr hab. Danuta Kołożyn-Krajewska z SGGW w Warszawie, przewodnicząca Polskiej Rady Naukowej programu „Wiem, co Wybieram” komentuje tzw. rozporządzenie sklepikowe, które określiło, jakie produkty można sprzedawać w szkolnych sklepikach i podawać w stołówkach w szkołach oraz przedszkolach.
Rozporządzenie, które weszło w życie miesiąc temu, to pierwszy krok do skutecznych zmian nawyków żywieniowych naszych dzieci, a takie kroki zawsze są najtrudniejsze. Najważniejsze, że proces zmian się rozpoczął i że dołączamy do tych krajów, które pracują nad tym od lat i mają efekty. My też musimy dać sobie czas. Czas dla szkół, właścicieli stołówek, sklepików szkolnych, dla uczniów i rodziców, by oswoić się ze zmianami i móc je dobrze wprowadzić. Wygląda na to, że tego zabrakło przy przygotowaniu i wdrażaniu rozporządzenia.
Przede wszystkim reformulacje składów produktów oraz posiłków powinno się wprowadzać stopniowo. Nie da się – i ze względów zdrowotnych nie powinno się – wprowadzać zmian w odżywianiu z dnia na dzień. Należy stopniowo przyzwyczajać dzieci do kolejnych zmian w smaku, składzie posiłków. Podstawowe znaczenie ma edukacja dzieci, rodziców, a także nauczycieli.
Walka z takimi chorobami cywilizacyjnymi jak otyłość i nadwaga to długotrwały proces, który wymaga zaangażowania wszystkich podmiotów – od administracji państwowej, po producentów żywności i samych konsumentów. Tylko konsekwentny i rzetelny proces edukacji, legislacji i dialogu społecznego pozwoli nam ocenić za parę lat, czy ten wysiłek, który rozpoczęło rozporządzenie wprowadzone miesiąc temu, przynosi konkretne rezultaty.
Program „Wiem, co Wybieram”, który od lat działa w Polsce, zachęca producentów i detalistów do dobrowolnej reformulacji produktów, aby były one zdrowsze i zgodne z kryteriami żywieniowymi określonymi na podstawie zaleceń Światowej Organizacji Zdrowia (WHO). Wieloletnie doświadczenie Fundacji Choices International, organizatora Programu „Wiem, co Wybieram”, pokazuje, że dzięki stopniowej zmianie konsument przyzwyczaja się do nowego smaku i nie odrzuca zdrowszych potraw, czego przykładem jest Holandia. Udało się tam przekonać firmy do obniżenia zawartości składników, które powinny być zredukowane, np. tłuszczów nasyconych o 43 proc. (w produktach mięsnych), cukrów dodanych o 75 proc. (w produktach mlecznych), soli o 39 proc. (w pieczywie) oraz do podniesienia zawartości błonnika o 52 proc. (w kanapkach).
Źródło: Puls Medycyny
Podpis: IKA