Różnicowanie warunków zatrudnienia
Dyrekcja Szpitala Wojewódzkiego im. J. Biziela w Bydgoszczy, który od czterech lat zatrudnia lekarzy na kontraktach, chce wycofać się z tej formy zatrudnienia.
Próbę zmiany warunków zatrudnienia dyrekcja szpitala tłumaczy koniecznością szukania oszczędności. Dług placówki wynosi 23 mln zł. Dyrektor Czesław Kamrowski, zarządzający nią od maja 2002 roku, zapewnia, że nie jest przeciwny kontraktom w ogóle, lecz zatrudnianiu lekarzy na warunkach, które były korzystne tylko dla nich, a szpitalowi przynosiły straty.
"Nie podpisuje się kontraktów na cztery lata, tak jak to zrobili moi poprzednicy. Kasa chorych co roku obniżała stawki za usługi medyczne, a kontrakty płacowe pozostawały na tym samym poziomie. Umowy kontraktowe, które obecnie zaproponowaliśmy lekarzom są urealnione, bardziej dostosowane do możliwości finansowych szpitala. W tej chwili są kontrakty i umowy o pracę, każdy oddział mógł wybrać, nie było żadnego przymusu" - zapewnia Czesław Kamrowski. Dyrekcja szpitala nie chce rozmawiać o szczegółach: ani o powodach odchodzenia od kontraktów, ani o wynegocjowanych nowych warunkach płacowych. Dyrektor Cz. Kamrowski ujawnił nam tylko, że nowe kontrakty są obniżone od 46 do 26 proc. w zależności od oddziału. Jakie przyniesie to oszczędności szpitalowi, będzie wiadomo dopiero za miesiąc. Jak ustaliliśmy, lekarze zatrudnieni wg umowy o pracę są na dwóch oddziałach: chirurgii ogólnej i neurochirurgii. Pierwsi zdecydowali się na tę formę zatrudnienia z własnej woli, drudzy z przymusu. "Nam nikt nie proponował kontraktów, dlatego mamy, niestety, umowy o pracę" - mówi Andrzej Ficow, ordynator oddziału neurochirurgii. Lekarze nie mogą rozmawiać na temat szczegółowych warunków płacowych - byli i są zobowiązani do milczenia umową z dyrekcją.
Udało nam się jednak porozmawiać anonimowo z jednym z lekarzy, który od 1 sierpnia przeszedł na umowę o pracę. "Zgodziliśmy się na nowe warunki ze względu na tymczasowy charakter tego rozwiązania. W grudniu wszystko będzie dyskutowane od nowa. Wynegocjowaliśmy stawkę wynagrodzenia rzędu 2-2,5 tys. zł brutto (w zależności od stażu pracy). Na tej podstawie stawki dyżurowe będą obliczone według standardowych zasad. Obiecano nam także dwie dodatkowe części składowe wynagrodzenia: prowizję od przyjętych pacjentów oraz przynajmniej teoretycznie premię od wypracowanego przez oddział zysku, jeśli taki się pojawi. Te same elementy składowe: prowizja od przyjętych pacjentów oraz premia od przychodów były częścią kontraktów. Z tą różnicą, że w przypadku umowy kontraktowej, zarówno podstawowa stawka (jak i stawka za dyżur) były godzinowe" - mówi nasz rozmówca.
Nikt z lekarzy nie wątpi, że kontrakty lepiej motywowały do pracy. Być może tutaj kryje się, paradoksalnie, przyczyna niechęci nowej dyrekcji do umów kontraktowych. Wydajność pracy lekarzy kontraktowych była wysoka, pieniądze z kasy chorych - co roku mniejsze. "Szpital się nie leni, pracuje na 150 proc. swoich możliwości. Tutaj robi się najwięcej zabiegów w województwie. W minionym półroczu, w pewnych kategoriach chorych, mieliśmy na oddziale w granicach 40 proc. pacjentów ponad limit, który płaci kasa chorych. Za tegoroczne ponadlimitowe świadczenia szpital jeszcze nie dostał zapłaty. Na co dzień cierpimy na niedofinansowanie poszczególnych usług. Umowy z kasą chorych zostały obniżone mimo inflacji, wzrostu kosztów leków i kosztu wszystkich mediów o 10 proc. Każdą usługę mamy niedoszacowaną" - uważa inny lekarz, który prosił o zachowanie anonimowości.
Do negocjacji płacowych z załogą dyrekcja Szpitala Wojewódzkiego w Bydgoszczy powróci na koniec roku, kiedy będą znane warunki nowego kontraktu z kasą chorych.
Źródło: Puls Medycyny
Podpis: Beata Lisowska